Kontrowersyjna Konwencja: upadek cywilizacji czy zwalczanie przemocy?

Należę do dość ekskluzywnej, jak sądzę, grupy osób, które zaaprobowaną dzisiaj przez Sejm konwencję antyprzemocową przeczytały w całości. Czytaniu towarzyszyły spore emocje – co strona, to większe. Zwiedziony medialnym jazgotem czekałem bowiem na pikantne fragmenty, w których znajdzie się nawiązanie do takich zjawisk, jak upadek naszej cywilizacji, pranie mózgu u najmłodszych dzieci, destrukcja kultury, wstęp do dyskusji o kazirodztwie, destabilizacja płci, atak na Kościół… Dokument miał być swoistym koniem trojańskim, który Unia Europejska podstępnie nam, Polakom, podrzuca, aby potem przy jego pomocy zniszczyć nas od środka. Ponieważ jednak niczego podobnego nie dopatrzyłem się treści konwencji, po jej przeczytaniu zastanawiałem się przez moment, czy aby na pewno dotarłem do właściwego tekstu (tak bywa, kiedy człowiek bezkrytycznie chłonie przekazy medialne – przestrzegam). Dopuszczam oczywiście możliwość istnienia barier intelektualnych po mojej stronie, które uniemożliwiły mi dostrzeżenie w dokumencie tych wszystkich zagrożeń, które wyczytała w nim część dociekliwych komentatorów. Chętnie przyjmę więc ewentualne uwagi ale zdecydowanie nie wydaje mi się, aby konwencja była „hańbą” czy „zdradą” dla głosujących za jej ratyfikacją polityków. Wręcz przeciwnie!

Zacznijmy rutynowo – od celów tego dokumentu. Na samym początku zostały one sformułowane w taki sposób, że nie dopuszczają żadnych neurotycznych nadinterpretacji – chodzi o ochronę kobiet przed przemocą, eliminację dyskryminacji kobiet i wspieranie równouprawnienia, wspieranie ofiar przemocy domowej i współpracę międzynarodową na rzecz likwidacji przemocy wobec kobiet.

Konwencja zobowiązuje państwa – sygnatariuszy do ustanowienia na swoim terenie instytucji koordynującej, odpowiedzialnej za jej wdrażanie, monitorowanie, ewaluację oraz za działania mające na celu zapobieganie wszelkim formom przemocy objętym zakresem konwencji. Czyli konwencja nie powinna funkcjonować w sferze deklaracji – jej zapisy mają faktycznie wejść w życie. Państwo, które decyduje się ją ratyfikować, zobowiązuje się tym samym do gromadzenia danych i prowadzenia badań dotyczących form przemocy objętych konwencją, poznania ich przyczyn i skutków, częstotliwości występowania i poziomu karalności. Do tych danych należy zapewnić publiczny dostęp.

Polska zobowiązała się dziś do promowania zmian wzorców społecznych i kulturowych dotyczących zachowania kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn. Zastanawiam się właśnie, czy ten aspekt przysporzy nam zmartwień? Czy i w jakim stopniu dotyczy naszego społeczeństwa?

Strony gwarantują, że kultura, zwyczaje, religia, tradycja czy tzw. „honor” nie będą uznawane za usprawiedliwienie dla wszelkich aktów przemocy objętych zakresem niniejszej Konwencji. Na marginesie – to chyba w tym akapicie mamy – zdaje się – „atak na Kościół”. O „destrukcji kultury” i zapowiedzi „upadku cywilizacji” mowa jest jeden akapit wyżej.

W uzasadnionych przypadkach podjęte zostaną działania konieczne do wprowadzenia do oficjalnych programów nauczania na wszystkich poziomach edukacji materiałów szkoleniowych dostosowanych do możliwości osób uczących się, dotyczących równouprawnienia kobiet i mężczyzn, niestereotypowych ról przypisanych płciom, wzajemnego szacunku, rozwiązywania konfliktów w relacjach międzyludzkich bez użycia przemocy, a także dotyczących przemocy wobec kobiet ze względu na płeć oraz prawa do nienaruszalności osobistej. Wdrożenie tych komponentów programowych dotyczy także obiektów sportowych, kulturalnych i rekreacyjnych oraz w mediów. Ciekawy jest zapis w odniesieniu do internetu. Państwo musi mianowicie rozwijać i promować wśród dzieci, rodziców oraz wychowawców umiejętności radzenia sobie w środowisku informacyjnym i komunikacyjnym zapewniającym dostęp do poniżających treści o charakterze seksualnym lub brutalnym, które mogą być szkodliwe.

Sprawcy przemocy, także przemocy domowej, mają zostać zaangażowani w programy mające na celu nauczenie ich zachowań w relacjach międzyludzkich bez użycia przemocy.

Ofiary przemocy z kolei mają mieć zagwarantowane doradztwo prawne, psychologiczne, wsparcie finansowe, mieszkaniowe, edukację, szkolenia, pomoc w znalezieniu zatrudnienia, opiekę zdrowotną, usługi socjalne. Specjaliści przygotowani do pracy z ofiarami mają mieć do dyspozycji wystarczający zasób usług i właściwie nim dysponować. Konieczne jest istnienie środków prawnych i podejmowanie działań, które pozwolą podejmować natychmiastową interwencję i udzielać ofierze przemocy natychmiastowego wsparcia krótko- i długoterminowego. Dodatkowo trzeba zagwarantować, aby zasady poufności nałożone na niektórych specjalistów przepisami prawa krajowego, nie stanowiły w niektórych okolicznościach przeszkody w zgłaszaniu odpowiednim władzom i organom uzasadnionego podejrzenia popełnienia aktów przemocy objętych konwencją. Z tytułu poważnego uszkodzenia ciała lub uszczerbku na zdrowiu, ofierze należy się odszkodowanie z budżetu państwa, o ile szkoda nie została zrekompensowana z innych źródeł: przez sprawcę lub w ramach zawartej umowy ubezpieczenia. Odszkodowanie musi być wypłacone w rozsądnym terminie.

Jest także w tym dokumencie miejsce na szereg wytycznych w zakresie koniecznych regulacji prawnych. Małżeństwa zawarte pod przymusem powinny być możliwe do rozwiązania, anulowania, unieważniania bez nadmiernego obciążania finansowego lub administracyjnego dla ofiary. Genitalne okaleczanie kobiet, wymuszona aborcja, wymuszona sterylizacja, a także współudział, podżeganie, usiłowanie do aktów przemocy – muszą być karane. Podpisując konwencję, strony deklarują, że wprowadzą regulacje, które pozwolą – bez przedawnienia – podjąć ściganie sprawcy przemocy wobec osoby niepełnoletniej, dopiero po osiągnięciu przez pokrzywdzoną pełnoletniości.

Wiele innych bardziej szczegółowych kwestii porusza ta konwencja – zachęcam do przeczytania. Gdyby odnieść się do obaw wyrażanych w odniesieniu do treści konwencji, to uważna lektura nasuwa oczywiście obawy ale zdecydowanie inne niż podnoszone przez część polityków. Mam wątpliwości, czy uda się wprowadzić w życie taki model zintegrowanej polityki antyprzemocowej, który efektywnie poprawi sytuację ofiar przemocy, np. domowej. Gwarancje, jakie państwo powinno takim osobom zapewnić, są dość szerokie, wymagają dobrej koordynacji i solidnego finansowania. Kto to w szczegółach ogarnie i z czego to będzie finansowane? To jest realne ryzyko tej konwencji – ona chyba nie przystaje do naszych możliwości organizacyjnych. Gdyby odnieść się do dokumentu, jako całości, to jest on ewidentnie dedykowany takiej Europie, jakiej u nas jeszcze nie doświadczamy, a i na zachodzie i północy kontynentu opisane w konwencji zjawiska należą do marginesu, tragicznego ale jednak marginesu. Niektóre zapisy są zorientowane na bardziej skuteczną asymilację imigrantów, co też nie jest głównym wyzwaniem w naszym życiu społecznym. Przyjęcie tej konwencji na pewno niczym na grozi ale też niczego samo w sobie nie zmienia. Nie grozi – bo mechanizm podejmowania decyzji w UE nie pozwala na narzucanie państwom członkowskim rozwiązań obyczajowo – kulturowo – religijnych. Kto twierdzi inaczej – cynicznie gra na emocjach. Paradoksalnym dowodem jest sprawa recepty w temacie pigułki „dzień po”. Z dokumentów unijnych wynikało, że powinna być sprzedawana bez recepty ale te same dokumenty zastrzegały, że każde państwo może wprowadzić własne regulacje dotyczące dystrybucji tabletki. „Unia” niczego nam nie narzuca, nie chce nas oszukać ani zniszczyć naszego systemu wartości – jesteśmy częścią Unii Europejskiej, Unia to także my z naszymi przekonaniami i systemem wartości. Zmian w tych obszarach możemy dokonywać tylko my sami. Konwencja podsuwa ważne tematy do refleksji.

Tłumaczenie PL Konwencji:
http://amnesty.org.pl/uploads/media/konwencja_przemoc_wobec_kobiet.pdf

Komentarze

  1. Luty 7, 2015

    Tomasz Odpowiedz

    Szanowny panie Piotrze.

    Przyznam, że z pewnym zawstydzeniem komentuje ten wpis. Najpierw przeczytałem cała serie ironicznych przytyków we wstępie. teraz na innym miejscu czytam, że my chorujemy na „myślną biegunkę”. Cóż, mimo tego odpowiem.

    Trzeba oczywiście przyznać, że pański wpis nie zawiera nic nowego a jest jedynie zgrabną parafrazą artykułu „Kto się boi konwencji” (Tygodnik Powszechny z 4 stycznia br.). Powtarza pan te same argumenty, unika tych samych kontrargumentów.

    Przyznam panu, że jestem człowiekiem niezwykle prostym. Ilekroć myślę o kwestii przemocy domowej widzę kilka jej żródeł. Z pewnością należy do nich bieda, niepewność jutra, strach związany z możliwością utraty pracy, kredyt który ciąży nad rodziną, pracoholizm. Wczoraj pewna pani prawnik dodała do tej listy seksualizację kobiet w mediach, sposób w jaki jest ona prezentowana. wiem, że czyta pan Tygodnik Powszechny solidnie i Newsweek okazjonalnie. Zachęcam do sięgnięcia po najnowszy numer Gościa, w ktorym można przeczytać niezwykle interesujący artykuł. Wg publicystów magazynu Times rzeczą, która najbardziej zrujnowała relację męzczyzn do kobiet była tabletka antykoncepcyjna! Niesamowicie trafna intuicja, bo przecież owa tabletka wprowadza nierówność między małżonków, żona za jej sprawą jest niejako podległa mężowi, jest „używana” przez niego (Jan Paweł II „Miłosć i Odpowiedzialność”). Niestety żadna z tych kwestii nie pojawia się w konwencji! Jako żródła przemocy domowej wymienia ona tradycję, obyczaj, poglądy religijne.

    Według Chestertona społeczeństwo ateistyczne można poznać po takim właśnie języku. Żródłem przemocy są uwarunkowania kulturowe, kontekst obyczajowy a początkiem naprawy poprawnie wdrożone procedury. Błąd! Winni są niedojrzali i nieodpowiedzialni (konkretni!) meżczyżni, ludzie którzy w tak nieodpowiedzialny sposób przedstawiają kobiety etc.

    Wspomniał pan, że konwekcja wprowadza pojęcie przemocy ekonomicznej. Jest to niesamowicie ciekawy temat. Czy była ona znana dotąd, w rodzinach naszych dziadków, gdzie często zarabiał tylko i wyłącznie męzczyzna? Nie! Ojciec cała wypłatę wraz z paskiem oddawał żonie. Jest to problem nowy, który wynika właśnie z tego, że maż i żona pracują, mają „swoją” pensję i „swoje” konta bankowe. A że mąż zarabia 2500 zł a żona 1300.. Pamięta pan, że „aktywizacja zawodowa kobiet” miała zapobiec ich dyskryminacji!

    Ubolewa pan, że konwencji nie da się prawdopodobnie wprowadzić w naszym kraju z powodów organizacyjnych. Uważam, że 350 000 urzędników ma szansę podołać tej misji. Kto jednak i jak miałby podjąc te zadanie? Konwencja niewłaściwie okresla żródła przemowy domowej. Jezeli jednak przyjmiemy te wymienione, tak racjonalne i często spotykane, powody przemocy, to kto może zmienić ten stan rzeczy? Kto może przygotować młodych (zwłaszcza męzczyzn) do wejścia w prawdziwe małżeństwo? Kto nauczy ich, że rodzina z definicji wiąże się ze swoistym wyrzeczeniem i rezygnacją ze swoich planów i celów? Kto usunie wszystkie obecne w mediach środki, które sprawiają, że kobiety postrzegane są tak niesprawiedliwie? Kto zatrzyma proces seksualizacji kobiet? Kto sprawi, że antykoncepcja, która stawia je w tak niesprawiedliwie niekorzystnym położeniu, nie będzie wybierana tak powszechnie i bezreflekcyjnie?

    Przypominam sobie swoich dziadków i babcie i ich rodziny. Ojciec jako jedyny zarabia i utrzymuje rodzinę, żona jest więc od niego zależna. Ale zona jako jedyna zajmuje się domem, mąż bez niej nie da sobie rady choćby z przysłowiową jajecznicą, jest więc od niej zależny także. Większość spraw, o których mówimy jest dziełem ostatnich lat, nie patriarchalnej, tradycyjnej rodziny.

    Nie rozwijam szerzej innych wątków. W Szwecji, kraju który ma antyprzemocowego bzika, od kilku lat liczba przypadków przemocy domowej wzrosła o 250 %.Nie rozumiem także dlaczego w konwencji musiała koniecznie pojawić się definicja płci kulturowej. Jednak są to sprawy tak marginalne, że aż nieważne.

  2. Luty 7, 2015

    Gospodarz Odpowiedz

    Panie Tomaszu, dziękuję za tak rzeczowe odniesienie się do tematu. Rozumiem, że wiodącym Pana zarzutem wobec konwencji jest brak w tym dokumencie pogłębionej diagnozy problemu przemocy wobec kobiet. Wskazane w nim „przyczyny kulturowe” na pewno nie wyczerpują zagadnienia – z tym trzeba się zgodzić. Proszę jednak zauważyć, że w treści konwencji są zapisy (art. 11), które zobowiązują państwa do prowadzenia badań przemocy: przyczyn, skutków, częstotliwości występowania oraz poziomu karalności. Czy można ten zapis uznać za wyjście naprzeciw Pana oczekiwaniom? Pana intuicje w zakresie genezy przemocy wobec kobiet, poparte wiedzą życiową i naukową, wydają się rozsądne – trzeba by jednak potwierdzić je w badaniach. Nawiasem mówiąc podoba mi się delegowanie prowadzenia tych badań na poszczególne państwa, bo gdyby robić je w skali europejskiej (albo gdyby zrobiono je na etapie prac nad konwencją, zamieszczając ich wyniki w treści dokumentu), na pewno nie oddałyby one istoty problemu, bo przemoc wobec kobiet może mieć jednak różną genezę w różnych zakątkach Europy. Pigułka, o której Pan pisze, jest oczywiście „wspólnym dziedzictwem” ale czy z badań socjologicznych wyniknie, że ona właśnie jest pra-przyczyną przemocy?

    Uważam, że dyskusje wokół tego dokumentu – np. takie, jak Pana wpis tutaj wyżej, mają sens. Natomiast czy ta konwencja będzie odgrywać jakąkolwiek rolę w naszym życiu społecznym – szczerze wątpię. Po pierwsze – tak jak napisałem, będziemy mieli problem z wdrożeniem jej zapisów. Po drugie – tego typu intencyjnych dokumentów międzypaństwowych jest przecież sporo ale czy mają one jakieś przełożenie na naszą codzienność? Gdybyśmy toczyli debatę o jakiejś nowej „euro-konstytucji”, nowym traktacie o Unii Europejskiej, który zmuszałby do daleko idących zmian, np. żeby w aktach urodzenia dziecka zamiast ojciec i matka było „rodzic A” i „rodzic B” (słyszałem, że tak jest w Hiszpanii) – wówczas trzeba byłoby bardziej pryncypialnie podejść do sprawy. „Spokojnie, to tylko konwencja” – taki tekst napisał ks. Boniecki.

    Na marginesie – zapewniam, że mój wpis o konwencji jest moim autorskim pomysłem, nie jest parafrazą artykułu z Tygodnika, powstał w pełni autonomicznie. A jeśli jakieś zaczepki z mojej strony były nietaktowne – proszę wybaczyć.

  3. Luty 25, 2015

    Tomasz Odpowiedz

    Wreszcie udało mi się przysiąść i odpisać.

    Pisze pan o tym, że konwencja narzuca na sygnotariuszy obowiązek badania przyczyn, skutków przemocy. Ale na przykład wspomina barbarzyńskiej praktyce kaleczenia dróg rodnych kobiet. Jest to bardzo szczególny skutek problemu o którym mowa. Dotyczący może południa Europy, które musi się zmierzyć z napływem ludności afrykańskiej. Jednak w konwencji o tym mowa! O wymienionych żródłach przemocy nie ma ani słowa.

    Wyobrażam sobie, że mam przygotować wstęp do dyskusji na jakikolwiek kontrowersyjny temat. Starałbym się poruszyć w tej przemowie wszystkie te kwestie, które są dla nas wpólne. Z całą pewnością zastanowiłbym się co mam wspólnego z osobami, o których myśle że mogą mieć inne zdanie. Tymczasem konwencja wprowadza jakąś dziwaczną definicję płci kulturowej a przyczyn przemocy szuka w tradycji! Zamiast mówić o tym co wspólne a „żródeł przemocy szukajcie sobie sami” po prostu prowokuje.

    Jestem pewien, że tabletka antykoncepcyjna ma ogromny wpływ na relację mężczyzn do kobiet. Naturalne Metody sprawiają, że mężczyzna musi podjąć się pewnego wysiłku, czasowej abstynencji. Co biorąc pod uwagę jego podejście do współżycia wydaje się bardzo sensowne. Tabletka przerzuca ten element poświęcenia na kobietę. Ona ma przyjąc wszystkie skutki uboczne stosowania antykoncepcji, zawsze ma „być gotowa” dla mężczyzny. Jednak konwencja nie potępia tabletki. Pamiętamy o tym, że całkiem niedawno komisja jenym aktem prawnym wprowadziła sprzedaż jednej tabletki po stosunku jednej tylko firmy na terenie całej Unii.

    Tak teraz myślę, czy to co nazywamy państwem opiekuńczym nie jest także jakąś przyczyną tej przemocy? Człowiek, który utrzymuje się z owoców swojej pracy jest dumny i szczęsliwy. Ktoś kto z winy wysokich podatków musi się starać o upokarzającą pomoc socjalną czuje frustrację. Ale przecież i sama Unia działa na tej zasadzie!

    Alkohol, bieda, niepewność jutra, niewłaściwe rozumienie istoty małżeństwa, niewłaściwy sposób prezentowania koniety w mediach, „kultura” która hoduje egoizm a nie go wytępia to są żródła przemocy wspólne dla całej Europy i myślę świata. Nie tradycja. Konwencja jest mdła. Nie zawiera konkretnego przesłania. Opiera się na ogólnikach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>