Lekarze

W Zabrzu rozegrała się tragiczna historia. Kobieta w 9 miesiącu ciąży przyszła do szpitala, aby urodzić córeczkę ale podczas wstępnych badań okazało się, że jej nienarodzone dziecko od jakiegoś czasu jest martwe. Zgodnie z procedurami NFZ, wobec braku przeciwwskazań medycznych, lekarze zdecydowali, że martwe dziecko kobieta urodzi siłami natury. Ten ponury poród odbywał się pod prysznicem, w asyście położnej i męża rodzącej. Poród zakończył się obfitym krwotokiem z dróg rodnych; kobieta utraciła przytomność i już jej nie odzyskała. Kiedy położna pobiegła po pomoc, mąż próbował nieprzytomną żonę reanimować – bezskutecznie. Profesjonalna reanimacja, trwająca 40 minut, również nie przyniosła rezultatu. Mimo trwających kilka tygodni wysiłków lekarzy i mimo wdrożenia przez szpital wszystkich ponadstandardowych procedur, życia kobiety nie udało się uratować. Wg doniesień lokalnej prasy, dyrektor szpitala wydał polecenie, by uczynić wszystko co możliwe, aby uratować życie tej kobiety. Niestety, przedwczoraj dowiedzieliśmy się, że zespołowi nie udało się tego polecenia wykonać.

Powinienem napisać konstruktywny tekst o tym, jak trudno w tak makabrycznych okolicznościach pogodzić nieszczęśliwe zrządzenie losu z procedurami NFZ. Można by w takim tekście wspomnieć, że bez winy na pewno nie jest lekarka prowadząca ciążę, która wykonując ostatnie przed porodem badanie, nie zauważyła, że dziecko jest martwe. Trzeba by taki tekst zakończyć słowami najszczerszego współczucia dla wdowca z synem.

Są jednak sytuacje, przez które przebiega nieprzekraczalna, głęboka i wyraźna granica. Tą granicą jest ludzkie życie. Jeśli ktoś własnym zaniedbaniem doprowadza do czyjejś śmierci – zasługuje na bardzo surową ocenę. Lekarka, która nie zauważyła martwego dziecka w 9 miesiącu ciąży nie może nadal wykonywać zawodu lekarza, bo de facto utraciła do tego merytoryczne uprawnienia. Nie ma dla niej usprawiedliwienia. Nie jest nawet w tym momencie ważne, czy lekarka poniesie formalne konsekwencje dyscyplinarne lub prawne – przewinienie jest z kategorii na tyle oczywistych, że wyrok sądu nie jest potrzebny, aby rozstrzygnąć, że doszło do błędu. To oczywiste. Oczywiście warto byłoby zabezpieczyć społeczeństwo przed skutkami ewentualnej dalszej działalności pani doktor oraz zaspokoić poważnie zaburzone społeczne poczucie sprawiedliwości ale to nie należy do istoty problemu. Jeśli lekarz, wykonując danemu pacjentowi zgodne z procedurami badania, nie potrafi zauważyć, że ten dany pacjent nie żyje – jest karykaturą lekarza i nie nadaje się do zawodu. Jest to najłagodniejsze możliwe podsumowanie tego wątku.

Osobną sprawą są wydarzenia, które rozegrały się w szpitalu. Można je ocenić z kilku perspektyw, m.in.: ludzkiej, medycznej i medialnej… W każdym z tych wymiarów szpital poniósł porażkę. Stopień winy poszczególnych odpowiedzialnych oceni sąd, mam nadzieję, że oceni z surowością proporcjonalną do odpowiedzialności winnych.

Jeśli chodzi o spojrzenie ludzkie, to wymaga ono uznania podstawowego założenia, że mianowicie każdy z nas jest przede wszystkim człowiekiem. Także w szpitalu, gdzie spotkać się może pacjent z wykształceniem podstawowym z lekarzem z tytułami naukowymi. Także tych dwoje: pacjent i lekarz, są przede wszystkim ludźmi. Mają podobne pragnienie szczęścia w życiu, tę samą ludzką godność, należy się im ten sam ludzki szacunek. To jest konieczne założenie wstępne. Katastrofa polegała w tej sprawie na odmowie prawa do bardziej ludzkiego, odpowiednio wspomaganego i nadzorowanego porodu kobiecie, o której wiadomo było, że nosi martwe dziecko. Po 20 godzinach (!) bezskutecznej akcji porodowej wysłano pacjentkę z położną pod prysznic. Tam doszło do krwotoku i utraty przytomności. Każdy z lekarzy słyszał, że w modzie jest teraz „rodzić po ludzku” ale uczynienie kroku naprzód, aby dać kobiecie możliwość „ronić po ludzku” – to jeszcze ich przerasta. Matka, jeśli nie może cieszyć się szczęściem słuchania płaczu nowonarodzonego dziecka, pragnie pożegnać się z dzieckiem zmarłym. Przez wiele miesięcy córka w niej żyła, czuła jej ruchy, bawiła się z nią, zdążyła ją pokochać taką miłością, jaką tylko matka może obdarzyć swoje nienarodzone dziecko. Skazanie jej na poród pod prysznicem było aktem skrajnego bestialstwa. Dla medyka, który po 20 godzinach akcji porodowej kazał tej kobiecie kontynuować poród pod prysznicem, alternatywą zawodową, zamiast pracy z ludźmi, powinna być praca z narzędziami, np. z grabiami, miotłą, łopatą. Jeśli pracując zgodnie z regulaminem, zepsuje którąś z tych rzeczy albo zniszczy, to najwyżej odkupi. Medyk z deficytem ludzkich odruchów, który zdecydował o kontynuowaniu porodu pod prysznicem, powinien na nowo popracować nad swoją ludzką wrażliwością.

Aspekt medyczny, zastrzeżony tradycyjnie wiedzą tajemną środowiska, w tym wypadku żadną tajemnicą nie jest. Każdy, kto rodził albo towarzyszył rodzeniu dzieci, wie, jak załatwia się cięcie. Na nic się zdają medialne wypowiedzi o procedurach, wskazaniach i przeciwwskazaniach, bo każdy, kto ma dzieci, wie jaka jest rzeczywistość. Dzieci rodzą się w rzeczywistości, a nie w telewizyjnych pogadankach czy gazetowych oświadczeniach. W rzeczywistości względy medyczne, których tutaj rzekomo nie było, potrafią mieć bardzo szerokie znaczenie. Nie wiem, czy poród martwego od dłuższego czasu dziecka podczas operacji jest bezpieczniejszy od porodu siłami natury ale w świetle tego, co się stało, czyli świetle porodu pod prysznicem, twierdzę, że owszem – na pewno bezpieczniej jest na stole operacyjnym. Nawiasem mówiąc, ciekawe jaka to procedura medyczna NFZ, jaki ma kod i jak jest rozliczana taka procedura porodu pod prysznicem w asyście położnej, która – jakby co – biegnie po pomoc lekarską do dyżurki? Zadaniem lekarzy, specjalistycznie wykształconych, jest przewidzenie rozwoju sytuacji. Nie stanęli na wysokości zadania. Pokpili sprawę. Zdaniem wdowca, szpitalni lekarze przyczynili się do śmierci kobiety. Bardzo potrzebny im samym i społeczeństwu byłby adekwatny wyrok sądu w tej bulwersującej sprawie. Choć ludzie na pewnym poziomie kultury potrafią wyrażać współczucie także bez prawomocnego wyroku sądu.

Wydźwięk medialny tej tragedii jest żenujący. Pewna siebie pani rzecznik zakomunikowała Polsce, że kobieta zmarła zgodnie z procedurami, a facet, który cały czas przy niej siedział i teraz bardzo to przeżywa, poniekąd sam jest winien swojemu stanowi, bo nie chciał skorzystać z pomocy psychologicznej, którą szpital mu zaoferował. Brak elementarnej empatii predestynuje tę panią na przełożoną salowych i konserwatorów. W publicznej placówce medycznej, wśród personelu obsługowego, przyda się wojskowy dryl, bez wchodzenia w zbyteczne konwenanse, standardy komunikacji czy empatię. Dojrzała inteligencja emocjonalna jest rzadką cechą i pani rzecznik akurat na tym polu ujawniła z całą wyrazistością swoje deficyty. W sytuacji podwójnej śmierci, podwójnej rodzinnej tragedii, do której reprezentowana przez nią placówka najprawdopodobniej się przyczyniła, żeby w takich okolicznościach, zamiast dywagacji o procedurach, nie zdobyć się na dyplomatyczne „wyrażenie ubolewania”? Mogąc choć w części ocieplić wizerunek szpitala – zepsuła go do reszty. Słuchając pani rzecznik widzimy bezduszną instytucję, która działa zgodnie z procedurami,  mając gdzieś leczących się tam ludzi. Nie o to chodzi w tej branży. Kto tego nie rozumie powinien poszukać wakatów w fabryce dżemu, stanąć przy taśmie i – zgodnie z instrukcją – zakręcać słoiki!

Z całego serca współczuję Panu, który utracił żonę i córkę. Mam nadzieję, że sprawiedliwości stanie się zadość, choć to na pewno nie ukoi bólu po utracie najbliższych…

Cała ta ponura sprawa jest dramatycznym argumentem za prywatyzacją służby zdrowia. Nie wyobrażam sobie profesjonalnie zorganizowanej i zarządzanej (czyli prywatnej) kliniki, w której odsyła się pacjentkę w takich okolicznościach pod prysznic, w której lekarze nie komunikują otwarcie osobie najbliższej tego, co się dzieje i co może się dziać w zależności od wariantu działań, w której po nieszczęśliwej śmierci pojawiająca się w mediach rzecznik komunikuje, że z punktu widzenia szpitala w zasadzie nic się nie stało, bo wszystkie procedury zostały zachowane. Prywatna służba zdrowia – to jest jedyny realny pomysł na uporządkowanie szpitalnych bałaganów. Podpowiadam jednocześnie, że pytanie w referendum na temat prywatyzacji służby zdrowia nie powinno brzmieć: „czy jesteś za prywatyzacją szpitali?”. Trzeba je sformułować bardziej uczciwie: „czy chcesz leczyć się bezpłatnie w szpitalach publicznych czy leczyć się bezpłatnie w szpitalach prywatnych?

Materiał medialny na temat wydarzenia:
http://www.tvn24.pl/wideo/musiala-naturalnie-urodzic-martwe-dziecko-zmarla-na-skutek-powiklan,1394338.html

Komentarze

  1. Luty 26, 2015

    Dorota Odpowiedz

    Wszystko zgodnie z procedurami.
    Serca, współczucia, zaangażowania nie ma w procedurze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>