„Łzy to nie krwotok!” – przedświąteczna rozmowa z mądrym facetem

Jestem pod wrażeniem wystąpienia ks. Jana Kaczkowskiego w programie Tomasza Lisa! W przedświąteczny poniedziałek 2014 roku w TVP2, a potem w TVP Polonia można było posłuchać pięknej rozmowy o tym, co ważne. Nie podejmuję się streszczenia jej przekazu, bo w streszczeniu wszystko wyszłoby inaczej. Oryginalna rozmowa była bardzo wiarygodna i mądra. Rozmawiał profesjonalny dziennikarz z profesjonalnym księdzem, któremu w dodatku sutanna nie przeszkadza być przede wszystkim człowiekiem. Ks. Kaczkowski to zwykły facet, bardzo intelektualnie uczciwy i wiarygodny. Zero popisywania się, zero ściemy i zero „kościelnego bełkotu”. Jestem przekonany, że powiedziałby to samo i tak samo także wtedy, kiedy rozmowa nie byłaby prowadzona na oczach 2 mln widzów (tego dnia było ich zapewne przed TV więcej). Ks. Kaczkowski nie głosił w programie kazania z ukrytą między wierszami tajemnicą, której znaczenia nie wypada dociekać, bo i tak się jej do końca nie zrozumie. Panowie po prostu rozmawiali. Być może Tomasz Lis momentami spodziewał się czegoś trochę innego, niektóre pytania zdawały się wskazywać, że liczył na szczyptę kontrowersji z pogranicza posłuszeństwa i niesubordynacji ale nic takiego nie miało miejsca. Ksiądz okazał się bowiem nie tylko normalnym ale i mądrym facetem. Podobnie z resztą jak prowadzący: gdyby chciał krwi – wystarczyłoby doprosić agresywnego polityka. Tymczasem ten konkretny program był o wartościach. Cieszę się, że jeden z najlepszych dziennikarzy w kraju, mając praktycznie nieograniczone możliwości wyboru (kiedyś rozmawiał np. z Dalajlamą, mógłby np. z Owsiakiem albo z jakimś – nie daj Boże – politykiem), na rozmówcę w przedświątecznym wydaniu wybrał katolickiego księdza z Pucka.

Pojawił się tam wątek interesujący, choć zdecydowanie marginalny w proporcji do całości tematów rozmowy. Ksiądz wyznał mianowicie, że czuje się marginalizowany przez tzw. media katolickie; o wypowiedzi, jeśli już, proszą go „tylko” media tzw. głównego nurtu. To nie były gorzkie żale ani emocjonalne pretensje ciężko chorego księdza, tylko luźne spostrzeżenie na marginesie. Luźne ale wiele mówiące. Przekaz mediów „katolickiego głównego nurtu” jest bowiem skrojony na miarę przeciętnego katolika, który jest ochrzczony, mówi, że jest wierzący, chodzi do kościoła ale jest mało tymi sprawami zainteresowany, niewiele wie, a jeszcze mniej rozumie. Jest przyzwyczajony do podawanej mu polularno – teologicznej papki, wobec której przywykł nie stawiać pytań, i która mu wystarcza. Papka staje się nieodłącznym elementem życiowego ceremoniału, który bezrefleksyjnie chłonie i powiela.

Tymczasem język, a przede wszystkim treść przekazu ks. Kaczkowskiego, były inne. On mówił o konkretnych sprawach językiem zdecydowanie nie wykładowym i niekaznodziejskim, zdecydowanie nie miałem też wrażenia, że uczestniczę w powiatowym etapie konkursu krasomówczego. Miałem natomiast przeczucie udziału w spotkaniu i szczerej rozmowie. Takie radykalne spotkanie, jak wczoraj z ks. Kaczkowskim, pozwoliło mi stanąć wobec człowieka, który dał wiarygodne świadectwo swojej wiary w Boga i swojego życia w Kościele. On nie relacjonował doktryny, nie referował katechizmu, nie streszczał mądrych dokumentów. On złożył i składa na co dzień osobiste, wiarygodne świadectwo. Ks. Kaczkowski, wychodząc od Tomasza Lisa, nie zostawił nas z jakąś górnolotną konkluzją w stylu „módlmy się za potrzebujących”. Rozgrzebał wiele aktualnych tematów (o bliskości Boga, który nikogo „nie skreśla”), nakreślił różne napięcia (między skupieniem chorego na swoim umieraniu a skupieniem na obowiązkach wobec swoich bliskich), odsłonił dylematy (czy i jak rozmawiać z dziećmi o umieraniu?), powiedział jak sam sobie z niektórymi z nich w życiu radzi (czasem – za Benedyktem XVI – trzeba powiedzieć „nie wiem”) i… zniknął. To co zostało po tej rozmowie, to szereg inspiracji do przemyśleń, do przegadania i do naśladowania. Ta rozmowa była doświadczeniem konstruktywnym, czyli budującym!

Katolickie media, które rzekomo omijają ks. Kaczkowskiego, nie zawsze tak potrafią. Przede wszystkim czują przymus udzielenia odpowiedzi na każde pytanie. Często pojmują więc swoją rolę jako przedłużenie ambony albo profesorskiej katedry, nie dostrzegając, że ich odbiorcy nie żyją w salach wykładowych ani w kościołach pod amboną. Sztuczność to najłagodniejsze sfomułowanie na określenie treści i formy medialnych wypowiedzi wielu duchownych. Duchownym w mediach (czy tylko tam?) gremialnie umyka fakt, że są przede wszystkim ludźmi i komunikują się z ludźmi. Może dlatego z ich medialnych przekazów bardzo niewiele wynika dla ludzi? Z wczorajszego programu z ks. Kaczkowskim wyniknęło za to konkretne dobro – myślę, że wielu widzów wykonało choć skromny przelew na prowadzone przez niego hospicjum. Przekonał całym sobą, że warto wesprzeć jego dzieło. Między innymi albo przede wszystkim z tego powodu zaproszenie ks. Kaczkowskiego do rozmowy w najliczniej oglądanym programie publicystycznym w tym kraju w przedświąteczny poniedziałek było wspaniałym gestem Tomasza Lisa. Gestem także w wymiarze ewangelizacyjnym, choć ten aspekt gospodarz programu mógł akurat przeoczyć. Bożonarodzeniowe orędzia hierarchów, jak również zwyczajowy list rektora KUL, też mają do odegrania ważną rolę w okresie świąt. Ale moc sprawcza tych form komunikacji, zwłaszcza we wspomnianym, kluczowym dla Kościoła wymiarze ewangelizacji, jest – moim zdaniem – nieporównywanie słabsza.

Z tym większym zażenowaniem wyczytałem na Twitterze, że ks. Kaczkowski został przesłuchany przez dziennikarza o mentalności skorpiona i został podstępnie wykorzystany do ataków na Kościół. W pierwszym odruchu pomyślałem, że wpis dotyczy rozmowy innego ks. Kaczkowskiego z innym Tomaszem Lisem na innej planecie. Uprzedzenia – jak widać – bywają tak silne, że czasem nie pozwalają postrzegać rzeczywistości taką, jaką ona jest – ponura przypadłość. Nie odbieram nikomu prawa do własnej interpretacji. Zwracam jedynie uwagę na konieczność zachowania elementarnej uczciwości intelektualnej.

Bardzo się cieszę się, że ten ks. Jan Kaczkowski wystąpił u tego a nie innego Tomasza Lisa. Czy jakikolwiek dziennikarz mediów katolickich zapytałby ks. Kaczkowskiego o to, o co zapytał Tomasz Lis? Szczerze wątpię. W poniedziałek wieczorem Tomasz Lis był najbardziej katolickim dziennikarzem w Polsce!

Strona hospicjum prowadzonego przez ks. Jana Kaczkowskiego: www.hospitium.org

Link do rozmowy Tomasza Lisa z ks. Janem Kaczkowskim: http://vod.pl/programy-tv/tomasz-lis-na-zywo-online-za-darmo/p9d17#0

Komentarze

  1. […] niż sporadyczne, a swoją kulminację miały w jednym z programów „Tomasz Lis na żywo”. Ks. Jan dał się w nim poznać, jako mądry facet, któremu sutanna nie przeszkadza w byciu przede wszystkim człowiekiem. W książce, którą […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>