Popieram Bronisława Komorowskiego!

Im bliżej dnia drugiej tury wyborów prezydenckich, tym bardziej sytuacja staje się dla mnie niezrozumiała. Programy kandydatów liczą się coraz mniej, coraz większą rolę odgrywają emocje. Gdzieby nie spojrzeć – widać to, jak na dłoni. Z pewnością więc wielu wyborców odda w niedzielę swój głos kierując się emocjami. U mnie będzie inaczej – moja decyzja jest przemyślana i ugruntowana: zagłosuję na prezydenta Bronisława Komorowskiego. Kiedy poglądy i programy kandydatów stają się mniej czytelne (w kampanii to się zdarza), sięgnę po zasady bardziej ogólne, ponad polityczne i nimi będę kierował się w najbliższą niedzielę – polecam taką optykę! W tej chwili poszukiwanie jakichś wyraźnych akcentów programowych u jednego czy drugiego kandydata – choć nadal możliwe – staje się bowiem coraz trudniejsze.

Zaznaczam przy okazji, że nie akceptuję postawy, w myśl której „nie ma na kogo głosować” albo „nie popieram ani Dudy ani Komorowskiego”. Takie stawianie sprawy świadczy o obywatelskiej niedojrzałości albo o pokusie pójścia na łatwiznę. Wybory prezydenckie nie mogą zostać nierozstrzygnięte – jednego z kandydatów trzeba wybrać, nie chcę, aby inni wybrali za mnie. Więc idę! Ustrój demokratyczny wymaga umiejętności budowania i zawierania rozsądnych kompromisów. I choć zwykle jest to tylko wymóg, który my stawiamy politykom, w najbliższą niedzielę to politycy wymagają kompromisu od nas.

Istnieją dwa argumenty, które przesądzą o tym, że oddam głos na Bronisława Komorowskiego. Pierwszy polega na tym, że w warunkach pokoju nie dopuszczam pozytywnej wartości działania, które miałoby być inspirowane nienawiścią. Ze zła (obmowy, oszczerstwa, kłamstwa…) nie może wyniknąć dobro. To co w tej chwili czynią fanatycznie nienawistni przeciwnicy Komorowskiego nie ma nic wspólnego z poszukiwaniem dobra Polski – to ślepa furia. Można oczywiście wybrać prezydenta na złość komuś innemu ale na prymitywnej negacji nie da się sensownie budować dobra. Nienawiścią, podszczypywaniem, manipulacjami, atakami można coś lub kogoś skutecznie obalić. Reżyserzy tego typu działań mogą nawet mieć poczucie sukcesu, dobrze wykonanej pracy – wolno im. Wyzwaniem wygranych wyborów jest jednak to, że po ogłoszeniu wyników trzeba budować, tworzyć, działać na rzecz wspólnego dobra. W sytuacji, kiedy społeczeństwo jest podzielone równo po połowie zbyt głęboko wykopane w czasie kampanii rowy nie dają się potem łatwo zasypać. Głosowanie z nienawiści, na fali emocji, głosowanie na złość – nie ma sensu. Amok, fanatyzm i nienawiść przeciwników Bronisława Komorowskiego to stany zupełnie obce mojemu doświadczeniu.

Drugim argumentem, który budzi mój dystans wobec pana Dudy jest fakt, iż był on do tej pory zaledwie szeregowym działaczem partyjnym. W życiu zawodowym i społecznym nie dokonał zbyt wiele. Nie przeszkadza mu to, aby na polecenie swojego partyjnego lidera przekonująco wczuwać się w rolę kandydata na prezydenta Polski. Nie chciałbym, aby urząd prezydenta mojego kraju był obejmowany przez trzeciorzędnych partyjnych działaczy na polecenia ich szefów. Mamy prezydenta, który ubiega się o reelekcję i mamy produkt partyjnej machiny propagandowej, w który duża część społeczeństwa wierzy tak mocno, jakby Andrzej Duda był prawdziwy. Tymczasem Andrzej Duda nie istnieje – nie ma Andrzeja Dudy, jest tylko sztab specjalistów od wizerunku kandydata PIS. Przykra sytuacja. To, co czyni ten kandydat, to nic innego, jak pomniejszanie rangi najwyższego urzędu w Polsce. Urząd prezydenta, zamiast być zwieńczeniem kariery politycznej, społecznej, a niechby i naukowej, ma teraz być sposobem realizacji partyjnych strategii prezesa Kaczyńskiego – przykro na to patrzeć. Andrzej Duda, jako kandydat znikąd, przypomina mi Stana Tymińskiego, który w 1990 pojawił się znikąd i w wyborach prezydenckich pokonał m.in. Tadeusza Mazowieckiego. Ponad 20% Polaków dało się wtedy ogłupić hochsztaplerowi z czarną teczką, który propagandowym bełkotem wmówił ludziom, że ma monopol na prawdę. Wchodząc do drugiej tury Duda właśnie powtórzył sukces Tymińskiego: przekonał dużą część rodaków niezadowolonych i sfrustrowanych, że jak go wybiorą to im się polepszy albo przynajmniej zaspokoją swoją rządzę zemsty, odwetu, ukarania władzy.

W pełni akceptuję fakt, iż na obecnym etapie w wyborach staruje dwóch kandydatów i jeden z nich zostanie w niedzielę wybrany prezydentem Polski, czyli także moim prezydentem. Andrzej Duda nie jest moim kandydatem ale może zostać moim prezydentem, bo tak działa demokracja. Akceptuję i szanuję tę hipotetyczną możliwość ale mam nadzieję, że wynik będzie inny. Popieram Bronisława Komorowskiego i jestem przekonany, że to on zostanie ponownie prezydentem Polski. Bronisław Komorowski wzbudza moje zaufanie, bo za jego kandydaturą nie stoi sztab fachowców od kreowania wizerunku ale przede wszystkim dorobek wielu dekad uczciwej działalności społecznej i politycznej.

Komentarze

  1. Styczeń 12, 2017

    anka Odpowiedz

    Panie prezydencie,prosze wróc,patrze co dzieje sie w naszym kraju,serce boli,mimo młodego wieku,chce innej polski,nie takiej jaka nam teraz rzadzacy serwuje,pozdrawiam cieplutko,kłaniam sie Panie Prezydencie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>