Mama Adriana i inni chrześcijanie na wakacjach

Jezu, Adrian, kurwa, miałeś chyba uważać, nie?” – dobiegło zza parawanu, kiedy chłopak w wieku pierwszych klas szkoły podstawowej zbyt energicznie stawiał kroki na słonecznej plaży, wracając do mamy z morza. Będąc tuż przy rodzinnym kocu, kierując się zapewne w stronę ręcznika, naprószył nieopatrznie nieco piaszczystego piachu na część wystawionego ku słońcu ciała swej matki rodzicielki. Dziecięcy zamach brutalnie zakłócił beztroską przyjemność leżenia sobie i spowodował krótki ale treściwy wybuch niezadowolenia pani matki: „Jezu – Adrian – kurwa”. Nie jestem pewny, czy Adrian ogarnął rozmiar wyrządzonego zła ale pewnie odczuł siłę negatywnych emocji, jakie poczuła mama w związku z jego powrotem. Może następnym razem podszedł z innej strony albo po prostu uważał; więcej nie słyszałem takich emocji zza parawanu, a rozegrało się to jeszcze przed południem.

Ale w ciągu letniego i słonecznego dnia na plaży spotyka się nie tylko ciała ludzkie zgrupowane w towarzysko – rodzinne prowizoryczne obozowiska z oznaczonym terenem czasowego pobytu. Dla mnie ciekawostką była oferta zakupu gorącej kukurydzy, orzeszków i popcornu, z jaką dwóch strzaskanych na mahoń młodzieńców zwracało się do plażowiczów. Po wielu godzinach plażowania (ta akcja rozegrała się wczesnym popołudniem), można poczuć małego głoda i wcale nie jest prawdą, że jest na to tylko jedna metoda… W każdym razie ci chłopacy zwrócili uwagę marketingowym zawołaniem, zaśpiewem niemalże, jakim posługiwali się podczas reklamowania swoich produktów. Była to ni mniej ni więcej tylko tercja mała w dół, czyli ten sam zwrot melodyczny, który wykonuje, wielokrotnie podczas mszy św. ksiądz, śpiewając np. „Pan z wami”. Mogliśmy więc kupić „gorącą kukurydzę”, „orzeszki w karmelu” oraz „popcorn” na melodię kościelną! Obstawiam, że sprzedawcy byli kiedyś w kościele, nawet chyba musieli być dużo razy, może wręcz ministrantami byli? Ich sprzedaż wzbudzała uśmiechy i komentarze plażowiczów. Mama Adriana zamyśliła się głośno „Co to jest? Jak w kościele, kurwa”. Sąsiad z drugiej strony, który bezbłędnie wychwycił tercję małą w dół, małpując tradycyjny język Kościoła oraz chorał gregoriański zanucił w obrębie tej samej tercji „spiritus, spiritus”, co jego towarzysze wraz z paroma sąsiadami skwitowali porozumiewawczym śmiechem.

Sprzedawcy przekąsek nie tylko szli i śpiewali ale też kierowali bezpośrednie zapytania do wybranych potencjalnych nabywców. To odbywało się już w formie recytowanej: „Może popcorn dla pana?” „Kukurydzę?”, czasem odpowiadali na pytanie o cenę itp. W zasięgu mojego widzenia nikt jednak zakupów nie zrobił. Kiedy przeszli kilka parawanów dalej i wznowili zaśpiewy, ktoś odpowiedział im całkiem poprawnie (melodycznie i rytmicznie) wykonanym „Idźcie w pokoju Chrystusa”. I ta błyskotliwa riposta plażowicza też wzbudziła gremialne uśmiechy, nie mniejsze niż „spiritus” – i to było piękne, od razu poczułem się jak wśród swoich. Mama Adriana akurat milczała ale może to i lepiej.

Komentarze

  1. Sierpień 15, 2014

    Dorota Odpowiedz

    Wspaniały wpis:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>