Pisać każdy może…

Piszę książkę – piszę, bo lubię. Poza tym pisanie jest pożyteczne – tak samo, jak myślenie, a nawet bardziej, bo pisząc można poskładać myśli, doprecyzować poglądy, uporządkować wiedzę, ale uwaga: pisząc, należy zachować szczególną ostrożność, bo może się okazać, że ktoś to potem przeczyta! Autoterapia kończy się jednak tam, gdzie pojawia się ryzyko dla innych. Tak, podobno niektórzy ludzie czytają. Sam raz byłem u jednego faceta, który miał na biurku… otwartą książkę! Otwartą, bo ją czytał, był już przy końcu – poznałem, bo gruba była ta literatura i większość stron była przerzucona na lewo.
Czytanie napisanych tekstów jest dziś zjawiskiem, które rozgrywa się przede wszystkim w środowisku użytkowników urządzeń elektronicznych lub ewentualnie w środowisku czytelników gazet ale zdarza się także, że niektórzy czytają książki. Dlatego pisaniu musi towarzyszyć odpowiedzialność za pisane słowa.

Jeśli o mnie chodzi – nie ma obaw, bo bestseler, który właśnie powstaje, nie będzie źródłem nowych trendów popkultury, nie przyczyni się do obalenia resztek zasad moralnych, nie zaproponuje też nowej religii, nie będzie też promował nowego modelu życia rodzinnego… Niemniej, żeby nie było wrażenia antyreklamy, będzie to opracowanie bezprecedensowe, w którym opowiem historię dotychczas nieopowiedzianą. Na tym polega sens morderczej pracy, którą wykonuję kosztem życia rodzinnego i czasu wolnego. Chcę opowiedzieć pewną historię nie tylko dlatego, że uważam ją za ciekawą ale także dlatego, że jest ona warta opowiedzenia. Dziwię się, że nikt wcześniej nie podjął próby opisania tych wydarzeń, choć zbierając i porządkując materiały rozumiem, jak trudne jest to wyzwanie. Trudności te są jednak bardzo pociągające: trzeba sięgnąć do kilku źródeł ale ich liczba jest policzalna. Trzeba porozmawiać z kilkunastoma ludźmi ale ten zbiór też jest zamknięty. Rzeczywiste wyzwania mają charakter koncepcyjny – o czym jest ta historia? A może raczej o kim? Co jest wątkiem głównym, a co należy do marginaliów? Jak ją uporządkować, na jakie podzielić odcinki? Nadawanie opisywanym wydarzeniom określonych ram także jest pociągające. To nie będzie ujęcie dogmatyczne, uroczyście podane do wierzenia, będzie to raczej głos w dyskusji ale głos rzeczowy, przemyślany, uzasadniony. Niektórzy na pewno pomyślą (chciałbym, żeby takich było jak najwięcej), że to jest cała prawa ale już na etapie pisania mam świadomość, że tę historię można opowiedzieć na kilka sposobów. Inne ujęcia, inne akcenty, inny układ treści – są na pewno możliwe. Bajka o „Czerwonym Kapturku” na pewno inaczej wybrzmi czytana przez rodzica w przyciemnionym dziecięcym pokoju, inaczej w ujęciu psychoanalityka na akademickim wykładzie, a jeszcze inaczej w streszczeniu dziecka. Kluczowe fakty i ich kolejność są jednak bezsporne, dlatego każdy, kto podejmie się opowiedzenia tej historii po swojemu, musi przejść podobną drogę. Chcę, żeby moja opowieść była na tyle wnikliwa, żeby przez dłuższy czas nikt podobnej książki nie napisał. Pojawią się (chciałbym, żeby tak było) opinie i komentarze, głównie mówione, by nie powiedzieć szeptane, ale polemiki w formie konkurencyjnych opracowań nie spodziewam się. Stąd też poczucie odpowiedzialności za słowa, zdania i za ich poukładanie.

W Gościu Niedzielnym emerytowany abp Zimoń mówi, że jak się dowiedział, że będzie biskupem katowickim i stanie w jednym rzędzie ze swoimi zacnymi poprzednikami, to poczuł coś na kształt obawy, czy da radę. Nawiasem mówiąc rozumiem go – ten duchowny akurat nie jest osobowością na miarę prymasa Hlonda czy bp. Bednorza. Bardziej jednak niż na wyrażaniu obaw o sprostanie legendzie poprzedników, warto skupiać się na podjętych zadaniach – i to jest moja optyka w odniesieniu do pisania książki. Miałem kiedyś okazję zamienić parę zdań z Georgiem Christophem Billerem (kantor kościoła św. Tomasza w Lipsku). Zapytałem go m.in., jakie to uczucie – być następcą Jana Sebastiana Bacha. Odpowiedział, że jeśli ma wykonywać dobrze swoje zadania, to musi się skupiać na tych zadaniach, a nie na tym czyim jest następcą albo czyim będzie poprzednikiem. Nic dodać, nic ująć – jeśli pisać książkę, to najlepiej jak się potrafi. Jedyne przeżywane emocje powinny dotyczyć stopnia dochowywanej rzetelności. Powiązanie tej książki z innymi, które napisano wcześniej albo napisze się później – to już zupełnie inna historia i napiszą ją inni.

Komentarze

  1. […] pisaniu książki pisałem już tutaj w październiku zeszłego roku, mimo że byłem wówczas na etapie bardzo wstępnym, a dziś jestem […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>