Obce ciało

Gdyby istniał festiwal albo „akademia” przyznająca filmom nagrody wg kryterium liczby dylematów moralnych, w które uwikłano bohaterów, obrazy Zanussiego byłyby zawsze w czołówce.  Natomiast filmem „Obce ciało” wygrałby w cuglach. Mamy tutaj takie problemy jak: rozliczenia z niechlubną przeszłością nie-biologicznej matki, wpływ rodziców na życiowe decyzje dzieci, etyka w biznesie, powołanie do życia zakonnego, wierność w miłości, prawda i prawdomówność… Sporo tego, nawet jak na 2-godzinny film.

Rzecz jest o tym, jak dwoje uczestników kościelnej grupy modlitewnej – Angelo i Kasia – romansują, choć z grubsza wiadomo, że ona wybiera się do zakonu i to nie byle jakiego – z filmu trochę wynika, że chodzi o karmelitanki. Para jest międzynarodowa ale Kasia wstępuje do zakonu w Polsce. Angelo, za sprawą ojca Kasi – przeciwnego wstąpieniu córki do zakonu , przyjeżdża do Polski, spotyka się z nią i… odwozi ją do klasztoru, potem też ją tam odwiedza ale na prośbę nowicjuszki – przestaje. Cały czas Angelo żyje tą miłością, bardzo w nią wierzy i czeka. I uczestniczy w spotkaniach tej samej grupy modlitewnej. Zatrudnia się jednocześnie w międzynarodowej korporacji, gdzie staje się obiektem intryg szefowej, która chce go wykorzystywać na różne sposoby i do różnych celów, przy czym nie każdy jej pomysł okazuje się udany. Angelo pozostaje wierny karmelitańskiej nowicjuszce. Jednocześnie podejmuje ryzykowne korporacyjne gry na rzecz pozyskania ważnego dla firmy kontraktu, przez co ląduje w rosyjskim więzieniu. Przeżywa tam potworne upokorzenia ale kiedy pojawia się możliwość skrócenia odsiadki – nie wchodzi w niejasne kompromisy, także wobec korporacji pozostaje lojalny. Kasia uzyskuje zgodę na opuszczenie karmelu, aby spotkać się z Angelo, spotykają się ale ona wraca. Szefowa Angelo traci możliwość awansu, bo otrzymuje ją ktoś inny (Weronika Rosati) –wcześniej przez nią wykorzystywany do niemoralnych działań na rzecz przejęcia owego ważnego kontraktu. Władcza szefowa kompensuje sobie frustrację sadomasochistyczną sesją z dwoma niewolnikami. Kasia składa śluby, szefowa popada w apatię, a Angelo dojrzewa do kompromisu między wyobrażeniem szczęścia a nieuchronną rzeczywistością…

Dziwna sprawa z tym filmem, bo zdaje się że zamysł wybitnego twórcy rozminął się z jego realizacją. Gdyby Zanussi zlecił ten film do nakręcenia swoim uczniom – adeptom, nie byłoby o czym rozprawiać. Tymczasem to dzieło samego Mistrza. Zamysł – zdaje się – był taki, aby wyeksponować coś na kształt współczesnych cierpień młodego Wertera. Niespełniona miłość zdaje się tutaj być bardziej na wyciągnięcie ręki niż u Goethego ale rezultat jest i tam i tu podobny. Nie udało się ani osiągnąć spełnienia w miłości ani zastąpić jej czymś równoważnym. Obecny w filmie temat konfliktu między powołaniem do życia zakonnego, a miłością ludzką jest bardzo aktualny. Zanussi oczywiście podał go w formie możliwie najbardziej zawoalowanej, filozoficznej, metafizycznej nawet – wiadomo, Zanussi. Gdyby zredukować tych kilka pięter dylematów moralnych i zostawić jeden temat główny – byłby to całkiem atrakcyjny obraz. No ale to nie u Zanussiego.

Wracając do rozminięcia zamysłu z realizacją. Główną bohaterką jest psychopatyczna szefowa Angelo – imieniem Kris. Dążąc do podporządkowania sobie tego włoskiego specjalisty stosuje wszelkie możliwe chwyty: uwodzenie, podstęp, polecenia, nagrody. Temat Angelo i Kasi jest w filmie marginalny, a najbardziej – wątek samej Kasi w klasztorze, ten wątek w zasadzie nie istnieje. Może więc jest to film nie o napięciach między powołaniem a miłością ale o praktycznych dylematach współczesnej wiary? Dziś bycie wierzącym nie może być utożsamiane wyłącznie z „chodzeniem do kościoła” albo z metryką chrztu. Nie może też oznaczać gotowości do rzucania się w różnego rodzaju przepaści z okrzykiem „Jezus jest Panem”. Dziś bycie wierzącym to także konkretne decyzje – osobiste i służbowe, dotyczące teraźniejszości i przyszłości. Angelo jest w korporacji „ciałem obcym” – nie poddaje biernie nurtowi wydarzeń ale walczy (wewnętrznie) o przestrzeń dla podejmowania dobrych decyzji. Brak happy endu jest bardzo przygnębiający choć realistyczny. Komuś się udaje, ktoś ponosi porażkę: wypisz, wymaluj – samo życie. Ale czemu ta opowieść jest tak skomplikowana, poważna i czemu bohaterowie hamletyzują – nie mam pojęcia. Rozminięcie zamysłu z realizacją widać na jeszcze jednej płaszczyźnie – film jest podobno bardziej czytelny, atrakcyjny i zrozumiały w wypowiedziach reżysera i w recenzjach niż… w kinie. A może jest tak, że niektórych tematów, jeśli mają zostać wiarygodne, nie da się pokazać prosto…?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>