Magistra vitae

Łacińska sentencja o tym, że historia nauczycielką życia jest, brzmi drętwo, kojarzy się ze szkołą, w dodatku ani tam rymu, ani rytmu… Jest czy nie jest historia nauczycielką? Kluczem do tej sentencji jest odpowiednie rozumienie słów „historia” i „nauczycielka”. W żadnym razie nie chodzi przecież o dyscyplinę akademicką ani o zawód zaufania publicznego. Dla mnie te słowa mają jednak ważne zakresy wspólne i właśnie poczucie tych wspólnych znaczeń jest niezbędne dla zrozumienia sentencji „historia magistra vitae est.”

We wstępnie do książki o historii parafii św. Teresy w Zabrzu Mikulczycach ks. prof. Kazimierz Dola napisał (cytuję z pamięci): „Trzeba dobrze pamiętać to, co dobre, żeby być wdzięcznym i dobrze pamiętać to, co złe, aby wybaczać.” Odniósł je do treści tamtej książki. Ale od kiedy przeczytałem to zdanie czuję, że ma ono znaczenie uniwersalne. Jeśli historia ma być nauczycielką życia to właśnie po to, aby uczyć wdzięczności lub wybaczania. (Na marginesie: spójnik „lub” to alternatywa niewyłączająca.) Może to ujęcie historii nieco idealistyczne ale nie jest ono z innymi sprzeczne, a przeciwnie – tworzy dla nich wartościowe ramy. Np. jeśli ktoś zgłębia dzieje swojej rodziny (drzewo genealogiczne) lub dzieje swojej dzielnicy, miasta, regionu, kraju, jakieś epoki, tylko pozornie są to procesy intelektualne. W istocie jest to zawsze przejaw dążeń poznawczych, odkrywania i porządkowania otaczającego świata, budowania więzi, dzielenia się z innymi. Wdzięczność lub przebaczenie nie są jedynymi przesłankami tych procesów ale na jakimś ich etapie muszą się pojawić albo jako emocje albo jako akt woli.

Dziś w Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu rozpoczął się taki właśnie mini-festiwal rodzinnej pamięci. Klaudia Nowak – Maśko, która zaprojektowała wystawę poświęconą przesądom i wierzeniom w obrzędowości rodzinnej na Śląsku, postawiła na kultywowanie regionalnej pamięci. Przykłady, jakie wybrała do swojej wystawy, nie są jeszcze porywające. Gdyby zaprezentowała tego rodzaju obrzędowość na terenach znacznie od nas oddalonych – byłaby sensacja. Tymczasem postawiała na historię żywą – bo poznawanie dzisiaj zwyczajów związanych z narodzinami, weselem lub pogrzebem na Śląsku, to właśnie prezentowanie historii żywej – żyją wciąż ludzie, którzy tak czynią, nie są już w większości ale są. Żyje też mnóstwo ludzi, którzy znają ludzi, którzy tak właśnie lub podobnie czynili. Najczęściej jednak nie wiedzą już dlaczego tak czy inaczej czynili lub czynią. Opowiadanie tej historii w muzeum jest więc przybliżaniem sensu zwyczajów, przesądów, obrzędów – może czynimy je na Śląsku trochę inaczej ale generalnie z tych samych powodów. Z jakich…? To już zadanie domowe do odrobienia w Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, ul. 3-Maja 19. Wystawa trwa do 19 grudnia 2014.

Temat historii, jako nauczycielki wdzięczności i przebaczenia, nie wybrzmiał dziś na pierwszym planie ale w tle – owszem. Wielopokoleniowa, wspólnototwórcza rodzina, niegdyś norma społeczna nie tylko na Śląsku, była naturalnym środowiskiem przechowywania w dobrej pamięci tego co dobre, aby być wdzięcznym. W poprzednim zdaniu powinno rzucić się w oczy słówko „była”. Czas przeszły dokonany z lekką nutką nostalgii uznaje się dziś za naturalną konwencję mówienia o wielu sprawach, o które dziś trudno. Historia – nauczycielka potrzebna jest nie tylko do pamiętania, wdzięczności, wybaczania ale też do inspirowania. Nowa wystawa w Muzeum Górnictwa Węglowego pokazuje, że to, co dziś jest nam podawane jako oferta komercyjna, jako terapia, jako event – to wszystko było kiedyś naturalnie obecne w rodzinnej obrzędowości. I w zasadzie nie ma przeszkód żeby tak było nadal.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>