Piotr J. Bąk – mistrz drugiego planu!

Po wywiadzie z Waldemarem Krawcem, dyrektorem artystycznym zabrzańskiego festiwalu organowego – proponuję jeszcze jedną ekskluzywną rozmowę. Tym razem na wspomnienia udało mi się namówić registratora festiwalu, którym od 19 lat jest niezmiennie Piotr J. Bąk, na co dzień pracownik jednego z zabrzańskich instytutów badawczo – rozwojowych. W dotychczasowej historii festiwalu współpracował z blisko 200 organistami, zabrzańskie organy nie mają przed nim większych tajemnic, podczas koncertów jest niemal niezauważalny ale bez jego fachowej wiedzy i doświadczenia praktycznie żaden koncert nie mógłby się odbyć.

W folderze festiwalowym jest wykaz wszystkich osób zaangażowanych w jego organizację i realizację, wśród nich znajduje się trochę tajemniczo brzmiący „registrator”. Jakbyś określił swoje zadania w ramach festiwalu?

Registracja albo rejestracja polega przede wszystkim na umożliwieniu organiście włączenia odpowiednich głosów, w odpowiedniej kolejności, dzięki czemu w trakcie wykonywania utworu uzyskuje on różne brzmienia. Ale także samo rozpoznanie instrumentu, pewne funkcje związane z wspólnym z organistą dochodzeniem do właściwego brzmienia osiąganego przez instrument, także prozaiczne, ale jakże ważne przekładanie stron z nutami w trakcie wykonywania utworów. Kluczowe jest także reagowanie w sytuacjach nieprzewidzianych w czasie koncertu.

Czy to co mówisz oznacza, że organista nigdy sam utworów nie wykonuje?

Istnieją utwory i instrumenty, w których jest możliwe samodzielne wykonywanie utworów przez organistę. Są to instrumenty bardzo proste, w których registracja wykonywana jest na jednym lub dwóch głosach, albo instrumenty bardzo współczesne, posiadające rozbudowane możliwości elektroniczne, które kompensują fizyczny brak pomocnika. Natomiast w ramach zabrzańskiego festiwalu żadna z tych dwóch okoliczności nie występuje, stąd konieczność angażowania registratora.

Z tego co mówisz wynika, że musisz biegle orientować się w nutach. Posiadasz wykształcenie muzyczne?

Wykształcenie muzyczne to w odniesieniu do mnie trochę „eufemizm”, choć faktycznie posiadam wykształcenie muzyczne na poziomie podstawowym, nuty czytam biegle, poza tym doświadczenie powoduje, że potrafię dobrze odnajdywać się w skomplikowanych zapisach nutowych, z jakich najczęściej korzystają festiwalowi organiści.

Sztuka registracji nie polega jednak wyłącznie na tym, żeby odtworzyć pewne czynności zapisane przez organistę w nutach. Chodzi też o to, żeby przed koncertem na tyle opanować i zrozumieć konkretny instrument, żeby w czasie koncertu, gdyby zdarzyło się coś nieprzewidzianego – koncert mógł być kontynuowany. Istotne jest zrozumienie tego, co w danym utworze chce artysta wyrazić. Oznaczenia w nutach przeznaczone dla registratora to zwykle cyfry, np. „+6”, „-9” itp. Cyfry oznaczają konkretne brzmienia, a plusy i minusy – odpowiednio ich włączenie lub wyłączenie, ważne jest jednak zrozumienie założeń wykonawczych utworu, w przeciwnym razie, skupiając się na samych cyfrach, łatwo można by coś pomylić i w efekcie – zepsuć utwór lub cały koncert.

W czasie 19-letniej historii festiwalu miałeś okazję obsługiwać koncerty około 200 organistów. Czy w tym czasie zdarzyły się występy, które szczególnie zapamiętałeś? Jakieś sytuacje dramatyczne, śmieszne, ciekawe?

Takich ciekawostek było wiele. Jeden z koncertów pamiętam szczególnie, bo jeden z wykonawców przygotował tak skomplikowaną rejestrację, że potrzebował aż dwóch registratorów, byłem jednym z nich, drugim był natomiast uczeń profesora – tamtego wykonawcy; ten drugi registrator nie radził sobie z punktualnym włączeniem rejestrów, co wzbudzało irytację wykonawcy. Registrator sam był organistą i chyba zbytnio wczuwał się w wykonywane utwory, zamiast koncentrować się na punktualnej registracji – zamyślał się. Wiele było też sytuacji podbramkowych, z których dzięki doświadczeniu udało mi się wyjść obronną ręką. Także w tym roku, w kościele św. Józefa była taka sytuacja – ze względu na niespodziewaną usterkę elektroniczną instrumentu, musiałem w niektórych utworach przytrzymywać jeden z włączników nogą przez dłuższy czas– bez znajomości zasady działania tego instrumentu i mechanizmu rejestrów – nie mógłbym szybko zaradzić sytuacji.

Czy były takie sytuacje, w których twoja pomoc nie była potrzebna?

Zdarzało się, kiedy wykonawca przyjechał z żoną lub z córką – wtedy one pomagały.

A co robi registrator w przypadku utworów improwizowanych – czy wtedy masz chwilę przerwy i artyści samodzielnie wykonują te części koncertów?

Różnie. Improwizacja jest też do pewnego stopnia zaplanowana, przygotowana, dlatego zdarzało się, że przed wykonaniem utworu improwizowanego organista umawiał się ze mną na pewną sekwencję działań w zależności od przebiegu utworu.

Jako jedyny chyba masz okazję oglądać organistów w czasie wykonywania koncertów z bliska. Czy oni są zestresowani czy wyluzowani  – jak prezentują się w czasie koncertu?

Doświadczonego organistę – wirtuoza można rozpoznać po jego reakcji na fakty, które występują – że tak powiem – wbrew jego woli. Po drugie, ktoś, kto jest „ograny” i posiada pewne doświadczenie, potrafi zostawić niektóre sprawy niedopowiedziane na zasadzie wzajemnego zaufania organista – registrator. Chorobą niedoświadczonych organistów jest chęć skrupulatnego zapisania w nutach na papierze wszystkiego, co powinno się wydarzyć w warstwie muzycznej utworu, co przecież nie jest do końca możliwe, bo muzyka to nie tylko odtwórcze rzemiosło ale powinna też zachować istotny element sztuki, który nie musi być szczegółowo zaplanowany.

Nieźle powiedziane! Na co dzień zajmujesz kierownicze stanowisko w jednym z zabrzańskich instytutów badawczo –rozwojowych, a w ramach festiwalu pomagasz organistom wykonywać literaturę organową – to dwie bardzo rozbieżne dziedziny. W jakich okolicznościach podjąłeś się zadań festiwalowego registratora?

Zaczęło się od tego, że rejestrowałem tzw. „festiwal zerowy”, czyli pierwszy cykl zabrzańskich koncertów organowych, który rok później przeobraził się w regularny festiwal. Te pierwsze koncerty odbywały się 20 lat temu i były wykonywane tylko w kościele św. Kamila. Wtedy po raz pierwszy podjąłem się rejestracji utworów organowych wykonywanych przez Waldemara Krawca. Ale moje doświadczenia z registracją to nie tylko kościoły zabrzańskie – dużo także z Waldemarem podróżowałem, asystowałem mu w wielu koncertach zagranicznych w Niemczech, Czechach Włoszech i różnych innych miejscach Polski.

Czy festiwal organowy to wydarzenie, które na stałe wpisało się w twój kalendarz wrześniowy? Wyobrażam sobie, że registracja to zajęcie bardzo absorbujące – musisz być czasowo dyspozycyjny w każdy weekend, do tego próby i uzgodnienia. Czy masz czasem ochotę powiedzieć „dość”?

Nie, raczej staram się godzić festiwalowe zadania z innymi planami. W tym roku udało mi się na przykład we wrześniu nawet wyjechać na parę dni, więc nie jest źle. W moim kalendarzu wrześniowym bez problemu znajduję więc miejsce także dla innych planów rodzinnych czy towarzyskich i chcę łączyć je z festiwalem.

Nasuwa mi się jeszcze jedno pytanie. Czy rejestrując koncerty masz też okazję posłuchać wykonywanej muzyki czy jesteś tak skupiony na tym co dzieje się przy kontuarze, że muzyka ci umyka?

W sensie akustycznym to zależy także od instrumentu. W kościele oo. Franciszkanów nie słyszę prawe nic, w kościele św. Jadwigi – prawie wszystko. W sensie muzycznym to jest tak, że im dalej posuwamy się w koncercie z literaturą tym przyjemniej mi się jej słucha. Skupiam się na punktach kluczowych, trudnych poszczególnych utworów – kiedy ten punkt jest już za mną, wtedy bardziej oddaję się przyjemności słuchania.

Dziękuję za rozmowę!

(foto: Piotr J. Bąk przy organach z prof. A.Chorosińskim oraz Walterem D`Arcangelo – slider na stronie głównej)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>