Postęp w mordowaniu na odległość!

W niektórych filmach zdarzają się mrożące połączenia synaptyczne sceny, w których kilku facetów trzyma siebie nawzajem na muszce. Sytuacja wydaje się wówczas bez wyjścia, wszystko wskazuje na to, że w każdej chwili wszyscy mogą zginąć. Występują zasadniczo dwa rozwiązania tego dramatycznego suspensu: na MacGyver`a albo na eks-Terminatora. Czasem okazuje się, że jeden z delikwentów tkwiących w makabrycznym do szpiku kości klinczu jest bystrzejszy od pozostałych. Dzięki temu wykonuje jakiś zupełnie ale to zupełnie niespodziewany przez pozostałych myk, który rozładowuje sytuację, która – jak się okazuje – tylko wydawała się bez wyjścia. Wszyscy zostają przy życiu i akcja toczy się dalej. Bywa też czasem odwrotnie. Jeden z trzymanych i trzymających na muszce okazuje się szybszy od wszystkich pozostałych i mimo sytuacji trzymania i bycia trzymanym udaje mu się – nie wiedzieć czemu – wszystkich pozostałych efektownie pomordować, choć niektórych dopiero w absolutnie ostatniej chwili. Bywa, że taki eks-terminator zostaje przy tym draśnięty w ramię. Finał jest więc taki, że źli bohaterowie giną.

Wczoraj wyczytałem, że Indie przeprowadziły udany test z 50-tonową rakietą, która może polecieć na odległość blisko 6 tyś. km (może nawet 8 tyś) i zabić tam u celu bardzo wielu ludzi, którzy najprawdopodobniej niczego by się nie spodziewali. Oczywiście rakieta może przenosić głowice nuklearne. Zostało to w Indiach skomentowane, jako sukces militarny, a dowództwo tamtejszej armii twierdzi, że kraj dokonał dużego kroku naprzód w budowie systemu obrony bezpieczeństwa. Globalny klub państw, które mogą poinformować innych o tego typu możliwościach, nie jest zbyt liczny.

Trudno o szczegóły ale wzajemne relacje państw posiadających broń jądrową do pewnego stopnia przypominają sytuację uzbrojonych facetów trzymających się na muszce. Nazywa się to systemem wzajemnego odstraszania nuklearnego: prężą przed sobą muskuły, grożą sobie, prowokują się ale wszystko to dzieje się w jakiejś stabilnej równowadze. Sytuacja jest dziś taka, że światowy arsenał broni jądrowej wystarczyłby, aby zniszczyć naszą planetę kilkanaście razy. Wystarczyłoby, aby dysponenci tych wszystkich bomb i rakiet uruchomili z jakiegoś powodu jedynie część swoich zasobów, a cała reszta stałaby się bezużyteczna – nie byłoby komu ich odpalić, ani – co makabrycznie sarkastyczne – nie byłoby już kogo nimi mordować.

Hindusi od niedawna potrafią zabijać ludzi z większej odległości, co nazywają „krokiem naprzód w budowaniu systemu bezpieczeństwa swojego kraju”. Ta zdolność to nic innego, jak wzięcie na muszkę kilku kolejnych celów, które dotychczas były poza ich zasięgiem. Oczywiście w związku z tym i poza związkiem – sami też są na celowniku innych, bo tak funkcjonuje w praktyce system wzajemnego odstraszania. Hipotetyczny konflikt nuklearny polegałby na tym, że rakiety wystrzelone z terytorium jednego państwa, w czasie jaki potrzebują na przebycie dystansu do celu, zostałyby zauważone i atak zostałby odwzajemniony. Podobno plany Układu Warszawskiego, które płk. Kukliński przekazał zachodowi, obejmowały m.in. plany wojny z użyciem broni jądrowej, a terenem jej zastosowania miało być terytorium Polski, jak tranzyt dla wojsk lądowych obydwu stron potencjalnego konfliktu. Skutki byłyby tragiczne. Amerykanie pracowali kiedyś nad systemem, który miał wychwytywać i w locie niszczyć takie właśnie – jak hinduska – rakiety „dalekiego zasięgu” ale zdaje się, że tego systemu nie udało się jednak zbudować. Pozostaje więc makabryczny odwet. Jeśli to ma być element zapewniania bezpieczeństwa, to chyba wolałbym być pozbawiony takiej ochrony. Nie mam jednak wątpliwości, że mocarstwa atomowe będą dalej doskonalić dwoje możliwości udowadniając, że potrafią wziąć na muszkę coś lub kogoś, kogo wcześniej nie mogli. Pozostaje mieć nadzieję, że nikomu nigdy nie puszczą nerwy i zbyt szybko nie dojdzie z tego powodu do globalnej zagłady.

Jedną z lepszych antywojennych lekcji było dla mnie zwiedzanie (jedynego) oddziału terenowego Luwru w Lens, dawnym górniczym mieście na północy Francji. Czasowa ekspozycja poświęcona wojnie od czasów Napoleona do współczesności oddziałuje w tej sposób, że zwiedzający po wyjściu, nawet jeśli nie rozumie, to wszystkimi swoimi zmysłami czuje absurd zabijania się ludzi na przestrzeni wieków. Na marginesie: przedstawiciel tej renomowanej galerii będzie uczestniczył w konferencji poświęconej kulturze i sztuce w przestrzeniach przemysłowych, która odbędzie się w Zabrzu w maju 2015.

Aby podobnie skuteczne odczucia udzieliły się twórcom udoskonaleń broni jądrowej, musieliby oni wynaleźć jeszcze lepszą rakietę. Taką, która nie tylko poleci 8 tyś. km, ale da radę polecieć tak daleko na wschód, że aż w końcu nadleci z zachodu i uderzy precyzyjnie w wyrzutnię, z której wystartowała. To dopiero będzie znak wielkości konstruktorów – potwierdzenie, że w dokładnym mordowaniu nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Może wtedy zaczną myśleć o sensie życia?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>