Pierwsza komunia po drugiej spowiedzi

Moc przeżyć emocjonalnych i oddziaływanie łask sakramentalnych nie idą w parze. Nie są siłami wprost proporcjonalnymi, jeśli można by to ująć tak niemetafizycznie. Jedno z drugiego nie wynika, jedno drugiego nie warunkuje. Aby przystąpić w sposób ważny i godziwy do spowiedzi czy komunii św. nie trzeba, a czasem wręcz nie należy przeżywać wzniosłych stanów emocjonalnych. Ze spowiedzią czy komunią nie należy czekać, aż gdzieś wewnątrz zrodzi się subiektywne uczucie potrzeby spowiedzi czy pragnienia przyjęcia komunii. Łatwo sobie wyobrazić, że wobec braku tego typu emocji można by przystępowanie do sakramentów uczynić jakimś dostojnym kaprysem: zachce mi się – idę, nie czuję potrzeby – nie idę. Tak to nie powinno działać. Nie powinno…

Takich rozterek raczej nie przeżywają pierwszokomunijne dzieci. Opierając się trochę – na własnych wspomnieniach sprzed lat i bardzo – na aktualnych obserwacjach wnoszę, że emocje odgrywają u nich rolę decydującą. Odnoszę wrażenie, że pierwsze doświadczenia sakramentalne zasadniczo opierają się na emocjach. W spowiedzi naprawdę chodzi o przebaczenie, żal jest żalem, zadośćuczynienie – zadośćuczynieniem. I to wszystko jest bardzo ważne. Jednym z wielu pytań, jakie padły w ostatnich dniach przed komunią, było pytanie o to, czy ksiądz może nie odpuścić grzechów? I jedną z radości, jakie szczerze pojawiły się na twarzy trzecioklasisty, była pokuta zadana po drugiej spowiedzi: „tylko dwa razy «Zdrowaś Maryjo»”. Bezpośrednie doświadczenie miłosierdzia w zestawieniu z obawą o wymiar sprawiedliwości okazało się uczuciem nadzwyczaj pozytywnym. Dla tej emocjonalnej ulgi warto chodzić do spowiedzi. Czy jednak, i jak długo ten emocjonalny mechanizm przetrwa – trudno powiedzieć.

Inaczej ma się sprawa z komunią świętą. Obrzęd zaczerpnięty ze zwykłego posiłku nie rodzi tak silnych emocji, jak doświadczenie przebaczenia po wyznaniu win. Chyba że chodzi o emocje świeżo ustanowionego akolity, który pierwszy raz bierze do rąk puszkę z hostiami i udaje się komunikować wiernych. Jemu wówczas mogą drżeć ręce i w skrajnych przypadkach może mieć kłopot z płynnym trafieniem do ust czy spokojnym położeniem hostii na dłoni. Ale z punktu widzenia początkującego przyjmującego – emocje się mniejsze. Może jest jakaś dziecięca ciekawość, ale dzieciaki same między sobą przyznają, że „przyjmowanie opłatka nie jest zbyt ekscytujące”… Wśród wielu coraz bardziej intensywnych bodźców, które docierają do młodych umysłów, „spożycie opłatka” niewiele do przeżywania wnosi. Bywa i tak, że starsze rodzeństwo pokazuje zaciekawionemu rodzeństwu młodszemu hostię, wysuwając ją lekko po przyjęciu do ust. W jakimś stopniu uchyla rąbka ukrytej tajemnicy i zaspokaja przez to dziecięcą ciekawość. Dlatego tak ważna jest wychowawcza i edukacyjna otoczka wokół przyjmowania sakramentów w dzieciństwie. W tym zakresie chyba najgorszym, co można wtedy dziecku uczynić, jest zbudowanie jakiegoś rodzaju przymusu. Tak uformowany chrześcijanin przy pierwszej okazji uwolni się od niezrozumiałego i mało atrakcyjnego obowiązku. Prosty związek przyczynowo – skutkowy tutaj nie zachodzi, ale jest wielce prawdopodobne, że kiedy nie będzie już musiał, to przestanie. Niezastąpiony jest przykład rodziców, starszego rodzeństwa. Dobry przykład jest tak wiarygodny, że zastępuje całe bloki zajęć katechetycznych i wychowawczych ze sprawdzianami włącznie. Dobry przykład pociąga sam przez się.

Przy pierwszych spowiedziach i komuniach św. warto swojemu dziecku towarzyszyć. Warto też do tego towarzyszenia rodziców skutecznie motywować. Tego myślenia i tego podejścia brakuje. W godzinie drugiej spowiedzi zaprasza się za to ojców do uprzątnięcia gałęzi z placu kościelnego albo mamy do posprzątania ławek w kościele, ale po cichu, żeby nie przeszkadzać księdzu, który jeszcze mówi dzieciom o spowiedzi i komunii. Dzieci, po odliczeniu do trzech, wśród odgłosów koordynacji sprzątania i sprzątania właściwego, spowiadają się przy wyznaczonym konfesjonale, a rodzice starają się pracować po cichu. Ale tak się do końca nie da. Ksiądz upomina więc sprzątające mamy, co rozprasza słuchające go dzieci i wzbudza konsternację u sprzątających, bo w końcu nie wiedzą, czy mają sprzątać, czy siedzieć cicho. Ale siedzieć cicho – raczej nie, bo to dość trudne, a po drugie – szkoda czasu. Część mam, które nie sprzątały, choć były w kościele, też zostały przez wielebnego napomniane, aby, skoro nie pomagają, przynajmniej nie przeszkadzały… Nie wiem, jak myślicie, ale rodzinne wyjście na spowiedź z modlitewnikiem, wiadrem, ścierą i miotłą, nie buduje spójnego przekazu ani dla dzieci, ani dla dorosłych. Mamy są gotowe pomyśleć, że spowiedź jest dla dzieci, a one muszą w tym czasie zająć się innymi sprawami. Bo może i pomyślałyby o swojej spowiedzi, ale kiedy…? Dzieci z kolei obserwując, co się dzieje, wyciągają wniosek, że ta ich spowiedź, to tylko zajęcie na czas sprzątania kościoła, którym zajmuję się mamy. Między sakramentalnym światem dzieci i rodziców zionie więc przepaść. Przeciwny model polegałby na tym, że dzieci przygotowują się do pierwszej komunii razem z rodzicami i razem z nimi do niej przystępują. To tylko pozornie rozwiązanie lepsze. Problem w tym, że różnorodność rodzinnych konfiguracji personalnych stanowi dziś spore bogactwo relacji i nie wszystkie są z gruntu grzeszne.. Bo są takie rodziny, w których jest mama, tata i pierwszokomunijne dziecko, a są i takie, gdzie ten układ prezentuje się inaczej, a nawet bardzo inaczej. Co wtedy…? Roztropny balans między przygotowaniem do spowiedzi i komunii dzieci i przygotowaniem rodziców byłby dobrym pomysłem. Dla rodziców ta spowiedź i ta komunia może nie byłyby pierwszą czy drugą, ale kto wie, czy licząc przyjęcia tych konkretnych sakramentów z ostatniego…. czasu, wynik nie byłby również liczbą jednocyfrową…? Więc przygotowanie, przypomnienie zmotywowanie – byłby dla rodziców jak najbardziej na miejscu. A do tego przecież wiemy, że są sytuacje różne: niektórzy nie spowiadają się wcale nie dlatego, że nie chcą… Ale co tam – mogą posprzątać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>