Prezydent bez ambicji

Nie głosowałem na Andrzeja Dudę. Podobnie jak większość rodaków, wśród których część nie głosowała w ogóle, a część głosowała na innego kandydata. Ale to nie ma znaczenia, bo większość głosujących zdecydowała jednak, że to on będzie pełnił najwyższy urząd w naszym państwie. W sposób oczywisty szanuję ten wybór. Andrzej Duda jest także moim prezydentem. Mimo, że jako trzeciorzędny polityk PIS nie miał i – jako prezydent RP – nie ma ku temu niezbędnych predyspozycji. Na naszych oczach właśnie rozgrywają się smutne konsekwencje tego faktu.

Okazuje się, że o wiele trudniej prezydentem być, niż zostać na urząd prezydenta wybranym. W sprzyjających okolicznościach (zaniechania władzy, słaba kampania) prezydentem może zostać człowiek poniekąd przypadkowy. Prezydentem został więc element politycznej układanki pana prezesa, trybik politycznej maszynki, którego od innych trybików wyróżnia nienaganna aparycja i bardzo dobry angielski. Dziś, kiedy trzeba stanąć w obronie konstytucji, trybik nie jest w stanie się przeprogramować. Trybik nie jest bowiem (bo nigdy nie był) politykiem samodzielnym. Nie może więc teraz tworzyć samodzielnych, godny głowy państwa, projektów politycznych. Pozostaje mu rola trybika. Niekomfortowa i obciachowa rola dobrze i bezpiecznie usytuowanego trybika. Mimo przecież, że nikt nie może od odwołać, on sam nie jest w stanie niczego zmienić – pozostaje mentalnym i koncepcyjnym trybikiem. Niereformowalnym zarówno z przyczyn obiektywnych, jak i niestety subiektywnych.

W sprawie Trybunału Konstytucyjnego potrzebny byłby nam dziś prezydent – mąż stanu. Mąż stanu potrafiłby nie tylko wskazać ale i przeforsować wyjście salomonowe, kreując się jednocześnie politycznie (korzystny efekt uboczny) na uosobienie rozsądku. Jest bowiem oczywiste, że na tle mankamentów decyzji podjętych w tym zakresie przez poprzednią ekipę (wybór 5 sędziów zamiast 3), zakusy ekipy obecnej nie stanowią żadnej naprawy ani żadnego dla tych zakusów usprawiedliwienia. Kiedy się idzie do wyborów z hasłem dobrej zmiany, to trochę to zobowiązuje. Sposób traktowania prawa i politycznych obyczajów, styl przeprowadzania zmian przez obecną większość jest nie do zaakceptowania na naszej szerokości geograficznej. W naszej kulturze, w ramach Unii Europejskiej, współcześnie – większość nie oznacza bowiem władzy absolutnej! Komentarze, które łagodzą ocenę tego, co się dziś dzieje, przywołując paralelne wydarzenia z mniej lub bardziej odległej przeszłości, niczego w istocie nie tłumaczą. Demokratyczna zmiana władzy nie może nigdy służyć zawłaszczeniu państwa.

Najsmutniej rysuje się dziś obraz Andrzeja Dudy – prezydenta RP. Ktoś napisał, że jest on dziś (3.12.2015) najbardziej przestraszonym człowiekiem w Polsce – to możliwe, wszak perspektywa trybunału stanu, nawet odległa, optymistycznie nie nastraja… Posiada realną władzę, może realnie wpływać na bieg politycznych i społecznych wydarzeń, a mim to nie wyobraża sobie wyjścia poza rolę popychadła. Jacyś sejmowi wybrańcy narodu mówią przez telewizory, że prezydent na pewno nie będzie hamulcowym, że intuicja podpowiada im, że od nowo wybranych sędziów prezydent przyjmie ślubowanie szybko. Co na to prezydent? „Tajest!” Gdyby Duda nie był posłuszny, wtedy Kaczyński mógłby przestać go lubić, a przecież to prezesowi zawdzięcza swoje prestiżowe stanowisko. Jak na dłoni widać niedojrzałość i niesamodzielność polityczną prezydenta i jej żenujące konsekwencje. Takiego prezydenta mógłby wybierać parlament – gdyby taki prezydent był prostą emanacją aktualnej parlamentarnej większości – nikt nie miałby większych pretensji. Ale Andrzeja Dudę wybrali jednak Polacy. Jego prezydencki mandat jest obiektywnie bardzo silny. Blisko 1/5 wszystkich rodaków wskazała właśnie na niego! Jednak od prezydenta oczekuje się, aby wziął pod uwagę, że prawie tyluż rodaków wskazało w wyborach prezydenckich innego kandydata! Nie może udawać, że wybrano go jednogłośnie przez aklamację. On jest prezydentem Polski, a nie tylko prezydentem swoich wyborców. Żeby jednak dojrzale wypełniać ten zaszczytny urząd, dojrzale – czyli wyciągając wnioski z faktu, że jest się prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, trzeba być politykiem dojrzałym i samodzielnym. Andrzej Duda jest tylko elementem całości, zawodnikiem w drużynie, jest mentalnym trybikiem, który nie potrafi funkcjonować samodzielnie.

Ze smutkiem śledzę, jak prezydent RP wiernie działa w interesie swojej opcji politycznej tworząc jednocześnie obłudne pozory ważenia różnych argumentów. Konsultacyjna zasłona dymna szybko opadła, bo zaledwie kilka godzin po usiłowaniu dokonania wyboru nowych sędziów przez Sejm, prezydent usiłował przyjąć od nich ślubowanie. Politycznie i medialnie – skuteczność imponująca, prawnie – wygląda to fatalnie. Obłudę i demagogię PIS profesjonalnie rozbroił dziś Trybunał Konstytucyjny. Dobitnie swoją ocenę działań naszego prezydenta określił jeden z profesorów wydziału prawa UJ, który ukończył Andrzej Duda: „Ubolewam nad tym, że on (AD) jest absolwentem naszego wydziału”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>