Księga Izajasza – tłumaczenie z komentarzem!

Czytając w Adwencie kolejne fragmenty biblijnej Księgi Izajasza, postanowiłem sięgnąć do biblioteczki, która została mi z czasów studenckich. Kupowało się wtedy prawie wszystko, co rekomendowali profesorowie albo ambitni koledzy, bo wszystko wydawało się wtedy ważne i – w związku z tym – mogło się przydać. Zawartość tamtej przykurzonej półki obejmuje m.in. kilka wersji Pisma Św. i kilka „książek o Biblii”. Jedną z najbardziej niezwykłych jest tłumaczenie i komentarz Księgi Izajasza – autorstwa ks. Lecha Stachowiaka.

Pamiętam, że kupiłem ją ze względu na obszerne komentarze i rekomendację profesora, która brzmiała mniej więcej tak, że nic lepszego o Izajaszu po polsku nie powstało i raczej nigdy nie powstanie. Kto by się nie skusił? Nigdy jednak nie przeczytałem całości tego komentarza. Dziś patrzę na to dzieło z niemniejszym szacunkiem niż 20 lat temu. Autor zebrał prawdopodobnie wszystkie istniejące  na świecie komentarze do Izajasza i uwzględnił je w swoim opracowaniu. Uwzględnienie polega na zgrabnym, syntetycznym zestawieniu poglądów różnych, a mądrych autorów, w tym także – a raczej przede wszystkim – poglądów ks. Stachowiaka. Zaprezentowana dyskusja była oczywiście aktualna w latach, kiedy była spisywana ale po pierwsze rzetelność tej benedyktyńskiej roboty będzie budziła ponadczasowy szacunek, a po drugie – czy aby na pewno wiele z tych informacji mogło się w istotnym zakresie zdezaktualizować? Mało prawdopodobne.

To, co chcę przekazać w notatce na temat tłumaczenia i komentarza do Księgi Izajasza dotyczy w zasadzie podejścia do lektury Pisma Świętego. Zapoznając się z fragmentami dzieła ks. Stachowiaka zacząłem doświadczać poważnych wątpliwości, czy człowiek bez gruntownego przygotowania biblijnego może w ogóle podołać zrozumieniu Biblii…? Nie znając wielu istotnych szczegółów, które prezentuje w swoim komentarzu ks. Stachowiak, nie ma szans na właściwą interpretację tekstu! Zostając na poziomie polskiego tłumaczenia nie tylko niekiedy nie można poprawnie zrozumieć tekstu ale można także zrozumieć go błędnie. Zapoznając się z tym komentarzem nabrałem wątpliwości, czy umieszczanie wybranych fragmentów księgi w perspektywie kolejnych niedziel Adwentu jest aby na pewno zasadne? Ale nad tym akurat nie zamierzam rozmyślać – mądrzejsi decydują. Zapoznanie się z bogatym komentarzem do jakiejkolwiek biblijnej księgi, otwiera nieznane wcześniej możliwości postrzegania i rozumienia tekstu. To trochę tak, jakby zobaczyć film a potem zobaczyć kolejne wersje scenariusza i jeszcze zobaczyć jak kręcą większość ujęć. A potem jeszcze raz zobaczyć film – to nie będzie już ten sam obraz, przemówi inaczej, w sposób bez porównania bogatszy. Nie zawsze jest konieczne, a prawie nigdy nie jest możliwe, żeby film zobaczyć tak bardzo od podszewki. Podobnie nie zawsze jest możliwe (i konieczne) wniknąć głębiej w tekst biblijny. Ale czasem trzeba by spróbować – koniecznie! Jest ku temu parę dogodnych możliwości.

Podstawowym tekstem Pisma Świętego w j. polskim pozostaje wciąż przekład benedyktynów, czyli tzw. „Biblia Tysiąclecia”. Jest ona wydawana i poprawiana już od kilkudziesięciu lat. Słyszałem że jest coraz lepsza. Obejmuje tłumaczenia poszczególnych ksiąg, wstępy do nich oraz garść najważniejszych wyjaśnień zapisanych w kilku wierszach pod tekstem. Jest wydawana zawsze w formie jednego zwartego tomu.  Jest też tzw. „Biblia Poznańska”, która różni się od „Tysiąclatki” proporcją przetłumaczonego tekstu i zamieszczonych komentarzy – jest ich mniej więcej pół na pół. Nowością „Biblii Poznańskiej”, która była hitem w latach ’90, są nowatorskie tłumaczenia. Np. ewangelijne błogosławieństwa rozpoczynają się nie od „Błogosławieni, którzy…” ale od „Szczęśliwi, którzy…”. Kiedyś to było bardzo nowatorskie. To opracowanie Pisma Świętego, ze względu na obszerność komentarzy, zostało wydane w formie aż 5 tomów. No i jest tzw. „Biblia Lubelska” – to właśnie z tej serii pochodzi tłumaczenie i komentarz do Izajasza autorstwa ks. Lecha Stachowiaka. Tutaj proporcje tekstu i komentarza są niespotykane – zaledwie kilka wierszy tekstu i cała strona komentarza. Taka forma opracowania spowodowała, że jedna tylko księga biblijna została wydana w formie aż dwóch obszernych tomów. Metafizyczną wadą „Biblii Lubelskiej” jest jednak to, że ona w zasadzie nie istnieje. Mimo wielu (choć nie wszystkich jeszcze) przetłumaczonych i wydanych opracowań, kupić można już tylko nieliczne. Nakład pozostałych się wyczerpał i nie planuje się ich wznowienia. Kto kupował na bieżąco, wtedy kiedy poszczególne tomy się ukazywały, ten jest szczęściarzem. Jakiś czas temu można było z tych materiałów korzystać na miejscu w bibliotece KUL.

Jeden z naszych Mistrzów od Biblii, ks. Janusz Czerski, powiedział kiedyś, że specjalizowanie się samych biblistów, czyli ludzi naukowo zajmujących się Pismem Świętym, jest oczywistością – nikt nie może znać się dobrze na wszystkim. Powiedział też, że dziś nie wystarczy specjalizować się ogólnie np. w Starym albo Nowym Testamencie, ani nawet – w niektórych przypadkach – w poszczególnych księgach! W tej dziedzinie poziom specjalizacji sięga jeszcze głębiej – dziś bibliści specjalizują się podobno w poszczególnych tematach wybranych ksiąg. Po lekturze fragmentów tłumaczenia i komentarza ks. Stachowiaka rozumiem tamte słowa jakby lepiej ale nie ukrywam też, że taki stan rzeczy odbieram osobiście, jako mocno dla mnie niekomfortowy. Czy to oznacza, że jestem skazany na ślizganie się powierzchni, bez szans na głębsze zrozumienie…?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>