„Kopsnij szluga!”

Dawno temu hitem wydawnictw dla dorosłych było czasopismo „Detektyw”, pułkownik Jan Płócienniczak prowadził w TV magazyn kryminalny „997”, a najpopularniejszym (najsympatyczniejszym) bandziorem w kraju był Zdzisław Najmrodzki. Czytelnikom później urodzonym wyjaśniam, że właśnie wspominam końcówkę lat ’80. Wszystkie te trzy komponenty („Detektyw”, Płócienniczak, Najmrodzki) były wówczas w moim zasięgu ale miałem silne przekonanie, że te tematy mnie nie dotyczą. W „Detektywie” pisali o bardzo złych ludziach, których w mojej okolicy nie było. Choć „Detektywa” czytali chyba wszyscy, bo nawet ojciec paulin w zakrystii na Jasnej Górze nie krępował się i w czasie nocnego czuwania chłonął kiedyś te teksty. Na okładce miał jakiegoś ponurego kolesia za kratami, który mówił: „Kopsnij szluga, koleś!” Płócienniczak sprawiał wrażenie, że wszystkich przestępców już złapał, właśnie ich łapie albo złapie wkrótce – przy pomocy telewidzów. Program wydawał się skupiać wszystkie najgorsze zbrodnie, przez co realny świat stawał się jakby od nich już wolny. A Najmrodzki był sympatyczny. To nie był typ brutalnego bandyty budzącego odradzę. Ucieczka (nie jego pierwsza) oświetlonym podkopem z więziennego spacerniaka w Gliwicach – budziła moją sympatię.

Podział był prosty i przejrzysty: świat, w którym żyję i świat, który oglądam w TV czy w gazecie, a między nimi żadnej łączności. Potem wszystko się skomplikowało.

Kiedyś w szkole przeżyliśmy ze dwa razy przeszukanie uczniowskich plecaków przez policyjnego psa wyszkolonego w tropieniu narkotyków. Dyrekcja lubiła działać profilaktycznie. Raz Azor coś znalazł, choć nie w plecaku, a w kiblu. Wrażenia były takie, jakbym się znalazł w programie Półcienniczaka. Innym razem, wczasując się z żoną gdzieś nad jeziorami na pograniczu lubuskiego i zachodniopomorskiego, dostaliśmy wiadomość, że ktoś nam w Zabrzu wyrąbał szybę w oknie. Trzeba było wracać. Sprawcy nie wykryto ale dostałem od Policji na piśmie, że mogę się od tego niewykrycia odwołać. Nie skorzystałem. Pewnego wieczora oderwało mnie od TV monotonne wycie alarmu samochodowego, który nie milknął. Jakiś czas czekałem, aż jakiś nierozgarnięty właściciel zajarzy i zwlecze swoje cztery litery ku swojemu autu. Ponieważ przez dłuższą chwilę nie jarzył, sam wyszedłem zobaczyć, skąd dokładnie ten dźwięk dobiega. Okazało się, że z mojej zafiry z wybitą od strony kierowcy szybą. W środku niedopita butelka z heinekenem i masa drobnego szkła. Poszedłem na komisariat, bo mam blisko, kazali przyjechać. Policjant wziął butelkę pod światło ale odcisków nie znalazł, więc spisał notatkę. Skończyło się na tej napisanej na maszynie notatce.

Takie różne złe rzeczy dzieją się dziś jakby coraz częściej. Śp. pułkownik Płócienniczak nie daje już poczucia bezpieczeństwa, Michał Fajbusiewicz czy nawet Jerzy Dziewulski, to już nie to samo. „Detektyw” wprawdzie nie padł ale biją go „Detektywi”, Anna Maria Wesołowska, Dr House i cała masa innej konkurencji. Najmrodzki zginął w wypadku dawno temu i wraz z nim epoka romantycznych kryminalistów, których można było w jakimś stopniu nawet lubić.

Trudno dziś o poczucie bezpieczeństwa takie, jak dawniej, bo podział na dobrych i złych jest dziś o wiele bardziej skomplikowany niż kiedyś. Kiedyś źli ludzie byli tylko w „997”, w więzieniach albo w filmach. A dziś np. siadają po pijaku za kółkiem i niespodziewanie mordują innych. A potem w TV pojawiają się zgrabne rzeczniczki powiatowej policji i mówią, że został zatrzymany mężczyzna, który w wydychanym powietrzu miał ileś tam promili, że doprowadził do zderzenia, w którym śmierć poniosła kobieta w 7 miesiącu ciąży. A potem pojawiają się politycy i mówią różne dziwne rzeczy, które zamiast poczucia bezpieczeństwa wywołują agresję. TVN24 podał na żółtym pasku, że dziecka kobiety, która była w 7 miesiącu ciąży, nie udało się uratować, a sprawcy grozi do 12 lat więzienia. Tak na marginesie, to że napisali o dziecku, a nie o ciąży czy płodzie, to dramatyczna nutka optymizmu w tej makabrycznej wiadomości. Najbardziej ponure jest to, że zabójca będzie mógł przez jakiś czas za kratami „kopsnąć szluga” ale później wyjdzie i zwyczajnie zapali sobie zapali. Tacy powinni do końca życia jarać szlugi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>