Pieśń dla Rebeki

Irlandzka reżyserka Norah McGettigan ukończyła Uniwersytet w Ulsterze (teatrologia), a następnie przyjechała do Polski, gdzie pracowała jako nauczycielka i reżyser teatralny. U nas już ukończyła PWSTiF w Łodzi (reżyseria) i Mistrzowską Szkołę Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy. Mimo znakomitego wykształcenia nie jest jeszcze znana szerokiemu odbiorcy. Dotychczas uczestniczyła w realizacji kilku projektów, w tym paru własnych (jako reżyser). Nakręcona w 2005 etiuda Pieśń dla Rebeki została pozytywnie odebrana, co potwierdziła m.in. nagroda Polskiego Kina Niezależnego im. Jana Machulskiego, przyznana tej produkcji w roku 2007.

Jest to klimatyczna, spójna estetycznie opowieść o jednym dniu, nocy i poranku na mroczej wyspie, którą w filmie grają położone u północnych wybrzeży Irlandii: Arranmore i Tory Island. Filmową wyspę, zamieszkuje ok. 150 osób. Tego dni odbywa się tam pogrzeb Rebeki, na który wybiera się Laura, niegdyś mieszkanka wyspy ale obecnie już nie. Rebeka była bliską przyjaciółką Laury, dlatego podczas pogrzebowych ceremonii ma ona wykonać specjalną pieśń. Na skutek własnej decyzji (wybrała następny prom, choć mogła popłynąć wcześniejszym) Laura spóźnia się na pogrzeb i uczestniczy już tylko w czymś w rodzaju stypy. Miejscowi mają do niej o to pretensje, więc przejmująco nostalgiczną, tytułową pieśń o życiu ubranym w alegorie morsko – żeglarskich pojęć wykonuje podczas przyjęcia. Pobyt na wyspie, poza udziałem w części pogrzebu, jest dla niej okazją do wspomnień i przemyśleń oraz do spotkania z koleżanką. Odrębny ładunek emocji wnosi grupa norweskich młodzieńców, która wracając w stanie mocno wskazującym z wieczorku kawalerskiego, przypadkowo pakuje się do promu i zasypia. Kiedy się budzą są już niechcący w drodze na wyspę, razem z Laurą. Ponieważ powrotny prom wypływa dopiero nazajutrz, młodzieńcy są zmuszeni zostać na wyspie, gdzie zasadniczo próbują kontynuować zabawę poprzedniego wieczora. Przypadkowy pobyt na wyspie staje się okazją do spotkania Jakuba, przyszłego pana młodego, i Laury: najpierw w lokalnej knajpie, gdzie trwa stypa, potem na brzegu morza, w które Laura skacze w ubraniu i zażywa kąpieli, a Jakub myśląc, że to próba samobójcza, podchodzi bliżej i nawiązuje rozmowę. Potem spędzają razem noc, a nazajutrz młodzieńcy odpływają, za wyjątkiem jednego, który przypadkowo spóźnia się na prom.

Film wciąga. Moją uwagę zwróciła świetnie zaprezentowana estetyka północy: mrok, chłód, deszcz, otwarte i puste przestrzenie. Surowy klimat i surowi ludzie, jako tło do ukazania wydarzeń towarzyszących pogrzebowi to zabieg, który wzmacnia emocjonalny przekaz tego obrazu. Ludzie żyją na wyspie niejako w pojedynkę – więzi międzyludzkie pokazane są tylko w obrębie grupy trzeźwiejących i upijających się młodzieńców z wieczoru kawalerskiego. Miejscowi są zamknięci, żyją pojedynczo, samotnie – każdy w świecie swoich spraw.

Dla mnie ten film jest bardzo współczesny i bardzo prawdziwy. Współczesny, bo wielu z nas żyje dziś na co dzień tak, jak mieszkańcy ponurej wyspy z tego filmu. O biegu codziennych wydarzeń decydują w życiu przypadki, przez co życie układa się – jakby niechcący – w ciąg przypadków, którym jedynie wtórnie próbujemy (wersja optymistyczna) nadać cel lub sens. A prawdziwy – bo mimo spędzonej wspólnie nocy kończy się on rozstaniem Jakuba i Laury. Podczas pożegnania na nabrzeżu pojawia się odrobina emocji ale nie ma napięcia, czułości, romantyczności. Jest tylko uśmiech, a właściwie śmiech. Obydwoje są tak uwikłani w swoje – a widzowi bliżej nieznaczne – drogi życia, że ich przypadkowe spotkanie nie staje się ani dla Lury ani dla Jakuba punktem zwrotnym. To jest bardzo prawdziwe, bo tak bywa przecież najczęściej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>