Posłuszeństwo ponad wszystko!

Doszło do zasmucającej demonstracji głupoty. Człowiek, który reprezentuje instytucjonalny wymiar Kościoła, przełożony zgromadzenia zakonnego księży marianów, poinformował, że odebrał księdzu Adamowi Bonieckiemu przywilej swobodnego wypowiadania się w mediach. Miał ks. Boniecki wprowadzić zamęt w umysłach wiernych, co do nauki Kościoła na temat moralnej oceny samobójstwa oraz miał poprzeć organizacje „tzw. mniejszości seksualnych”. To nie pierwszy tego typu ruch wobec cenionego polskiego księdza – publicysty, redaktora – seniora renomowanego Tygodnika Powszechnego. Poprzednio wydany wobec ks. Bonieckiego zakaz wypowiadania się w mediach (bodaj z 2011) spowodowany był m.in. jego telewizyjną wypowiedzią, w której wyraził pogląd, że krzyż w sali obrad sejmowych równie dobrze może wisieć, jak i może go tam nie być. „Obydwie odpowiedzi są poprawne” powiedział wtedy, dopytywany przez dziennikarkę, czy krzyż ma wisieć czy nie.

Ponad wszelką wątpliwość jasnym jest, że ks. Boniecki dogłębnie zna nauczanie Kościoła. Jasnym jest też dla mnie, w miarę regularnego czytelnika Tygodnika Powszechnego, że nie o przekazywanie nauki Kościoła dziś chodzi. Gdyby w Kościele chodziło o przyswajanie i przekazywanie nauki Kościoła, gdyby Kościół po to istniał, żeby przekazywać naukę Kościoła, wówczas faktycznie niepotrzebne byłyby refleksje, którymi dzielą się tacy ludzie, jak np. ks. Adam Boniecki. Wystarczyłoby raz na jakiś czas na poziomie centralnym zaktualizować Katechizm Kościoła Katolickiego i sięgać do odnośnych jego punktów. I czytać, czytać, czytać – żeby wszystko było jasne.

Ks. Adam Boniecki i jemu podobni działają jednak w innym wymiarze niż czytelnictwo. Ks. Boniecki jest jednym z tych, którzy podejmują konsekwentne i bardzo udane wysiłki, abyśmy dziś, tu i teraz nasze ludzkie sprawy mogli oglądać w świetle tego, co w uogólnieniu nazywamy „nauką Kościoła”. Przy czym wiemy, że nie o to w istocie chodzi. Nie o pielęgnowaniu zawartości dokumentów Kościoła myślał Jezus, powierzając Piotrowi klucze Królestwa Niebieskiego. Ponieważ wtedy nie było jeszcze dokumentów – wiadomo, że tam rozchodziło się wówczas o Ewangelię. Nawet nie o ewangelie (wg św. Mateusza, Marka, Łukasza i Jana), ale właśnie o Ewangelię. W starożytnym Kościele chodziło o życie w świetle nauczania Jezusa tak, jak przyswoili i przekazali je Apostołowie. Oczywiście proces zapraszania ludzi do życia w świetle Ewangelii z góry był przewidziany na długie lata, co się z resztą dobitnie potwierdza, bo on nadal trwa. Dziś też potrzebujemy światła Ewangelii, żeby ogarnąć i zrozumieć, co się dzieje. O ile jednak w starożytnym Kościele chodziło o życie w świetle nauczania Jezusa tak, jak przyswoili i przekazali je Apostołowie, o tyle dziś rozchodzi się – jak widać – o życie zgodne z nauczaniem Kościoła tak, jak je przyswoili i przekazują wyżsi rangą duchowni. I w tym właśnie procesie komunikacji kościelnego nauczania kluczową wartością staje się posłuszeństwo.

Tymczasem o tym, jak bardzo zniuansowane może być opisywanie naszego życia w świetle „nauki Kościoła” wiadomo co najmniej od Soboru Watykańskiego II (1965). Piękne przykłady nowych akcentów wprowadzał papież Jan Paweł II, chociażby w obszarze ekumenizmu, ale nie tylko. Ostatni synod o rodzinie też był kapitalną szkołą spojrzenia na życie uwzględniającego egzystencjalne niuanse. Okazało się, że sama rekapitulacja dokumentów Kościoła to za mało. Kwestia potocznie określana, jako „komunia św. dla rozwodników” może być i jest przedmiotem uczciwego namysłu. Światło Ewangelii nie może być przysłaniane wiernością „nauce Kościoła”! O potrzebie takiego właśnie patrzenia i takiego – wrażliwego na niuanse ludzkiej egzystencji – funkcjonowania Kościoła przekonuje dziś konsekwentnie papież Franciszek. Zapewne najchętniej również Franciszkowi przełożony księży marianów odebrałby przywilej swobodnego wypowiadania się w mediach, tylko że z przyczyn obiektywnych uczynić tego nie może. Jak bardzo zacofane i szkodliwe myślenie prezentuje ów przełożony – trudno wyrazić, bo nie wiem w jakiej skali prezentuje się poziom zacofania i szkodliwości.

Napiszę więc, że dramatycznie głupie podejście zaprezentował zakonny przełożony, eliminując z przestrzeni publicznej (poza możliwością współpracy z Tygodnikiem Powszechnym) jednego z aktywnych uczestników publicznej debaty. Dramaturgii temu wyeliminowaniu dodaje fakt, że chodzi o uczestnika, który prezentuje „naukę Kościoła” odczytywaną nie tyle w świetle jej historycznego rozwoju i interpretacji, ale  w świetle Ewangelii, z poszanowaniem niuansów współczesnej egzystencji, z otwartością i uczciwością intelektualną, z uwzględnieniem warunków życia tu i teraz itd. Ks. Boniecki nie odznacza się mentalnością pasa transmisyjnego i to samo podejście wytrwale rekomenduje swoim czytelnikom. Tak samo inspirująco wpływa na tych, którzy go słuchają (słuchali?) w okazjonalnych wypowiedziach w TV, w innych mediach, którzy go słuchali na pogrzebie Piotra Szczęsnego… I powiedzmy sobie uczciwie: episkopat nie ma u nas takiej siły oddziaływania, jak duchowni pokroju ks. Bonieckiego. Tragicznie nudne listy, odezwy, komunikaty episkopatu nie wywołują refleksji, nie zachęcają do dyskusji, nie prowokują sporów, nie przyczyniają się do rozwoju moralnego wiernych. Poza tym urzędowy Episkopat nie posiada u nas obecnie absolutnie żadnego autorytetu. Być może posiadają go konkretni biskupi w określonym zakresie, ale Episkopat jako całość jest tych przymiotów pozbawiony. Nasi biskupi wywiesili krępującą białą flagę, kiedy nasz kraj w ramach procesu dziejowej sprawiedliwości wstępował do Unii Europejskiej – biskupi nie potrafili powiedzieć, czy to dobrze, czy źle. A kiedy na Krakowskim Przedmieściu wierni urządzili seans walki o krzyż – nie było pomysłu, jak to ludziom objaśnić. Kiedy w ostatnim czasie łamana była konstytucja – nikt z pasterzy Kościoła w Polsce nie zająknął się na ten temat wtedy, kiedy wierni, w tym ja sam, tego potrzebowali. Domyślam się, że to milczenie biskupów wynika z uznania, że wszystko to i wiele innych aktualnych, publicznie ważnych zagadnień nie należy do zakresu nauki Kościoła. Czy na pewno? Czy dokumenty Kościoła, w których znajomości pasterze celują, naprawdę nic nie mówią o standardach i wartościach w życiu społecznym? To milczenie w sprawach, którymi żyje Polska, było i jest naganne. Natomiast ks. Boniecki pozwolił sobie, aby przy trumnie samobójcy, o którym mówiła cała Polska, nie milczeć. W pogrzebowym kazaniu ks. Bonieckiego powiedział, że nie czuje się powołany, żeby tego samobójcę osądzać.

źródło: deon.pl

Zdaniem przełożonego zakonnego – wprowadził ludzi w błąd co do nauki Kościoła w sprawie moralnej oceny samobójstwa, dlatego spotkał się z ostrą reakcję i surową sankcją.

Czasem trudno mi oprzeć się wrażeniu, że naczelną zasadą obowiązującą we wspólnocie Kościoła jest posłuszeństwo. Wszystkie ewentualne problemy związane z jakimkolwiek wymiarem działalności Kościoła czy życia w Kościele są do przejścia (ewentualnie do obejścia), jeśli tylko jest zachowane posłuszeństwo. Czy rzeczywiste czy udawane – to też istotne nie jest. Jest posłuszeństwo – jest dobrze, nie ma posłuszeństwa – są problemy. Problemy te prezentowane są dziś, jako problemy poszczególnych ludzi Kościoła. Można np. odnieść wrażenie, że po odebraniu ks. Bonieckiemu przywileju swobodnego wypowiadania się w mediach, ma ks. Boniecki problem, bo jego – publicystę spotkała kara. Być może faktycznie jest mu w jakimś stopniu smutno z powodu tego, czego doświadczył ze strony swojego przełożonego. Kwestia tego, kto ma problem, jest jednak otwarta. Jeśli faktycznie ma go ks. Boniecki, to szczerze mówiąc – pół biedy. A co, jeśli problem ma zgromadzenie księży marianów? Chodzi o problem ze swoim przełożonym, który wysyła współbraciom i kandydatom taki oto sygnał, że jak się będziecie wychylać, to ja was nauczę posłuszeństwa? A co, jeśli podobny problem ma charakter jeszcze szerszy i zmaga się z nim szerokie grono wyższych duchownych w naszym kraju? Jest posłuszeństwo – jest dobrze, nie ma posłuszeństwa – są problemy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>