Mandarynki

Niewiele u nas wiemy nie tylko o wojnie w Abchazji (1992 – 1993) ale nawet o samym jej położeniu. W czasach słusznie minionych była to formalnie część Gruzińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Po uzyskaniu przez Gruzję niepodległości (1991) Abchazja pozostawała w granicach nowego państwa niechętnie. Po ogłoszeniu niepodległości doszło do wojny, w której przeciw wojskom gruzińskim stanęli m.in. najemnicy czeczeńscy dowodzeni przez Szamila Basajewa. Separatyści byli podobno także mniej czy bardziej dyskretnie wspierani przez Rosjan. To był bandycki, wyniszczający konflikt, pełen zbrodni wojennych. Militarnie przegrała go Gruzja ale trudno komukolwiek czuć się jego zwycięzcą.

Film „Mandarynki” odsłania ludzki kontekst tego konfliktu. Czytelność jednowątkowej narracji pozwala w zasadzie potraktować ten obraz jako głos w dyskusji o sensie konfliktów zbrojnych w ogóle. Filmu opowiada historię dwójki sąsiadów, z pochodzenia Estończyków, ostatnich mieszkańców małej wioski, którzy trwają w swoich biednych domostwach mimo, że wszyscy inni już wyjechali lub zginęli. Jeden z nich też zamierza wyjechać, chce jednak przedtem zagospodarować swoje obfite plony mandarynek. Sąsiad wykonuje dla niego drewniane skrzynki, a on zrywa i pakuje do nich owoce. Wszystko bardzo się przedłuża, zbiory i spodziewane z tego tytułu zyski stają pod znakiem zapytania. Sąsiedzi oczekują na obiecają pomoc oddziałów zbrojnych ale ta nie nadchodzi. Pewnego dnia w pobliżu ich domów dochodzi do potyczki niewielkich oddziałów gruzińskiego i czeczeńskiego. W walce giną niemal wszyscy, dwóch ciężko rannych zabierają do domu stolarza i z pomocą zaprzyjaźnionego lekarza pomagają im wrócić do zdrowia.

Główny wątek filmu oparty jest na kontraście sylwetek dwóch rannych bojowników. Jeden jest Czeczenem, drugi – Gruzinem. Czeczen szybciej dochodzi do zdrowia. Kiedy dowiaduje się, że w izbie obok zdrowieje Gruzin, deklaruje, że gdy tylko wstanie na nogi – zabije go. Deklaracja z czasem ewoluuje – wyrok ma być wykonany, kiedy Gruzin wyjdzie o własnych siłach z domu, potem, kiedy obydwaj spotykają się na zewnątrz, Czeczen oznajmia, że dziś nie ma ochoty Gruzina zabijać. Gruzin tłumaczy Czeczenowi, że ten znajduje się Gruzji, na Gruzińskiej ziemi, a jeśli o tym nie wie, to pewnie dlatego, że nie uczył się historii, nie czyta książek. Ten nie zamierza wnikać w niuanse, przestawia się jako sumienny najemnik, który walczy w ramach kontraktu. W końcówce obydwaj, ramię w ramię, walczą przeciwko jakiemuś watażce, który z rozbójniczymi zamiarami podjechał pod dom, w którym obydwu „wrogów” przywrócono do zdrowia. Gruzin oraz jeden z sąsiadów, ten od uprawy mandarynek, który chciał wkrótce wyjechać do Estonii, przypadkowo w tej strzelaninie giną.

Wiarygodna ewolucja bezsensownej nienawiści w kierunku wzajemnego szacunku jest znakomitą lekcją tego filmu. Rzadko można w kinie poczuć i zrozumieć bezsens mordowania tak przekonująco, jak w kameralnych „Mandarynkach”. Abstrakcyjne, polityczno – ideologiczne idee przywódców nie wytrzymują konfrontacji z motywacjami konkretnych ludzi. Prostota i idealizm przesłania tego filmu są jakimś jego mankamentem, jednak powinno ono (jego przesłanie) wybrzmieć dziś możliwie jak najszerzej. Wiarygodne ukazywanie bezsensu jakiejkolwiek wojny jest w sztuce filmowej niełatwe i nieczęste. Warto doceniać wysiłki podejmowane na tym polu, zwłaszcza tak udane, jak „Mandarynki”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>