Nowy świt

Przeczytałem obydwie książki, które dotychczas wydał Tomasz Sobania – młody pisarz z Toszka, małego miasteczka na Górnym Śląsku. Pierwszą była „Speculo”, drugą jest „Nowy świt”. Z pewnością można oczekiwać kolejnych jego książek. W każdym razie – właśnie skończyłem tę drugą. Jest to przygodowa powieść z futurystycznymi wątkami science – fiction. Jako czytelnik nieobeznany z przykładami tego typu literatury, pozwolę sobie na wstępie na zestawienie wrażeń towarzyszących czytaniu tej książki z wrażeniami, które pamiętam z obejrzanych filmów o podobnym charakterze. Po jej przeczytaniu nasuwają mi się mianowicie skojarzenia z takimi filmami jak „Armagedon”, „Dzień Niepodległości”, „Dzień zagłady”, „Surwiwalista” czy „Mission impossibile”. Wspominam o tych (subiektywnych) skojarzeniach, aby tym, którzy widzieli niektóre z tych filmów, a książki jeszcze nie przeczytali, zilustrować charakter powieści Tomasza Sobani. Nawiasem mówiąc – niewątpliwie posiada ona także potencjał filmowy. Jest pomyślana jako seria i kto wie, czy kiedyś poszczególne jej części nie doczekają się ekranizacji.

Streszczając najkrócej fabułę książki, można by napisać, że opowiada ona o grupie ludzi, którzy usiłują przetrwać na świecie po inwazji Obcych. Akcja rozgrywa się w Waszyngtonie, a zwłaszcza w jego okolicach. Fabularne szczegóły czekają na czytelników w edytorsko niezłej publikacji, na 366 stronach uporządkowanych w XXII objętościowo zróżnicowanych rozdziałach. Edycja pozbawiona jest ilustracji, nie licząc okładki, której ostateczną formę autor ustalił zbierając opinie na popularnym portalu społecznościowym. „Nowy świt” dobrze się czyta, nie tylko w sensie technicznym, ale przede wszystkim jako sprawnie opowiadaną historię. Wydarzenia płyną tu wartkim nurtem i w wielu momentach trudno jest przerwać lekturę i wrócić do niej później. Mimo sporej objętości książkę czyta się płynnie. Jest kilka wątków czy płaszczyzn narracyjnych, które uważam za szczególnie ciekawe i tym kwestiom chciałbym poświęcić niniejszy wpis. Nie są to więc usiłowania w kierunku profesjonalnej recenzji, ale raczej garść refleksji spisanych na gorąco krótko po zakończeniu lektury.

Za niebywale ciekawe uważam poważne próby ukazywania ludzkości w obliczu zagłady świata. Wypowiedzi filmowe, sugestywnie oddziałując na widzów, ukazują z reguły potęgę Obcych poprzez rozmiar dziejących się za ich sprawą zniszczeń. Możliwości skutecznego oporu przeciw najeźdźcom z kosmosu lub zwycięskiej potyczki z nimi, choć w zasadzie – przez ich technologiczne zaawansowanie – niewyobrażalne, w filmach dokonują się jednak! Zwykle dzięki odwadze głównego bohatera, który w splocie nadzwyczajnych okoliczności zadaje najeźdźcom cios decydujący o ocaleniu ludzkości. Tomasz Sobania oszczędza czytelnikom szczegółów dotyczących potencjału Obcych i przebiegu samej inwazji, choć daje do zrozumienia, że ofiar było wiele. Obcy w prozie toszeckiego pisarza są poddani zabiegom licznych antropomorfizacji: oddychają, śpią, komunikują się ludzkim językiem, przeżywają emocje. Istnieje kilka ich rodzajów: są gapowaci zbieracze, są czujni i uzbrojeni po zęby strażnicy, jest oddział do zadań specjalnych, są medycy, są naukowcy i z pewnością wielu jeszcze innych. Wszyscy oni komunikują się ze sobą w sposób, który do złudzenia przypomina komunikowanie się ludzi. Nie chodzi o to, że używają ludzkiego języka, ale przede wszystkim o to, że wyraźnie występują u nich stany emocjonalne towarzyszące przecież zwykle ludzkiemu komunikowaniu się. W niektórych momentach czytelnik może żywić wątpliwości co do niszczycielskiej potęgi tych Obcych. Czasem są oni bowiem prezentowani, jako istoty dość nieporadne, które bardzo łatwo przechytrzyć i pokonać. Choć zawsze pozostają wrogim zbiorem silnych, bezwzględnych, trudnych do pokonania przeciwników, to ich pokonanie jest u Tomasza Sobani możliwe. Obcy w „Nowym świcie”, choć są od nas technologicznie bardziej zaawansowani i ewolucyjnie odlegli, to jednak ich, jakby to nazwać, kondycja egzystencjalna, nie tworzy nad Ziemianami przewagi absolutnej. Tych Obcych można pokonać!

Głównymi bohaterami „Nowego świtu” są jednak ludzie, a konkretnie przypadkowa grupa osób, którzy przeżyli inwazję Obcych. Schronili się oni w górzystych lasach w okolicy Waszyngtonu i na swój sposób starają się zorganizować sobie życie w wymuszonych warunkach. Autor zadbał o to, aby była to grupa reprezentatywna dla społeczeństwa amerykańskiego. Są więc wśród nich przedstawiciele różnych nacji, różnego wieku, różnego poziomu wykształcenia, są na ogół zgrani, choć wiele wskazuje na to, że poznali się dopiero po inwazji. Optymistycznie prezentuje się styl ich życia po inwazji w kontekście tego, jak z pewnością żyli przedtem, ale o tym wiemy niewiele. Nie znamy szczegółów z ich życia, jedynie częściowo są one ujawniane w różnych momentach opowieści w formie zwięzłych retrospekcji. Ponad wszelką wątpliwość wiemy, że bohaterowie umieją przetrwać na łonie przyrody, żyją w jaskini, polują, sprawnie przemieszczają się po lesie, dysponują znakomitą kondycją, co potwierdzają liczne wypady w odległe zakątki okolicy. Dzielą się obowiązkami – choć wiele zadań starają się wykonywać razem, to zwykle mężczyźni polują, a kobiety przyrządzają posiłki. Mentalnym przewodnikiem grupy jest najstarszy wiekiem mężczyzna – Bill. Ale główny bohater to Hektor, który wraz z Naomi dołączył do grupy krótko po ucieczce z Waszyngtonu w dniu inwazji Obcych. W grupie obowiązują niepisane partnerskie zasady, relacje oparte są na wzajemnym zaufaniu, ludzie troszczą się o siebie, pomagają sobie. Nie jest to jednak w żadnym razie utopijna wizja jakiegoś rodzaju komuny, żyjącej w trwałym dobrostanie. Początkowo ludzie walczą o każdy dzień, z obawą wypatrują Obcych, wciąż przed nimi uciekają, z innymi ludźmi, którym też udało się przeżyć dzień inwazji, rywalizują o pożywienie, czasem rywalizacja ma przebieg dramatyczny. Z czasem jednak ich nastawienie zmienia się – podejmują odważne próby zbliżenia się do przybyszów z kosmosu, poznania ich, organizują udane akcje sabotażowe. Po wielu tygodniach życia w strachu, ciągłej ucieczki, ludzie decydują, że nie tak będzie wyglądało ich życie.

Na różne sposoby ludzie weszli w posiadanie broni, co w USA może nie jest czymś nadzwyczajnym. Okazało się jednak, że tą bronią nie potrafią w żaden sposób zagrozić Obcym – ci są na jej działanie całkowicie odporni. Okazuje się, że broń służy więc wyłącznie do podniesienia poziomu poczucia bezpieczeństwa, do polowania albo do walk z innymi ludźmi, do których czasem również dochodzi. U Tomasza Sobani wszyscy ludzie w obliczu inwazji Obcych nie są bowiem w pełni zjednoczeni i pozytywnie zmotywowani: niektórzy są egocentryczni, czasem zrozpaczeni, czasem agresywni. W tym kontekście bohaterowie przeżywają m.in. śmierć i pogrzeb jednego z nich. Bez cienia wątpliwość ludzie wykorzystują fundamentalną zasadę prawa naturalnego, która daje pierwszeństwo powszechnego przeznaczenia dóbr przed ich przeznaczeniem indywidualnym. Bez skrępowania udają się zatem do okolicznych miejscowości, przeszukują opuszczone domy, z których zabierają pożywienie i różnego rodzaju pomocne przedmioty, w tym także samochody do dalszych wypraw. Ale z drugiej strony nie nadużywają swojej przewagi, czego dowodzi scena z warchlakiem, którego mimo poważnych deficytów żywieniowych nie zabijają uznając, że to konkretne odebranie życia byłoby z ich strony nadużyciem. Dlaczego? Bo pozyskanego w ten sposób mięsa i tak nie wystarczyłoby dla wszystkich. Nawiasem mówiąc sama czynność jedzenia jest w tej powieści mocno eksponowana. Bohaterowie często są głodni, niedożywieni, z głodu osłabieni albo właśnie coś pałaszują, pochłaniają lub wcinają. W takim stylu życia, jaki przyszło im wieść, jest to ekspozycja całkowicie naturalna i dodająca wiarygodności opisywanym wydarzeniom.

Sporo jest wątków i myśli, które rodzą się na marginesie lektury „Nowego świtu”. Nie czytałem tej książki z ołówkiem, robiąc notatki, więc nie wszystkie szczegółowe kwestie jestem w stanie wspomnieć (nieprzypadkowe są przynajmniej niektóre imiona, symboliczna jest nazwa miejsca, w od którego zaczęła się przemiana bohaterów z uciekinierów w ludzi z inicjatywą zaszkodzenia Obcym itd.). Generalnie towarzyszy mi poczucie dobrze spędzonych chwil na lekturze tej książki. Była to oczywiście rozrywka zaplanowana na czas urlopu, ale bardzo pożyteczna, intelektualna rozrywka. Powieść ta stanowi dobrą alternatywę dla hollywoodzkich, bardzo spłaszczonych apokaliptycznych narracji. Tutaj jest więcej niuansów, więcej okazji do refleksji. Choć wspólnym mianownikiem wszystkich znanych mi ujęć dotyczących przybycia Obcych, jest przekonanie o tym, że oni nam zagrażają, że jedynym motywem ich pojawienia się na Ziemi będzie (jeśli będzie) spowodowanie naszej zagłady. Ostatnie strony „Nowego świtu” Tomasza Sobani potwierdzają, że i tutaj aktualna jest dokładnie ta ich intencja. Rezultat ostatecznej rozgrywki z Obcymi pozostaje jednak otwarty. Czekając na część II „Nowego świtu” zachęcam do lektury części I i do refleksji. Inwazja obcych wydaje się zjawiskiem mocno abstrakcyjnym, ale nasze ludzkie i międzyludzkie wartości, postawy, wzajemne relacje, warto czasem przemyśleć z perspektywy wydarzeń literackich, nawet mocno abstrakcyjnych. Polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>