„NIE” dla ambasadora z mężem, „TAK” dla radnego z partnerem.

Bez większego echa przeszła u nas wiadomość o problematycznej nominacji na ambasadora Francji przy Stolicy Apostolskiej. Miał nim zostać Laurent Stefanini, doświadczony dyplomata, katolik, który już wcześniej pracował na placówce w Watykanie, piastując niższe rangą stanowisko radcy – ministra. Objęcie tam teki ambasadora byłoby dla niego naturalnym awansem. Tymczasem pisze się, że ta nominacja, oficjalnie ogłoszona przez Francję już 5 stycznia, nie zostanie przez Watykan przyjęta. Powód? Laurent Stefanini jest gejem.

W lutym nuncjusz apostolski we Francji, próbując dyplomatycznie wybrnąć z sytuacji, zaprosił Stefaniniego na rozmowę, w czasie której wypytał go, czy jest gotów zrezygnować z nominacji. Ten zaprzeczył. Czy odmowa uznania francuskiego ambasadora – elekta przez Watykan świadczy o nietolerancji wobec jego orientacji seksualnej i homofobii Watykanu? Na razie obowiązuje cisza w eterze. Formalnie w watykańskim Sekretariacie Stanu wciąż trwa procedura weryfikacji zaproponowanej przez Francję kandydatury. Oficjalne zgłoszenie kandydata przez Francję domaga się zajęcia oficjalnego stanowiska Stolicy Apostolskiej. Krótkie, prywatne spotkanie papieża z ambasadorem – elektem, które miało miejsce 17 kwietnia wieczorem, niczego oficjalnie nie zmieniło. Czy Stefanini ma więc szanse na fotel ambasadora w Watykanie?

Protokół dyplomatyczny radzi sobie z takimi sytuacjami bez większych trudności. W języku dyplomacji istnieje milion możliwości, aby miękko odmówić. Inna rzecz, że w obyczajach dyplomacji, takich jakie obowiązują w świecie zachodnim, nie prowadzi się gierek w rodzaju nominacji ambasadorskich dla kandydatów, o których wiadomo, że z różnych względów nie zostaną w danym kraju przyjęci. Pomysł, aby aktywnego geja mianować ambasadorem w Watykanie, czyli w państwie, które nie zwykło akredytować nawet ambasadorów rozwiedzionych czy żyjących w powtórnych związkach – to ewidentna gra dyplomatyczna ze strony Francji. To jakaś demonstracja czegoś ale czego – nie wiem. Dwa lata temu Francja zgodziła się na „małżeństwa” homoseksualne oraz przyznała tym parom prawo adoptowania dzieci. Parlament przegłosował te ustawy stosunkiem głosów 331 do 225, czyli szału nie było. Pisze się jednak teraz, że odmowa uznania ambasadora Stefaniniego przez Watykan jest swoistą retorsją Stolicy Apostolskiej za tamto prawo. Myślę, że to tak nie działa, tym bardziej że już w 2007 Francja próbowała mianować swoim ambasadorem w Watykanie geja ale po kilku miesiącach dyplomatycznej ciszy zamieniła tę kandydaturę na inną. Jestem pewny, że i tym razem będzie podobnie.

Jest to jednak sytuacja problematyczna. Zarówno w świetle opracowanego pod redakcją wiedeńskiego kardynała Schoenborna katechizmu, który bardzo wyraźnie rozróżnia samą skłonność homoseksualną od czynów homoseksualnych, jak również w świetle dorobku papieża Franciszka. Usłyszeliśmy kiedyś wyrwane z kontekstu i wypowiedziane nieformalnie ale jednak wypowiedziane słowa o tym, że papież nie czuje się władny, aby „ich” osądzać. Czy zablokowanie nominacji dla homoseksualnego ambasadora nie stoi więc w sprzeczności z papieską otwartością? W mówieniu o homoseksualistach Franciszek wyraźnie oddziela ich niezbywalną ludzką godność od ich nieuporządkowanych czynów. Subiektywnie myślę, że gdyby Stefanini był jedynie homoseksualnie zorientowany, bez aktywnie podtrzymywanych męsko – męskich relacji, miałby szanse na to stanowisko. Może nawet dzięki Franciszkowi miałby je, gdyby zadeklarował coś w rodzaju wejścia na drogę wstrzemięźliwości. Żyjąc w związku homoseksualnym z całą pewnością nie może zostać w Watykanie ambasadorem. Myślę, że Francuzi nie powinni go też rekomendować do Arabii Saudyjskiej ani do Iranu. Ale z pewnością znajdzie się parę krajów, w których będzie mógł godnie reprezentować V Republikę uczestnicząc w dyplomatycznych rautach ze swoim partnerem.

Podobny problem, choć w innej skali, wystąpił kilka lat temu w Austrii. Proboszcz małej parafii Stützenhofen, pochodzący – co może nie być bez znaczenia – z diecezji opolskiej, nie zatwierdził składu wybranej demokratycznie (Austria) Rady Parafialnej, bo jednym z wybranych był gej żyjący w zarejestrowanym związku homoseksualnym (Austria). Pan radny dostał 96 głosów na 116 możliwych, co wskazuje na to, że jest w swojej parafii lubiany i szanowany. Pracuje jako pielęgniarz, opiekuje się starszymi i niepełnosprawnymi. Proboszcz znał tego swojego parafianina i wiedział o jego orientacji. Ów problematyczny radny śpiewał w chórze parafialnym, przystępował też do komunii. Problem powstał dopiero po wyborach do Rady Parafialnej. Nie wiem, czy proboszcz starał się o usunięcie jego nazwiska z kart do głosowania, czy namawiał go (już po wyborach) do rezygnacji. Wiadomo, że początkowo uzyskał wsparcie kard. Christopha Schoenborna (ten od katechizmu). Ekscelencja jednak ostatecznie zmienił zdanie! Jakieś wpływowe organizacje zaczęły podnosić medialne larum, że ludzie Kościoła są homofobami i dyskryminują wierzących ze względu na orientację seksualną. Zrobiło się gorąco, więc kardynał udał się do Stützenhofen, aby osobiście rozeznać sprawę. Po rozmowie z Florianem Stanglem (kontrowersyjny radny) obwieścił, że zadał sobie następujące pytanie: „co zrobiłby w tej sytuacji Jezus?”. I odpowiedział sam sobie, że Jezus popatrzyłby przede wszystkim na człowieka. Kardynał zaznaczył jednak, że jego rozstrzygnięcie w tej kwestii jest jednostkowe i nie należy tej konkretnej decyzji odczytywać, jako zmiany standardów w Kościele austriackim. Proboszcz musiał odejść, bo był zły, a nowoczesny kardynał stał się gwiazdą.

Podsumowując: aktywny homoseksualista może być radnym parafialnym, bo zdaniem ważnego biskupa „tak chciałby Jezus” ale ten sam człowiek nie może zostać ambasadorem w Watykanie, bo to jest nie w porządku. Wszystko jasne?

Komentarze

  1. Kwiecień 28, 2015

    Tomasz Odpowiedz

    Hmm jakze mozna skomentowac ten tekst? Kosciol jest ogromnym organizmem obejmujacym caly swiat. Porownywac dwie sytuacje z roznych czesci tegoz swiata i roznych okresow oraz wyciagac z nich jakiekolwiek wnioski?

    Prosta analiza:
    1. Skandalem nie jest to, ze Watykan odrzuca kandydata na ambasadora. Skandalem jest ze Francja wysuwa taka kandydature. Wysylajac swego prezydenta pamietaja, ze pierwsza dama ma miec sukienke za kolana, pantofle zaslaniajace kostke i woalke czarna a zglaszajac ambasadora „jada po bandzie”. Tym bardziej, ze juz raz tego probowano i to bez skutku. Jawna prowokacja.

    2. Skandalem nie jest to, ze ten austriak zostal radnym. Skandalem jest to, ze normalnie przystepowal do komunii (zyjac jawnie w zwiazku homoseksualnym)!

    W tej sprawie jest wiele dwuznacznych sytuacji. Intencje rzadu francuskiego. Postepowanie dyplomaty „katolika”, ktory chyba ma rozum i sam powinien powiedziec ze w jego nominacji jest cos niestosownego.chyba ze bardziej ceni wiernosc wobec republiki? Dopuszczanie do komunii
    osob jawnie zyjacych w grzechu.

    Jednak pan dostrzega tylko jedna dziwna sytucje. A wiec to, ze jednego razu gej nie moze zostac ambasadorem przy Watykanie a innym razem jakis Austriak zostaje (nie od razu wszakze i nie bez kontrowersji ale zostal jednak, prawda?) radnym jakiejs pomniejszej parafii! To jest nasz problem.

  2. Kwiecień 28, 2015

    Tomasz Odpowiedz

    Pozwoli pan, ze ja pozwole sobie na drobna frywolnosc. Ale to rym znanego i cenionego poety. A jakze w temacie.

    „One Niemce i Francuzy
    Mają pludry i rajtuzy.
    Niechrześcijańską miłość głoszą
    I na wierzchu jajca noszą.
    Pyski w pudrach i w pomadkach,
    Wszy w perukach, franca w zadkach.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>