O złych nauczycielach, który skrzywdzili uczniów

Niezbyt idzie mi w ostatnim czasie tworzenie zaplanowanych do napisania tekstów. Codzienność dostarcza tak wielu wyrazistych inspiracji, że trudno przejść obok nich obojętnie. Jednym z takich tematów jest spotkanie dzieci z podstawówki w 12-tysięcnym Aleksandrowie Kujawskim z prezydentem Bronisławem Komorowskim. Spotkanie okazało się tak kontrowersyjne, że aż majestat MEN był łaskaw zająć stanowisko, lokalne kuratorium zarządziło kontrolę, a kto wie, czy podkrakowscy kameduli nie odprawią nocnych czuwań za spokój dziecięcych serc i umysłów wystawionych (w czasie lekcji!) na kontakt z prezydentem naszego kraju. Czy jednak rzeczywiście wydarzyło się cokolwiek, co wymusiło zajęcie się tym tematem przez władze i media?

Ponieważ oddolna szkolna biurokracja, chcąc zaspokoić prawdziwe lub hipotetyczne oczekiwania władzy zwierzchniej, rozrośnięta jest do granic absurdu, każde wyjście uczniów ze szkoły obwarowane jest szeregiem formalności (nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak te formalności są rozbudowane ale dziś nie o tym). Kuratoryjna kontrola solidnie sprawdzi, czy wszystkie te formalności zostały dopełnione. Jeśli okaże się, że nie zostały, a zapewne jakieś mniej ważne szczegóły pominięto, szkoła otrzyma z kuratorium pokontrolne zalecenia – czyli wytyczne, w których będzie napisane, że takie a takie przepisy zostały naruszone lub takich a takich procedur nie dochowano, i żeby w przyszłości ich koniecznie dochowywać, koniecznie! Dyrektorka zostanie też zobowiązana, żeby w określonym terminie zdać sprawozdanie z wykonania zaleceń. Kuratoryjna kontrola w przekazach medialnych brzmi mniej więcej, jak zapowiedź publicznego poćwiartowania kogoś (z posoleniem), w praktyce oznacza głównie przeglądanie i pisanie papierów. W tej sprawie ze strony kuratorium nic szkole nie grozi.

Pewną niewiadomą jest postawa rodziców. Jeśli okaże się, że są wśród nich grupki zapalczywych zwolenników, a zwłaszcza przeciwników Bronisława Komorowskiego – ci drudzy urządzą zapewne lokalne brewerie, zapraszając łase na takie kąski media. Efekt będzie taki, że powstanie medialne wrażenie konfliktu w tej miejscowości. Nie daj Boże, jeszcze jacyś niszowi politycy przyjadą i udzielą protestującym tzw. wsparcia ogłaszając, że wrogi obóz polityczny indoktrynuje politycznie dzieci, więc nie należy głosować na Komorowskiego tylko na kogoś innego, bo tylko ten drugi zagwarantuje szkołę wolną od politycznej agitki. I pewnie ktoś w to uwierzy.

Dalmy spokój marginaliom. Najważniejsza jest perspektywa dzieci. Najważniejsza – znaczy, że dwie powyższe (formalno – prawna i rodzicielska) są mniej ważne. Dzieci w Aleksandrowie Kujawskim otrzymały możliwość spotkania się prezydentem Polski. Podobno taka możliwość już kiedyś tam miała miejsce, a było to 80 lat temu. Nieczęsto, nie tylko w Aleksandrowie Kujawskim, zdarza się uczniom możliwość spotkania z panem prezydentem. Trzeba pamiętać, że takie dziecięce spotkanie wolne jest w oczach dzieci od wszelkiej politycznej otoczki, posiada zabarwienie czysto emocjonalne i patriotyczne – to wyłącznie Bronisław Komorowski – Prezydent Polski. Jeśli to spotkanie zyska jakieś negatywne zabarwienie, będzie to wyłącznie zasługa dorosłych. To przeżycie, te rozmowy, gesty, zdjęcia – dzieciaki będą wspominać już zawsze, kronika szkolna wzbogaci się o wspaniałe karty, a historia miasta także o spotkaniu tym nie zapomni. To było obiektywnie wydarzenie wielkie, dla którego można było poświęcić kilka lekcji. Lekcje, nawiasem mówiąc, będą musiały zostać odpracowane, bo liczba języków polskich i innych matematyk w danym okresie nauki musi się zgadzać. Strat edukacyjnych nie przewiduje się. O co więc ta medialna kontrowersja?

Kiedy w 1999 r. papież Jan Paweł II przyjechał w końcu do Gliwic, a dokładnie kiedy okazało się, że w końcu przyjedzie, pracowałem jako katecheta w jednej z zabrzańskich szkół średnich. Mój staż pracy wynosił wtedy niecałe 2 lat, nie znałem wielu wewnątrzszkolnych procedur ani oświatowych przepisów. Decyzja i informacja o tym, że papież jednak do Gliwic przyjedzie, była dość spontaniczna. Zgodnie z obowiązującymi regulacjami szkolnymi powinno więc być tak, że kiedy w Gliwicach będzie lądował Jan Paweł II, ja będę w Zabrzu zapisywał na tablicy temat lekcji, np. „Jan Paweł II w Gliwicach”. To byłoby zgodne z przepisami. Pamiętam, że dość powszechnym odruchem dużej części nauczycieli i dużej części uczniów (bo nie wszystkich – żeby nie było) była spontaniczna chęć pojechania do Gliwic na spotkanie z papieżem. Więc pojechaliśmy: bez karty wycieczki, bez zgód rodziców, bez zamówionego środka transportu. Pojechaliśmy, bo była możliwość bezpośredniego spotkania się z wielkim człowiekiem. Dzięki temu wierzę, że mamy dziś tamto spotkanie w dobrej pamięci: przylot śmigłowca, słynne dialogi, prowizoryczne warunki na gliwickim lotnisku – jestem przekonany, że wszystko to pamiętamy dobrze i pozytywnie. Gdybym wtedy zapisał temat na tablicy – dziś na pewno nie miałbym pojęcia o czym mówiliśmy.

Kiedy do małego, średniego lub nawet dużego miasta przyjeżdża prezydent Polski, to naprawdę nie musi oznaczać kolejnej rundy starcia Platformy z Pisem. Rozumiem, że jest wielu ludzi, którym trudno w to uwierzyć ale to naprawdę możliwe i fakt, że o tym piszę, wcale nie oznacza, że jestem radykalnym antykaczystą. Nie podobały mi się dzieci trzymające ulotki wyborcze pana prezydenta. Na takim obrazku powinny znajdować się wyłącznie dzieci partyjnych działaczy. Ale ostatecznie jakaś wielka krzywda z tego nie powstała. Te dzieciaki jeszcze nie głosują, a o ile wiem, nikt ich nie namawiał, żeby prosiły rodziców o głosy na Komorowskiego. Politycy i urzędnicy, którzy wzięli się za komentowanie tego spotkania, mają umysły naznaczone mentalnością politycznej walki lub administracyjnych procedur. Żadna z tych poetyk nie jest zdolna opisać przeżyć, które stały się udziałem dzieci podczas spotkania z Panem Prezydentem Polski.

Przepisy oświatowe nie przewidują co robić, kiedy ważna współczesna postać pojawia się w okolicy. Postępując w takiej sytuacji zgodnie z przepisami narażamy się na utratę ważnych życiowych doświadczeń. Żałuję, że moi synowie, którzy chodzą do podstawówki, nie mieli okazji wybrać się na takie spotkanie. Uważam, że warto wziąć udział w spotkaniu z prezydentem, nawet narażając się na kontrolę kuratorium.

Dla dociekliwych
http://www.polskieradio.pl/9/299/Artykul/1398066

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>