Nieuczciwość ponad wszystkim!

Smutne wydarzenia rozgrywają się w tych dniach w kilku kopalniach w naszym regionie. Czy w dostępnej nam przeszłości można było podjąć decyzje i działania, które pozwoliłyby uniknąć dzisiejszych protestów? Czy można było np. tak zarządzać kopalnią czy całą kompanią, aby dziś była ona dobrze prosperującą firmą, a nie kolosem na glinianych nogach? Albo czy można było przeprowadzić restrukturyzację tej czy innej kopalni, a nawet likwidację wcześniej i w taki sposób, żeby zminimalizować negatywne skutki społeczne? Od uczciwych odpowiedzi na te pytania zależy uczciwa ocena bieżących wydarzeń, a mam wrażenie, że o uczciwość tutaj najtrudniej.

W listopadzie 2012 roku Joanna Strzelec-Łobodzińska, ówczesna prezes zarządu Kompanii Węglowej S.A., rozdała kilkudziesięciu pierwszoklasistom zabrzańskich szkół zawodowych o profilu górniczym (i nie tylko im) certyfikaty gwarancji zatrudnienia w kopalniach należących do kompanii bezpośrednio po ukończeniu szkoły i uzyskaniu tytułu zawodowego. Dziś, kilkanaście miesięcy później, kompania znajduje się na skraju bankructwa. Co dziś warte są tamte deklaracje? Chłopaki wybrali sobie szkoły ponadgimnazjalne kierując się różnymi motywacjami ale perspektywa pewnego zatrudnienia była jednym z kluczowych argumentów. Czy z tego punktu widzenia składanie uczniom obietnicy zatrudnienia było uczciwe?

Kiedyś wymyślono, że połączenie odrębnych choć faktycznie nie samobilansujących się zakładów wydobywczych będzie remedium na ich ujemne wyniki finansowe. Przejściowo ten zabieg pozwolił branży złapać oddech po radykalnych ale uczciwych reformach rządu Jerzego Buzka. Ta formuła funkcjonowania kopalń kończy się na naszych oczach. Warszawka natomiast udaje, że problemu nie dostrzega albo – co gorsza – faktycznie go nie dostrzega. Rząd, będąc jedyną stroną, która może przejawić inicjatywę w tym zakresie – nie przejawiał jej przez lata, w imię tzw. polityki ciepłej wody w kranie – jakoś to będzie, jakoś się kręci, a co później – zobaczymy. Francuzi, Włosi, Niemcy – sprawnie poradzili sobie z górnictwem węgla kamiennego. Z wymienionych krajów jedynie w Niemczech funkcjonują jeszcze zaledwie 4 kopalnie ale już dziś wiadomo, że w roku 2018 zakończą się utrzymujące je przy życiu państwowe subwencje. Tam więc politycy podjęli kiedyś odpowiedzialnie strategiczną decyzję, która jest obecnie konsekwentnie realizowana. Wiadomo, że w gospodarce opartej na energetyce jądrowej podjęcie takiej decyzji było znaczenie prostsze. Nasi politycy są – niestety – niezdolni do strategicznego planowania i to jest smutne. Mamienie kopalń i samorządów perspektywą restrukturyzacji tylko po to, żeby wkrótce po samorządowych wyborach upublicznić szczegółowy plan likwidacji – jest zwyczajnie nieuczciwe. Opieszałość i niekompetencja w tej istotnej dla regionu kwestii gospodarczo – społecznej jest na szczeblu rządowym ewidentna i kompromitująca.

Ale druga strona medalu też nie wygląda optymistycznie. W dekadach słusznie minionych, ze względu na olbrzymie znaczenie eksportu węgla dla bilansu handlowego Polski, górnicy byli grupą zawodową szczególnie eksploatowaną. Wydłużano im czas pracy, zachętami finansowymi nakłaniano do rezygnacji z dni wolnych od pracy, sprowadzano do pracy w kopalniach osoby z innych regionów Polski, starano się doprowadzić do laicyzacji życia tej grupy zawodowej nakłaniając górników do rezygnacji z udziału w mszach, procesjach, chrztach i do zawierania wyłącznie ślubów cywilnych. Z tych powodów w momencie wybuchu protestu społecznego w 1980 roku i przy powstaniu NSZZ Solidarność, górnicy, mimo pewnych przywilejów ekonomicznych, stali się jedną z najważniejszych w Polsce grup protestujących przeciwko komunistycznej władzy. Ale to wszystko ujęcia historyczne. Dziś, zachowując szacunek i wdzięczną pamięć dla tamtych dokonań górniczej braci, musimy uwzględniać współczesne realia. Jeśli kopalnia nie jest w stanie utrzymać się dzięki prowadzonemu wydobyciu to nie może funkcjonować. Są zakłady, które dają radę ale większość ledwie wychodzi na „0” lub jest wyraźnie pod kreską, ciągnąc w dół inne. Taka sytuacja nie może trwać w nieskończoność. Powoływanie się na szczególne zasługi z dawnych lat albo eskalując protesty albo strasząc rozruchami w stolicy – niewiele można trwale wskórać.

Opieszałość rządu jest skandaliczna ale uzależnienie bytu swojego i swojej rodziny od rozsądku rządzących z rozsądkiem za wiele wspólnego nie ma. Górnikom dołowym dają dwuletnie odprawy – to nie jest mało pieniędzy, żadna zapomoga socjalna ani kuroniówka, tylko całkiem solidny zastrzyk finansowy. W sam raz, żeby się zastanowić nad nowym rodzajem działalności albo poszukać przez jakiś czas roboty, dzięki której można będzie utrzymywać siebie i swoją rodzinę. Nie jest to proste, a poza tym taka suma na koncie kusi, z taką sumą na koncie nie do końca wiadomo, co zrobić. Ale mając kilkadziesiąt tysięcy – nie zostaje się jednak z niczym. Jeśli komuś proponuje się przejście do innych kopalń, nawet położonych kilkanaście- lub kilkadziesiąt kilometrów dalej niż zakład dotychczasowy – to jest propozycja do poważnego rozważenia. Zmiana miejsca pracy to jednak nie to samo, co zwolnienie. Wielu ludzi tak robi w czasie swojej zawodowej kariery, niektórzy wielokrotnie. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla aroganckich działań rządu ale na dłuższą metę trudno się obrażać – trzeba myśleć o utrzymaniu rodziny. W tym temacie nie ma co liczyć na rząd. Żałuję, że ten aspekt, choć zdecydowanie „niepolityczny”,  jest w przekazach zupełnie pomijany. Związkowcy preferują cyniczne gierki medialne. A grają ostro, bo o ile pracowity górnik prędzej czy później nowe zajęcia znajdzie, o tyle wyszczekany związkowiec będzie miał o wiele trudniej. Zamiast organizować ludzi na blokady albo „szykować na Warszawę, żeby rozwalić Sejm” trzeba raczej myśleć o szkoleniach, które pozwolą górnikom dobrze zagospodarować odprawy i odnaleźć się poza kopalniami. Pomijanie tego aspektu jest skrajnie nieuczciwe.

Imponuje mi wrażliwość władz samorządowych Bytomia, Gliwic, Rudy Śląskiej i Zabrza. Prezydenci chcieliby być partnerami w tych dialogach, nie gorzej traktowanymi niż związkowcy, a są – niestety – przez stronę rządową pomijani. O sobotnich negocjacjach w sprawie likwidacji kopalń włodarze miast zostali poinformowani 1,5 h przed ich rozpoczęciem. Czy to jest przejaw odpowiedzialnego zarządzania zmianą w strategicznym przedsiębiorstwie państwowym? Formalnie miasta nie są stronami tego postępowania ale w przypadku likwidacji będą odgrywać kluczowe role, ponosząc koszta społeczne wprowadzanych zmian. Utrudnianie im udziału w tych procesach jest nieuczciwe. I tak na marginesie: czy to aby na pewno rachunek ekonomiczny zdecydował o likwidacji kopalń położonych w tych miastach, gdzie nie rządzą prezydenci partii rządzącej?

Obawiam się, że nie ma zadowalającego wszystkich wyjścia z obecnej sytuacji. Ale skoro nie wiadomo co robić, zawsze można postępować uczciwie!

Foto: z profilu TT @MariaOlecha
W tekście wykorzystałem fragmenty niepublikowanego opracowania prof. Ryszarda Kaczmarka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>