Navalis

Nie pojechałem na pielgrzymkę ani na rekolekcje. Celem wyjazdu do Pragi był udział w tamtejszych dorocznych obchodach ku czci św. Jana Nepomucena. Czytałem trochę o tej uroczystości, o jej genezie, dziejach i programie. Pojechałem jakoś nastawiony. Spodziewałem się festiwalu i dobrej zabawy, a trafiłem na obchody o wyraźnym (wyraźniejszym, niż zakładałem) nachyleniu religijnym.

Uroczystości trwają dwa dni. Zawsze 14 maja odbywa się wodowanie przywiezionych na „Navalis” łodzi oraz piknik z udziałem partnerów imprezy. Stałym partnerem „Navalis” jest Wenecja, ale każdego roku przyjeżdżają też inni zaproszeni – w zeszłym roku byli to żeglarze z Chorwacji, w tym roku – z położonego nad jeziorem, austriackiego Hallstadt. O godz. 18:00 odbywa się wigilijna msza św. w kościele św. Franciszka. Główne obchody odbywają się 15 maja. Ok 14:30 na placu w pobliżu katedry gromadzą się grupy przybyłych na uroczystości bractw, stowarzyszeń, zespołów ludowych, jeźdźców, różnego rodzaju gości. Po uroczystej mszy św. w katedrze św. Wita, wyrusza okazała procesja na Most Karola. Przy pomniku św. Jana Nepomucena śpiewana jest litania do wszystkich św. w wersji czeskiej (z licznymi lokalnymi wstawkami). Tam też czytany jest opis ostatnich chwil życia św. Jana Nepomucena, wg odnalezionego w połowie XVIII wieku pisma XIV-wiecznego arcybiskupa praskiego Jana z Jenšteina. Część religijna kończy się w tym samym kościele, w którym odprawiana jest msza św. w dniu poprzedzającym. Później odbywa się piknik, rozbrzmiewa barokowy koncert, podziwiać można gondolierów, organizuje się pokazy sztucznych ogni, choć w tym roku zrezygnowano z tego punktu programu, a przynajmniej miało nie być wersji „na bogato”.

Pogoda utrudniła trochę przebieg procesji. Wiało i padało, choć w różnych momentach z różnym natężeniem. Niektóre bractwa zyskały na warunkach atmosferycznych, ale gdyby aura była łaskawsza, to im nie byłoby im łatwo w okazałych umundurowaniach. Nie było mi dane rozpoznać z nazwy wszystkich pobożnych i świeckich stowarzyszeń, ale można założyć, że przynajmniej część z nich, to były organizacje miejscowe. Za to wierni uczestniczący w obchodach przybyli z różnych stron kraju i nie tylko. Przyjechały zespoły folklorystyczne, ale tych nie było za wiele, i przyjechali wierni, dla których kult i tradycje związane ze św. Janem są wciąż częścią dziedzictwa kulturowego i religijnego, w którym żyją. Byli m.in. parafianie wraz z proboszczem z Nepomuku – miejscowości, w której urodził się Jan Nepomucen. Tych grup było kilka, każda z nich niosła w procesji charakterystyczny rekwizyt: figura św. Nepomucena, biret na otwartej księdze, aniołka wskazującego na milczenie, czy „typowo nepomuceńskie” rekwizyty, jak wielgachne wiosła (Nepomucen jest m.in. patronem żeglarzy). Centralnym przedmiotem kultu w ramach procesji był ozdobny relikwiarz, który prezentował obecny wikariusz generalny archidiecezji praskiej, czyli daleki następca św. Jana. Wokół tych symboli dziedzictwa św. Jana Nepomucena pielęgnuje się dziś lokalne tradycje i rozwija się kult świętego. W świetle nie budzących wątpliwości ustaleń, wiadomo już z całą pewnością, że Nepomucen nie zginął za to, że nie wyjawił królowi grzechów, z których spowiadała się królewska małżonka. Nie jest sprawą prostą podtrzymywanie kultu, którego podstawy okazały się legendarne. Podstawy faktyczne okazują się z kolei trudne do zrozumienia bez znajomości okoliczności, w jakich funkcjonował Kościół pod koniec XIV wieku. Na szczęście pamięć historyczna i obyczajowa, także w Kościele i także w jego najmniejszych cząstkach – wspólnotach parafialnych, ma się zdecydowanie dobrze. Nic nie wskazuje na to, żeby kult św. Jana Nepomucena miał zaniknąć.