Konopielka

Pierwszy raz zobaczyłem ten film dawno temu, w czasie studiów, podczas wakacji. Później wielokrotnie oglądałem go ponownie. W zasadzie niemal nigdy nie odmawiam sobie przyjemności zobaczenia „Konopielki”, kiedy tylko mam okazję zaznać jej ponownie. W filmie plastycznie i realistycznie pokazana została wieś Taplary. Jedynie z gwarowych naleciałości bohaterów możemy pośrednio wnioskować, że jest to miejscowość położona być może gdzieś na ścianie wschodniej. Podobnie niedookreślone pozostają ramy czasowe filmu. Wieś jest odcięta od cywilizacji i gdyby nie odgłos odrzutowca przelatującego nad wsią w jednej z ostatnich scen, można by nawet uznać, że akcja toczy się krótko po wojnie. Nawiasem mówiąc – te kwestie być może rozstrzyga książka Edwarda Redlińskiego pod tym samym, co film tytułem, która była podstawą scenariusza, a której nie czytałem.

Można ten obraz odbierać na dwóch zasadniczo różnych poziomach. Po pierwsze może to być komedia w stylu zbliżonym do „Samych swoich”. Śmiechu tam nie brakuje. Wiejska obyczajowość, obrzędowość, język i różnego rodzaju indywidualne czy zbiorowe zabobony pozwalają same w sobie z dużą lekkością traktować przekaz twórców tego filmu. Nie jest to rzecz jasna komedia typowa – wiele wątków nadaje bowiem tej opowieści charakter refleksyjny. Po drugie może to być poemat o charakterze egzystencjalno – filozoficznym poświęcony analizie procesów zmian mentalności w wymiarze indywidualnym i społecznym. Wyraziście opisane są napięcia między przekazywanymi z pokolenia na pokolenie przyzwyczajeniami, a nowym, które nieuchronnie idzie.

Do odciętej od świata (z powodu podmokłego terenu wokół) wsi przybywa nauczycielka. Mieszkańcy błyskawicznie organizują edukacyjną infrastrukturę: w domu jednego z gospodarzy będzie klasa, w innym – kwatera pani nauczycielki. Dzieci są zobowiązane, aby uczęszczać na zajęcia. Wiedza o świecie, którą dzieci przyswajają w szkole, znacząco różni się od tradycyjnych wyobrażeń, które są w tej społeczności przekazywane z pokolenia na pokolenie. Szkoła zmienia obraz świata. W Taplarach dochodzi na tym tle do polemik. Nauczycielka mieszkająca w gospodarstwie Kaziuka wnosi tam sporo zmian: ustala zapomniane i zniekształcone w pamięci nazwisko gospodarzy (Bartosz? Bartoszko? Bartoszewicz!), proponuje i serwuje obiad z indywidualnych talerzy (zamiast wspólnej michy i drewnianych łyżek), pojawia się nawet w śnie Kaziuka, gdzie symbolizuje nowe wyobrażenie szczęścia (gospodarz marzy o wdziękach pani nauczycielki zamiast o rodzinie, dostatku i odpoczynku po pracy). Atrakcyjna nauczycielka Jola, której zgrabna sylwetka znacząco różni się od rubensowskich kształtów Kaziukowej Handzi sprawia, że Kaziuk zaczyna przeżywać silne zauroczenie. Pewnego razu, kiedy nauczycielkę odwiedził jej przyjaciel, Kaziuk dołożył najwyższych starań, aby dojrzeć, co państwo czynią w pokoju z zasłoniętym oknem. Dużym nakładem wysiłku i niedogodności (wspiął się na drzewo przy oknie) dojrzał nauczycielkę z gościem w miłosnych uniesieniach, przy czym to ona była na górze. To wspomnienie owładnęło Kaziukiem niepodzielnie. Kiedy próbował przekonać do nowatorskiej techniki swoją Handzię, bo na skutek kontuzji sam nie mógł bezboleśnie podjąć aktywności w pozycji tradycyjnej, Handzia mocno zakłopotana rozpłakała się i odmówiła, „bo tak się nie robi”. Zainteresowanie Kaziuka nie uszło uwadze nauczycielki. Kiedy wyjeżdżała na wakacje i gospodarz odwoził ją do miasta, Kaziukowe fantazje spełniły się, naruszając przekazywaną z pokolenia na pokolenie świętą zasadę wierności małżeńskiej Bartoszewiczów.

Ludzie w Taplarach nie potrafią pisać ani czytać, zwyczajowo żniwują (żyto) sierpem, wierzą w zakopanego pod drzewem na wzgórzu złotego konia ze srebrnymi kopytami, przedwczesne ocielenie się krowy uważają za skutek działania sił nieczystych i próbują swoimi sposobami cielaka „odczyniać”, nie uważają się za Polaków, ani za Niemców, są po prostu „tutejsi”. Ich obraz świata jest precyzyjnie ułożony, pewnych pytań się nie zadaje, bo nie ma takiej potrzeby – wszystko, co najważniejsze, jest wiadome i z pokolenia na pokolenie ustnie przekazywane. Szkoła i wszelkie związane z jej pojawieniem się nowinki, ewidentnie zaburzają prawidła rządzące tym skrawkiem świata. Mieszkańcy Taplar – widzimy to w rodzinie głównego bohatera – otrzymują obfitą garść inspiracji, które mogą prowadzić do zmian. Do tych propozycji odnoszą się z dużą rezerwą. Ich wspólnotowe przywiązanie do wyobrażeń jest zdecydowanie silniejsze niż nowinki pani nauczycielki i urzędników z powiatu. Zmiany jednak zachodzą. Kaziuk daje impuls do wykopania mitycznego złotego konia spod drzewa na wzgórzu, Kaziuk próbuje innej pozycji z żoną, Kaziuk decyduje się na żniwa (żyta) kosą, czym ściąga na siebie gniew mieszkańców wioski. Wywiązała się z tego powodu bójka, w której – zdaje się – ktoś zginał. Pewne procesy są nie do zatrzymania, ale postępują w tempie indywidualnym dla każdego. W tym zakresie film daje się odczytać bardziej uniwersalnie – nasze przyzwyczajenia, choć nie dotyczą już tego rodzaju przesądów, do jakich byli przywiązani mieszkańcy Taplar, to jednak nadal bywają naszą drugą, silną naturą. Wyzwalanie się z przyzwyczajeń i przełamywanie stereotypów nie jest łatwe i dziś, nie będzie łatwe i jutro. Wśród własnych wyobrażeń i przyzwyczajeń czujemy się pewnie, bezpiecznie, jak u siebie. Sporo wysiłku kosztują zmiany mentalności, czasem wydaje się, że nie warto się wysilać, bo i tak niczego nie zmienimy. To się akurat nie zmieniło i tak jak było aktualne w zacofanych Taplarach, tak pozostaje i dziś w nowoczesnych miastach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>