Myśl warta wiersza

Aby doświadczyć czegoś odmiennego niż wrażenia dnia codziennego, wybrałem się wczoraj na wieczór poetycki. Poszedłem świadomie i dobrowolnie. Byłem przekonany, że będzie to rodzaj spotkania autora z publicznością, jednego konkretnego twórcy z twórczości tej miłośnikami. Grono prezentujących się autorów było jednak szersze. Dowiedziałem się, że w moim mieście działa Warsztatownia Literacka. Angażują się w tę formułę osoby z wielu miast, w bardzo różnym wieku (bardzo, bardzo różnym), które łączy podobny rodzaj wrażliwości powiązanej z pasją wyrażania się słowami. Człowiek przychodzący z ulicy, uczestnicząc w takim spotkaniu doświadcza wrażenia czegoś pośredniego między próbą sztuki teatralnej, a sesją terapeutyczną. Ale im dłużej spotkanie trwało, tym sytuacja stawała się bardziej klarowna: ani to teatr, ani terapia.

Zauważyłem wczoraj, że wiersze tym różnią się od każdej innej literatury pisanej, że zaczynają istnieć dopiero, kiedy są prezentowane. Prywatna lektura tomiku wierszy, mimo że to łatwiejsza i bardziej dostępna forma obcowania z tekstami, jest tylko namiastką poezji, najwyżej jej zapowiedzią. Poezja dzieje się dopiero wtedy, kiedy jest prezentowana. A poeci to ludzie, którzy umieją słuchać. Cisza, która zalegała podczas prezentacji niektórych tekstów, była ujmująca. Miałem poczucie różnych wariantów ciszy: były ulotne chwile ciszy albo zaledwie nieudolne wyciszenia, były momenty usiłowania skupienia ale raz czy drugi zdarzyła się także cisza absolutna – skutek zachłannego otwarcia umysłów. Przypominam sobie polonistkę z liceum, która w czasie klasowej recytacji Stepów Akermańskich podzieliła się – z nutą wyrzutu – refleksją, którą z pewnych względów zapamiętałem: zobaczcie, kiedy niektórzy z was recytują, cała klasa słucha, a kiedy znów inni mówią – jest szum. Poeci słuchali siebie wczoraj nie tylko podczas prezentacji wierszy ale także podczas swoich dość osobistych wypowiedzi. Oni naprawdę siebie słuchali.

Jedno z pierwszych moich wrażeń tego wieczoru krążyło wokół myśli o skrajnie wsobnych, egocentrycznych zapatrywaniach uczestników. Jakakolwiek forma porozumienia między nimi, dialogu, wspólnego czucia podobnie – wydała mi się kompletnie niemożliwa. Każdy mówił o swoich spostrzeżeniach, doświadczeniach, swoich przeczuciach, swoich pomysłach. Wyszedłem jednak z wieczoru w przekonaniu, że moje pierwsze wrażenie mogło być mylne. Okazało się bowiem, że poezja, mimo że tak indywidualna i osobista, jest płaszczyzną budowania międzyludzkich relacji, budowania jakiegoś rodzaju zaufania, wsparcia i uporządkowanej otwartości, bez której poezja nie mogłaby zaistnieć. Z niejakim opóźnieniem doświadczyłem więc zrozumienia licealnego pojęcia „grupy poetyckiej”. Istnienie abstrakcyjnych stowarzyszeń osób piszących wiersze, jak Skamandryci, Futuryści, Kwadryga, nie było wcześniej przedmiotem jakiejkolwiek mojej refleksji. Może poza wątpliwością co do sensu zrzeszania się w celu pisania wierszy, które przecież w końcu i tak są twórczością indywidualną. Od wczoraj myślę, że nie zawsze i nie do końca twórczość ta jest indywidualna. Czasem trudno jest zrozumieć coś, czego się wcześniej nie doświadczyło – taka myśl natury ogólniejszej.

Po wczorajszym wieczorze jestem bardziej skłonny przyznać poezji równorzędne miejsce wśród innych dziedzin sztuki takich, jak muzyka czy malarstwo czy wszystko inne. Nadzwyczajna bliskość poezji i muzyki była innym odkryciem wieczoru. Jedna i druga istnieje tylko wtedy, kiedy jest wykonywana: prywatne czytanie tomiku wierszy jest, jak przeglądanie partytury – znawcy potrafią bardzo precyzyjnie wyobrazić sobie muzykę na podstawie zapisu nutowego ale nuty to jeszcze nie muzyka. Z poezją jest podobnie – ona musi wybrzmieć. Mało tego, ona – jeszcze bardziej niż muzyka – wymaga odbiorcy. O ile bowiem można wyobrazić sobie pianistę grającego czasem dla siebie, o tyle poeta czytający w pojedynkę jawi się jednak, jako pewna osobliwość. Stereotyp poety jest niejednorodny ale zasadniczo odległy od popularnych dziś kanonów wrażliwości i atrakcyjności. Po zakończeniu szkoły średniej ten wycinek kultury okazał się u mnie bardzo nieciągły. Urwał się gwałtownie wraz z odbiorem świadectwa maturalnego. Wczoraj dowiodłem sobie, że poezja poza szkołą nadal istnieje, że poza szkołą istnieje nawet bardziej niż w szkole. W szkole można było bardziej komfortowo, niejako za darmo obcować z tym rodzajem sztuki, choć mało kto jest w tym wieku na tyle wrażliwy i elastyczny intelektualnie, aby piękno i wartość poezji dojrzale dostrzec. Uprawianie poezji w dorosłości wymaga uczciwego zharmonizowania jej z wszystkimi aspektami dorosłego życia. Poeta uwikłany w życie rodzinne i zawodowe skazuje się na wieczne poszukiwanie myśli wartych wiersza. Wczoraj okazało się, że wielu radzi sobie z tym całkiem dobrze.

Fotorelacja na portalu www.pokladykultury.pl:
http://pokladykultury.pl/index.php/fotogaleria/108-spelniam-sie-tu-za-brzegiem-fotorelacja

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>