Odwaga byłych księży

Zdecydowanie mniej znany, o ile w ogóle, jest u nas ks. Krzysztof Charamsa niż ks. Wojciech Lemański. Ten pierwszy jest znakomicie wykształconym teologiem, byłym urzędnikiem watykańskiej Kongregacji Doktryny Wiary, byłym drugim sekretarzem Międzynarodowej Komisji Teologicznej, byłym wykładowcą Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego, słowem: szycha. Ten drugi – to były proboszcz z Jasienicy, dekanat Tłuszcz, diecezja warszawsko-praska. Pod względem prawnym ks. Charamsa znajduje się obecnie w sytuacji podobnej do ks. Wojciecha Lemańskiego. Obydwaj są suspendowani, co oznacza bezterminowe zawieszenie w publicznym wykonywaniu kapłańskich obowiązków. Nie podejmuję się szczegółowej prezentacji różnych niuansów kary suspensy, bo nie mam w tym zakresie wystarczającej wiedzy. Wiem, że suspendowany ksiądz może sprawować msze św., ale tylko prywatnie i może udzielać wiernym sakramentów, ale tylko w niebezpieczeństwie ich śmierci. W uproszczeniu można przyjąć, że suspendowany ksiądz jest radykalnie zawieszony. Kwestie egzystencjalne, takie jak zamieszkanie, utrzymanie, ubezpieczenie zdrowotne itd. stają się dla suspendowanego księdza jego prywatnymi kwestiami. Suspensa jest karą dotkliwą, ale odwracalną. Może zostać cofnięta, jeśli ustaną przyczyny, dla których została nałożona. O ewentualnym ustaniu przyczyn decyduje ten sam, kto karę nakłada, czyli biskup.

Na ile to możliwe śledzę losy jednego i drugiego księdza. Ks. Lemański zabiega o możliwość bycia zwykłym księdzem: publicznego sprawowania mszy św., udzielania sakramentów, głoszenia kazań, nauczania religii… Jestem przekonany, że gdyby było mu dane być księdzem w innej diecezji, niemal na pewno nie byłby w sytuacji takiej, w jakiej znajduje się obecnie. Jestem pewny, że są w Polsce biskupi, którzy byliby zdolni podczas koncelebrowanej liturgii przekazać sobie z ks. Lemańskim znak pokoju. Abp Hoser pokazał, że jest typem kościelnego urzędnika i pokazuje, że jest wobec ks. Lemańskiego nieugięty. Kara trwa. Tygodnik Powszechny, a czasem też Gazeta Wyborcza piszą o tym, jak ksiądz Wojciech dziś żyje. Z przykrością czyta się te teksty… Odwagą księdza Lemańskiego jest codzienna wierność swojemu kapłańskiemu powołaniu. Wierzę, że ta wierność zostanie mu wynagrodzona.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja ks. Charamsy. To ksiądz, który stał się znany dwa lata temu. Opublikował wówczas w Tygodniku Powszechnym świetny tekst, krytyczny wobec poczynań ks. Dariusza Oko, zatytułowany „Teologia i przemoc”. Zamiast pozytywnego teologicznego poruszenia, tekst ten wywołał jednak gigantyczną konsternację. Publikacja zyskała rozgłos, ponieważ autorem tekstu był wytrawny teolog, urzędnik watykańskiej kongregacji. Formalnie nie był to oczywiście głos magisterium Kościoła, ale praktycznie – prawie nim był. Tekst był bardzo potrzebny, bo publicystyczna działalność księdza Oko jest wysoce szkodliwa, a wśród lokalnych autorytetów teologicznych panuje – zdaje się – przekonanie, że lepiej zmilczeć to, co on wyprawia, niż z nim polemizować. Każdym z wątków swojego tekstu ks. Charamsa trafiał idealnie, precyzyjnie, teologicznie i metodologicznie. Zamieszczona obok polemika ks. Oko wyglądała dość nieporadnie, by nie powiedzieć – kompromitująco. Okazało się jednak, że publikacja ks. Krzysztofa w „Tygodniku” miała dla autora inny cel. Tekst był elementem planu, którego kulminacją było ujawnienie przez autora swojej homoseksualnej orientacji seksualnej. Uczynił to w sposób znakomicie zaplanowany. Publikując tekst w Tygodniu Powszechnym był już bowiem poumawiany z włoskimi mediami (mieszkał wtedy we Włoszech) w jednej z rzymskich knajpek, aby tam w obiektywach kamer i w świetle fleszy ogłosić publicznie, że jest gejem i żyje w związku partnerskim, w którym jest szczęśliwy. Przy okazji napomknął też, że napisał książkę o różnych skandalicznych sytuacjach w Stolicy Apostolskiej, w której szeroko ujawnia różne krępujące i pieczołowicie przez Watykan skrywane fakty. Reklama dźwignią handlu, a z czegoś trzeba żyć… Z przekazów medialnych wiem, że ksiądz Krzysztof udziela się w różnych organizacjach, w których walczy o prawa mniejszości, w szczególności seksualnych. Odwaga księdza Charamsy polega na tym, że przyznał się publicznie, iż nie podołał złożonemu przed laty przyrzeczeniu życia w celibacie. Nic nie słychać o jego wewnętrznych napięciach wynikających z braku możliwości odprawiania mszy św., udzielania sakramentów, głoszenia kazań, nauczania… Ale wyrażanie swojej seksualności też jest ważne.

Impulsem do podzielenia się tą refleksją jest wywiad z ks. Krzysztofem Charamsą, jaki zamieściła sobotnia Wyborcza. Ksiądz doktor znalazł wydawnictwo, które zgodziło się wydać jego książkę po polsku. W księgarniach pojawi się w maju. Tekst w Wyborczej chyba przybliża nieco jej tematykę. Piszę „chyba”, bo nie jestem pewny, a w zasadzie chciałbym się mylić. W rozmowie z Gazetą suspendowany ksiądz wytacza przeciw doktrynie Kościoła najcięższe działa krytyki i potępienia za taki, a nie inny stosunek do homoseksualizmu. Krytykuje też stosunek do homoseksualistów, jako przejaw instytucjonalnej pychy Kościoła. Szczerze mówiąc, nie sądzę, aby ten człowiek naprawdę oczekiwał, że Kościół zaakceptuje związki homoseksualne. A skoro doskonale wie, że jego tezy są kompletnie nierealne, to tworzenie tej książki oraz quasi sensacyjnej otoczki wokół tematu „Kościół a homoseksualizm”, nie może być niczym innym, jak tylko cyniczną zagrywką marketingową ukierunkowaną na podbicie zainteresowania książką. O ile do niedawna byłem szczerze zainteresowany jej nabyciem, to po lekturze weekendowej Wyborczej, szczerze wątpię, czy ją kupię. Obawiam się straty czasu poświęconego na lekturę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>