Nauczanie trochę zintegrowane

Zauważyłem niedawno nowy obszar ryzyka w pracy nauczyciela, o którym wcześniej w ogóle nie myślałem. Wybrzmiewa ono z całą mocą po przekroczeniu granicy klasy III z IV. Dzieje się tak, bo nauczycielom zdarza się nabywać nawyki i przekonania, od których żadnym sposobem nie daje się ich potem odciągnąć. Grozi im mianowicie, że chodząc codziennie do szkoły, prowadząc przez długie lata lekcje, są skłonni nabyć przekonanie, że życie składa się z lekcji, z przygotowania do lekcji, z rozmawiania o lekcjach, a także z ocen, sprawdzianów itp. To ryzyko jest bardzo poważne. Pół biedy, jeśli to przekonanie rozwija się wewnętrznie (bezobjawowo). Problem zaczyna się, kiedy pod wpływem tego wyobrażenia nauczyciele zaczynają kształtować wewnątrzszkolne relacje. Jeśli np. nachalnie sugerują uczniom, że ten a ten ich przedmiot jest najważniejszy i dlatego muszą się go uczyć, żeby zdobywać dobre oceny. Jeśli uczniowie uczą się dla ocen, zwłaszcza w klasie IV, kiedy odkrywają ile tych ocen jest do zdobycia, z czego i za co, to jeszcze tragedia nie jest. Jeżeli natomiast nauczyciele dla ocen nauczają i ocenami reklamują nauczanie, mamy do czynienia z poważnym nieporozumieniem.

Istnieje zasadnicza różnica między klasą III a klasa IV. Bez popadania w patos powiedziałbym, że różnica jest fundamentalna. Uczniowie rozpoczynają nowy etap edukacyjny: pojawia się nowa metodyka, nowa organizacja nauczania, rozbudowane treści programowe. W klasach I – III świat był w dużej mierze zintegrowany. Był więc przez uczniów oswajany przez nabywanie przydatnych w życiu, intuicyjnych umiejętności: pisania, liczenia, opisywania świata przy pomocy pojęć, prostych rachunków, słów i zwrotów w j. obcym. W klasie IV gwałtownie okazuje się, że tego świata, który z zainteresowaniem zaczęli w szkole poznawać, nie ma. Są jakieś szczegółowe dziedziny wiedzy, tzw. „przedmioty”, których trzeba się uczyć, żeby dostać dobre oceny, żeby zdać do następnej klasy, a docelowo – żeby dobrze napisać sprawdzian po VI klasie.

Nauczyciele klasy IV odgrywają w systemie oświaty bardzo ważną rolę. Jeśli bowiem szkoła po klasie III ma zostać środowiskiem przyjaznym – nauczyciele klas IV muszą przekonująco zdać sobie sprawę z tego, po co szkoła jest. Jeśli dla kogoś jest ona od przerabiania materiału i stawiania ocen – pora zastanowić się nad swoją przyszłością w zawodzie. Obraz świata, uporządkowanego w abstrakcyjne zakresy wiedzy, jakieś „przedmioty” ułożone w plan lekcji – nie odpowiada rzeczywistości takiej, jaką ona jest. Przedmioty to tylko okna, przez które trzeba ukazywać uczniom świat.

Teoretycznie możliwe byłoby prowadzenie nauczania w zintegrowanych blokach przedmiotowych ale raczej nikt na to nie pójdzie, bo za dużo z tym udziwnień. Nikt tak nie robi. A że przepisy pozwalają, czy też nieśmiało sugerują takie czy inne możliwości? Jedyna nadzieja w nauczycielach. Jeśli każdy przedmiotowiec, niczym uczestnik przeciągania liny, będzie w klasie IV ciągnął w swoją stronę, rezultaty finalne będą opłakane. Polonista bez trudu udowodni uczniom, że jego „przedmiot” jest najważniejszy. Tak samo matematyk i każda inna nauczycielska osobowość, nie wyłączając katechetki. Szkoła przestaje wówczas być miejscem poznawania świata, a staje się czymś na kształt survivalu: świata może tu nie zrozumiesz ale nauczysz się, jak w nim przetrwać. Nawet jeśli ocen będzie tyle ile ma być, nawet jeśli będą znośne, pozwolą przejść do następnej klasy, a w efekcie sprawdzian wyjdzie dobrze. Jeśli w klasie IV nie uda się podtrzymać zaciekawienia światem, intuicyjnym poznawaniem go, rozumieniem zjawisk i procesów w nim zachodzących, szczególnie tych, które są bliskie doświadczeniu uczniów, dobrze nie będzie. Jeśli natomiast przedmioty potraktowane zostaną, jak wspomniane okna na świat…?

Zintegrowana zespołowa współpracy nauczycieli klas IV ma szansę ocalić wrażliwość młodych umysłów. Polonista, historyk, nauczyciel j. angielskiego, katecheta (kto jeszcze?) muszą dobrze znać swoje rozkłady materiału, programy, a nawet metody pracy i style wypowiedzi. Muszą do siebie uczniów odsyłać, muszą nawzajem swoimi przedmiotami inspirować, aby zachować w uczniach ten spójny obraz świata, który przynieśli z sobą z III klasy. Sposobem na przećwiczenie takiej programowej integracji międzyprzedmiotowej w klasie IV (nie tylko w IV) byłoby np. omawianie lektury na j. polskim, któremu towarzyszyłyby równoległe odniesienia do jej treści także na innych przedmiotach. W ten sposób uczniowie otrzymywaliby wiarygodny komunikat, że po pierwsze – te wszystkie „przedmioty” mogą jednak służyć do tego samego celu, a po drugie – że ci nauczyciele, którzy tak bardzo się rozmnożyli, mocno z sobą trzymają. W ten sposób różnica między klasą III a IV nie byłaby aż tak bolesna. Pytanie tylko, czy da się tak zorganizować pracę, żeby w każdym semestrze, kiedy tylko jest to możliwe, pojawiały się momenty ścisłej integracji treści nauczania? Żeby nauczanie po klasie IV pozostało choć trochę zintegrowane?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>