Na szczycie, u źródła

Katalog spraw ważnych i istotnych dotyczących liturgii mszalnej jest szeroki i różnorodny. Trzeba dobrej wiedzy i solidnej formacji liturgicznej, żeby prawidłowo poukładać to, co jest w niej ważne. Jedni mówią, że najważniejsze jest przeistoczenie, inni – że komunia św., inni – że liturgia słowa, jeszcze inni – że epikleza (np. „…uświęć mocą Twojego Ducha te dary, które przynieśliśmy Tobie…”). Rozrzut wątków jest naprawdę duży. Katecheci, kaznodzieje i liturgiści mają szerokie pole do popisu!

To, co chcę do was powiedzieć, jest bardzo ważne i istotne – rozpoczął niedzielne kazanie dla dzieci ojciec oblat. Bardzo skutecznie zwrócił moją uwagę na to, co będzie dalej, bo skoro coś jest ważne, to żartów jakby nie ma. Dalej były jednak tylko krótkie rozmówki o znakach drogowych (do czego służą), a potem ojciec zapytał dzieci o dwa najważniejsze znaki w prezbiterium. Jednym okazał się duży krzyż wiszący nad ołtarzem, a drugim – leżący tam gdzieś medalik maryjny, który dzieci przygotowujące się do pierwszej komunii św. miały otrzymać po mszy św. z rąk księdza proboszcza. Ojciec skupił się na medaliku – pokazał przykładowy egzemplarz i poprosił o odczytanie napisów. Kaznodzieja podkreślił, że tego medalika nie należy zdejmować; poprosił o zamknięcie oczu i podjęcie mocnego postanowienia w tym zakresie. Stojący obok mój 8-letni syn, posłusznie zamknął oczy. Byłem dumny.

Po tych paru zdaniach i kilku minutach ojciec poinformował dzieci, że przechodzi teraz do spraw dla starszych. Tutaj przekaz był czytelny: żadnych znaków – same konkrety. Oblaci pracują w kilkudziesięciu krajach na całym świcie, jest ich wielu i proszą o wsparcie. Przede wszystkim proszą o pamięć modlitewną, po drugie o ofiarowanie w ich intencji swoich cierpień, np. w formie dziękczynienia po komunii św. (?) Po trzecie natomiast proszą o wsparcie poprzez nabycie kalendarza misyjnego, który „kosztuje 4 złote ale każda złotówka przekazana ponad tę cenę jest przeznaczana na wsparcie misjonarzy oblatów”. Czy chodziło o wsparcie kilku konkretnych misjonarzy, czy ogółu misjonarzy pracujących w jednym z wymienionych wcześniej krajów, czy może o wsparcie oblatów krajowych – tego ojciec nie sprecyzował. Z wypowiedzi można było wywnioskować, że dochód z rozprowadzania kalendarzy będzie przeznaczony na wsparcie oblatów pracujących za granicą ale czy tak będzie – nie wiadomo.

 Mam takie podejrzenie, że kalendarze misyjne były w tym całym kazaniu i w całej liturgii najbardziej „ważne i istotne”. Wnoszę po tym, że ojciec spędził u nas całą niedzielę rozprowadzając kalendarze i głosząc słowo Boże – słyszałem tylko to jedno. Duchowny został na początku mszy św. przedstawiony jako misjonarz, który będzie po mszy św. rozprowadzał misyjne kalendarze. Waga i istota kalendarzy objawiła się jednak z całą wyrazistością dopiero pod koniec mszy św. Była to msza koncelebrowana  przez trzech księży, a więc formalnie rzecz biorąc odprawiane były trzy odrębne msze św., tyle że działo się to w jednym czasie i miejscu. Każdy z celebransów modlił się w czasie takiej mszy koncelebrowanej w konkretnej, powierzonej sobie intencji. Celebrans – kaznodzieja – oblat nie dokończył jednak swojej modlitwy, bo zniknął z prezbiterium tuż po komunii św. Udał się do zakrystii, zdjął szaty liturgiczne i w samej już tylko sutannie i kurtce przemknął mało dyskretnie (reklama dźwignią handlu?) z naręczem misyjnych kalendarzy i wiklinowym koszykiem do tyłu kościoła. W czasie ogłoszeń parafialnych stał więc na posterunku – przed głównym i jedynym o tej porze roku czynnym wyjściem z kościoła, aby zabiegać o trzeci rodzaj wsparcia misjonarzy oblatów. Czy celebrans może czmychnąć z prezbiterium przed zakończeniem mszy św? Gdyby mój syn postawił mi takie pytanie, odpowiedziałbym, że nie może. Dla tego konkretnego księdza dochód z rozprowadzania kalendarzy był po prostu ważniejszy od dokończenia liturgicznej celebracji – tak odpowiedziałbym synowi, gdyby zapytał. Gdybym wyszedł z synem z mszy św. od razu po komunii św. albo – co gorsza – gdyby jeszcze jakaś grupa wiernych postąpiła podobnie jak my, zapewne zostałoby to negatywnie ocenione, jako lekceważenie eucharystii, która jest szczytem i źródłem chrześcijańskiego życia. Z punktu widzenia 8-letniego dziecka byłoby to wcześniejsze wyjście przede wszystkim antywychowawcze. Ale ojciec oblat, o którym sami oblaci piszą, że zapalony ewangelizator, nie występował u nas w roli wychowawcy ale kaznodziei pochłoniętego tematem dzieł misyjnych. Kalendarze przed kościołem schodziły – nie wiem, w jakich ilościach ale schodziły. Sam nie kupiłem. Nie wiadomo nic o skali wsparcia misjonarzy oblatów, jakie nasi parafianie przekazali, bo tego typu zewnętrzni kwestorzy rzadko przekazują parafii informacje o zebranych kwotach. Trochę szkoda.

Ale dla mojego syna te całe kalendarze okazały się mniej ważne. Po mszy św. ksiądz proboszcz zaprosił dzieci przygotowujące się do pierwszej komunii św. do przodu i rozdał im zapowiedziane medaliki. Po drodze z kościoła syn zwierzył mi się:
-Cieszę się, że dostałem Maryję.
Zatkało mnie to emocjonalne wyznanie, więc bąknąłem:
-Będziesz nosił medalik?
-Tak, tylko nie wiem, co w czasie kąpieli?

Wyciągnąłem z tego konstruktywny wniosek, że do niektórych odbiorców celebrans – kaznodzieja potrafi dotrzeć nawet wtedy, kiedy wychodzi z mszy św. przed jej zakończeniem. Ważną i istotną naukę wyciągnąłem więc z tego osobliwego kazania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>