‚New York Times nie może dyktować warunków Synodowi’

W obradach synodu uczestniczy blisko 300 osób. Wielu z nich zabierze głos. Niektórzy znają się nawzajem, inni są tylko znani niektórym. Część uczestników krótko przed synodem udzielała wywiadów, ktoś opublikował książkę, kilku napisało wspólną deklarację, jakaś grupa wystosowała apel do papieża. Jestem przekonany, że w tych wystąpieniach jest namiastka tego, co będzie treścią synodalnych dyskusji. Warto wiedzieć, jak postrzegają sprawy małżeństwa i rodziny uczestnicy synodu. Parę dni temu przybliżyłem arcyciekawą koncepcję metropolity Wiednia. Dziś proponuję przyjrzeć się poglądom biskupa z końca świata. On też, na prośbę papieża, zabierze głos na synodzie. Czy wniesie coś oryginalnego?

Sylwetka metropolity Sydney

Anthony Fisher OP, jest arcybiskupem Sydney (Australia), wcześniej był biskupem pomocniczym tej archidiecezji. Papież Franciszek powołał na ten urząd w zeszłym roku, kiedy poprzedni metropolita Sydney (kard. George Pell) został pierwszym prefektem nowo utworzonego Sekretariatu ds. Gospodarczych Stolicy Apostolskiej (pilnuje spraw materialnych Kościoła). Należy też do słynnej grupy ośmiu kardynałów pomagających papieżowi w reformowaniu Kurii Rzymskiej. Wracając do tematu… Abp Fisher przed wstąpieniem do dominikanów był adwokatem, a po święceniach kapłańskich, uzyskał doktorat z bioetyki na Uniwersytecie w Oxfordzie broniąc pracę doktorską na temat sprawiedliwości w systemie opieki zdrowotnej. Biskupem (pomocniczym Sydney) został w roku 2003, mając zaledwie 43 lata. W roku 2010 został biskupem diecezjalnym (Parramatta). Od 2014 – abp, metropolita Sydney. W roku 2015 papież Franciszek mianował abp. Anthony`ego Fischera członkiem Kongregacji Nauki Wiary, a podczas Synodu poprosił go o refleksję na temat kryzysu małżeństwa i rodziny oraz podzielenie się swoimi nadziejami przez pryzmat duszpasterskiego doświadczenia. Podobne prośby papież skierował do innych biskupów i świeckich ekspertów, których odpowiedzi pojawią się w przestrzeni obrad Synodu.

Tekst rozmowy z arcybiskupem Fischerem jest moim (koślawym i skróconym) tłumaczeniem tekstu z konserwatywnego portalu Catholic Herald. Myślę, że istoty wypowiedzi nie wypaczyłem, jednak jeśli komuś wygodniej czytać po angielsku – proszę o wyrozumiałość.

Jakich przejawów współczesnego kryzysu małżeństwa i rodziny doświadczył ksiądz arcybiskup w swojej pracy duszpasterskiej?

W ciągu ostatnich kilku lat zauważyć można postępy w dowartościowaniu romantyczności i intymności w małżeństwie, w uznaniu szacunku dla godności kobiet i dzieci, w dzieleniu się obowiązkami między małżonkami, a także w teologii i duszpasterstwa małżeństw. Jednak mimo tego ubogacenia, w temacie małżeństwa istnieje poważny bałagan. Gdy byłem dzieckiem, większość ludzi w Australii wychodziła za mąż i żyła trwale w małżeństwie; we współczesnej Australii (tak, jak w wielu innych krajach) większość osób w wieku małżeńskim nie żyje w związku małżeńskim, a ci, którzy próbują, nie potrafią w nim wytrwać. Wielu żyje pojedynczo lub w serii związków tymczasowych. Czasem jeden z nich staje się „de facto” małżeństwem. W pewnym momencie, być może, gdy para zaczyna myśleć o posiadaniu dzieci, decydują się czasem na uroczystość zaślubin – co ciekawe, oznacza to, że w głębi duszy większość ludzi wie, że małżeństwo ma coś wspólnego z dziećmi. Ale po latach życia na próbę i towarzyszącego tej formie braku zaangażowania, wielu w momencie kryzysu uważa, że nie ma dostatecznych racji za podtrzymywaniem zawartych małżeństw. Niektórzy próbują więc ponownie, inni nie próbują. Wielu też wystrzega się w ogóle dzieci, będąc w wieku odpowiednim do ich posiadania. Niektórzy pragną mieć dzieci, ale w ograniczonej liczbie i w późniejszym okresie życia, po osiągnięciu innych celów. Wiele z dzieci, które teraz dorastają, nigdy nie doświadcza miłości rodziców i opieki ze strony matki i ojca. Sprawia to, że ich dążenie do zbudowania stabilnego, trwałego małżeństwa staje się mniej prawdopodobne. Wszyscy mamy wokół siebie ludzi, którzy ucierpieli w wyniku rozpadu rodziny. Nie jesteśmy tak dobrzy w zachęcaniu i utrzymywaniu małżeństw, jak byliśmy w przeszłości. Ale przecież trudno jest dobrze grać w piłkę nie znając zasad tej gry!

W 1960 rewolucja seksualna, podsycana przez pigułkę antykoncepcyjną, oznaczała praktycznie wyłączenie dzietności małżeństw. W 1970 pojawił się w prawie rozwód bez orzekania o winie, co znacznie ułatwiło małżonkom rozstania. W latach 80. „sprywatyzowano” małżeństwo, co objawiło się w życiu społecznym uznaniowym traktowaniem tego związku (zawieramy albo nie, jesteśmy z sobą albo nie). W roku 1990 zaczęto preferować śluby cywilne i uroczystości zaślubin organizować poza kościołami.

Na tej podstawie myślę, że nowoczesność przeżywa głęboki kryzys kochania – powiem bez ogródek: zapomnieliśmy, jak kochać. To brzmi dziwnie w kulturze przesyconej tęsknotą za miłością. Ale jak już mówiłem: mamy mnóstwo jej namiastek w romantycznej otoczce, w kształcie serca, takiej miłości typu walentynkowego. Ale to, co najbardziej potrzebne w tej chwili, to dar z siebie, w kształcie krzyża. Chodzi o taką miłość, w której kochający trwają przy sobie wiernie i z oddaniem, poświęceniem, gotowością do kompromisu i niekończącą się wolą wybaczania. Potrzebujemy też czystości rozumianej jako cnota, która integruje seksualność z resztą osobowości. Małżeństwo to coś więcej niż obietnica starania się o uczucia wobec kogoś, tak długo, jak związek trwa. Małżeństwo to kompleksowy duchowy, psychiczny, seksualny związek mężczyzny i kobiety, który – nawiasem mówiąc – zmienia mężczyznę i kobietę w „męża” i „żonę”.

Współczesna kultura, która wprowadza olbrzymi chaos w rozumieniu pojęć „miłość” i „małżeństwo”, nie pomaga w przygotowywaniu się do małżeństwa. Zamiast myśleć o dojrzałym małżeństwie ludzie próbują szykować się do handlowania szczęściem, oczekując indywidualnej, natychmiastowej gratyfikacji, posiadania gadżetu, kariery przed dziećmi… W rzeczywistości taka postawa uodparnia ludzi na potrzebę zakładania małżeństw i budowania rodzin.

Jakie strategie i inicjatywy duszpasterskie uważa ksiądz arcybiskup za najbardziej skuteczne w radzeniu sobie z tymi wyzwaniami?

Prawdziwie duszpasterskie podejście do tego współczesnego kryzysu polega na tym, aby pomagać ludziom odzyskać zrozumienie Bożego planu dla małżeństwa, odzyskać uznanie piękna małżeństwa, pielęgnować w sobie charakter wymagany do dążenia ku celowi, choć jest on dobry i trudny zarazem. Mam przyjaciela, księdza, który jest bardzo popularnym celebransem sakramentu małżeństwa. W czasie ceremonii zawsze docenia romantyczność, idealizm i ich nadzieje nowożeńców związane z małżeństwem. Przemawia do ich wrodzonej dobroci, a nawet do ich bohaterstwa i prezentuje im takie wyzwanie (może nie im, a przede wszystkim jemu): kochasz ją, to znaczy, że potrafisz umieścić małżeństwo przed własną satysfakcją? Czy zatem możesz wyobrazić sobie noc poślubną bez seksu? Mój przyjaciel mówił mi, że niektórzy z nich podejmują to wyzwanie; skutkiem realizacji tego wyzwania jest lepiej od samego poukładany początku związek.

Moim zdaniem skuteczne strategie duszpasterskie przede wszystkim nie mogą godzić się na sytuację, którą mamy teraz. Im bardziej myli się społeczeństwo na temat małżeństwa, tym bardziej zdeterminowani musimy być w przedstawianiu prawdy o małżeństwie. Musimy też z jasnością, pasją, i perswazją prezentować rodzaje zachowań, które prowadzą do dobrych małżeństw. Jednym jestem zaniepokojony: nasi seminarzyści, kapłani i nauczyciele wiedzą sporo o bogatej teologii ciała i małżeństwa i rodziny ale nie są odpowiednio przygotowani aby przedstawiać go w sposób, dzięki któremu ludzie uznają go za wiarygodny i zachęcający. Popieram ideę Instytutu Jana Pawła II i studiów nad małżeństwem i rodziną. W wielu uczelniach na całym świecie różnego rodzaju centra oferują tego rodzaju refleksję, badania i nauczanie. W trzech diecezjach, w których ja pracowałem (Melbourne, Sydney i Parramatta) założyłem ośrodki małżeństwa i życia rodzinnego, które pomagają pośredniczyć, między wysokim poziomem myślenia kościelnych dokumentów a oddolnymi potrzebami naszych parafii i programów duszpasterskich.

Jakie są nadzieje księdza arcybiskupa na Synodzie? Jaki jego prace mogą wywrzeć pozytywny wpływ na praktykę duszpasterską?

Mam nadzieję, że Synod zostanie zapamiętany jako czas i miejsce przedstawienia piękna chrześcijańskiego nauczania o płciowości, małżeństwie i rodzinie, i prezentacji pozytywnych strategii duszpasterskich na rzecz odzyskiwania uznania dla nich w naszej kulturze i wśród naszych wiernych. Synod powinien zacząć od pozytywów, od wspaniałej wizji małżeństwa, natomiast nie powinien skupiać całej swojej uwagi na nagłówkach gazet, takich jak „homoseksualne małżeństwa” i „Komunia Święta dla rozwiedzionych żyjących w nowych związkach”. Nie możemy pozwolić, New York Times dyktował warunki Synodowi Biskupów Kościoła katolickiego.

Mając na uwadze bogate, pozytywne ramy teologiczne, Synod będzie w stanie zaoferować Kościołowi wiele pomysłów na rzecz wsparcia małżonków. Pomoże im przeżywać swoje powołanie i tworzenie „Kościoła domowego”, w którym ich dzieci mogą wzrastać w chrześcijańskiej świętości. Dopiero po zajęciu się tą centralną sprawą, Synod może następnie docierać do tych, którzy znajdują się niejako na peryferiach życia rodzinnego lub w nieuregulowanych z różnych powodów sytuacjach. Im także powinien podpowiedzieć, jak mogą być bardziej zjednoczeni z Chrystusem. W końcu katolicki Synod na temat małżeństwa – w przeciwieństwie do ujęć świeckich, akademickich – musi opierać się na obrazie związku Chrystusa i Kościoła i poszukiwaniu, w jaki sposób możemy życie naszych rodzin do tej relacji upodobnić. Punktem wyjścia i dojścia Synodu powinna być „rodzina Boża”, którą scala przyjmowane Słowo i zawierany sakrament. Zacznijmy w tym miejscu, a dopiero potem zastanówmy się nad współczesnymi wyzwaniami. Wielu kreatywnych i skutecznych strategii duszpasterskich nie zabraknie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>