Prezydent Małgorzata Mańka – Szulik: pięć argumentów „ZA!”. Argument 4: Bezpartyjność.

Nasza prezydent, Małgorzata Mańka – Szulik, jest bezpartyjna. Przy czym jej bezpartyjność to nie jest proste stwierdzenie faktu, że „nie należy do partii politycznej”. Sama przynależności czy brak przynależności do partii jeszcze o niczym nie przesądza – konkurentka też (od sierpnia) nie należy do partii politycznej. Bezpartyjność to u doświadczonego samorządowca określony styl myślenia i działania, w którym nie ma miejsca na rozterki w sprawie wagi zobowiązań: partia czy miasto. Bezpartyjność to taki rodzaj wrażliwości i podejścia do problemów miasta i jego mieszkańców, w którym główną ogniskową myślenia i działania zawsze będzie miasto i jego mieszkańcy (szyld partyjny siłą rzeczy narzuca dodatkowe treści, np. międzypartyjne antagonizmy). Bezpartyjność to wysoki poziom niezależności, który otwiera w samorządzie możliwości nieograniczonej współpracy, bez warunków wstępnych (Koalicja Obywatelska nie zawiąże koalicji obywatelskiej z PIS, nawet w Radzie Miasta). Bezpartyjność to wreszcie dojrzały pomysł na długofalowe zarządzanie własną aktywnością w życiu publicznym. Nie mam wątpliwości, że bezpartyjność jest drogą najlepszych samorządowców! To mniej więcej mam na myśli, kiedy mówię, że prezydent Małgorzata Mańka – Szulik jest bezpartyjna.

Pani Rupniewska pisze o sobie, że jest kandydatką niezależną. Poseł PO przedstawia ją, jako kandydatkę bezpartyjną. Fakty są takie, że pani Agnieszka z SLD wystąpiła w sierpniu, a startując obecnie pod szyldem partyjnej koalicji, uprawia ten sam model bezpartyjności, który próbował na szybko wdrożyć Patryk Jaki (w czasie kampanii oznajmił, że występuje z partii i w związku z tym, w przeciwieństwie do konkurenta, będzie… kandydatem bezpartyjnym). Takie nagłe ruchy fatalnie wpływają na wiarygodność. Jednak kandydatowi startującemu pod szyldem partyjnym nie chodziło priorytetowo o wiarygodność swoją czy swojego przekazu – priorytetem było dla niego zdobycie władzy. Właśnie po to istnieją partie. Zabrzańska konkurentka z łatwością potwierdziłaby swoją niezależność, gdyby wystartowała pod szyldem Komitetu Wyborczego Wyborców Agnieszki Rupniewskiej. W obecnym układzie jej niezależność to fikcja.

Partyjność konkurentki widać nie tylko w rozmachu prowadzonej kampanii, w identyfikacji wizualnej materiałów wyborczych, w poparciu znanego posła. Mnie osobiście rzuca się w oczy także partyjna ogólnikowość jej haseł programowych. Chodzi przede wszystkim o hasła zamieszczone na stronie internetowej. Bo hasła programowe opublikowane w dzisiejszym (31.10.2018) wydaniu „Głosu Zabrza”, stanowią zbiór nieco inny: zapisy doprecyzowano, ponadto niektóre zniknęły, a w ich miejscu pojawiły się nowe. Polecam rzut oka na zjawisko ewolucji programu wyborczego w czasie trwania kampanii, na przykładzie jednego tylko bloku tematycznego, dotyczącego bezpieczeństwa.

Podobna ewolucja zachodzi we wszystkich blokach tematycznych (jest ich VI). Domyślam się genezy tych zmian. Wygląda na to, że pani Rupniewska, po nieoczekiwanym awansie do II tury, zainteresowała się Zabrzem nieco bardziej, ruszyła w miasto, zaczęła rozmawiać z ludźmi… Koniec końców wyszło jej, że np. punkt programu „mniej kar – więcej edukacji”, mimo swej niezaprzeczalnej doniosłości, warto by jednak odpuścić i w jego miejsce wprowadzić coś innego. W kwestii „stref rekreacji w odnowionych parkach miejskich” pani Agnieszka jest obecnie na takim etapie refleksji, że nie będą one elementem komfortu i bezpieczeństwa mieszkańców (www), a przyjaznego miasta (Głos Zabrza), ale nie miasta wygodnego (www), tylko takiego, w którym chce się żyć (Głos Zabrza). Zamęt jest ogromny, poziom krępujący. Nie chcę zagłębiać się w dalsze analizy.

Wniosek jest dla mnie jasny: pani Rupniewska nie jest zainteresowana problemami mieszkańców Zabrza na serio, a jedynie sztucznie próbuje się nimi zainteresować w czasie kampanii wyborczej. Wynika to z resztą nie tylko z jej ewoluującego programu. Przede wszystkim potwierdza to jej kompletna nieobecność w przestrzeni publicznej miasta od ostatnich wyborów. Możliwości partyjnych speców od promocji wizerunku są jednak ogromne, a emocje wyborcze – gorące. W dość krótkim czasie udało się więc wypromować ją na poważną pretendentkę do fotela prezydenta miasta, którą w tej chwili zdecydowanie nie jest. Emocje kampanijne są rzeczywiste, ale oferta Agnieszki Rupniewskiej jest sztuczna.

W niedzielę czeka nas wybór między prezydent Małgorzatą Mańką – Szulik, która wie, czego chce dla Zabrza i jego mieszkańców, a kandydatką, która jeszcze dokładnie nie wie, czego chce, ale nad tym pracuje. Mówiąc zupełnie serio, osoba taka jak pani Rupniewska, a więc ambitna, temperamentna, partyjnie doświadczona, mogłaby raczej mierzyć w Sejm. Zarówno ubiegając się o mandat posłanki, jak również po jego uzyskaniu, mogłaby komunikować się z wyborcami na takim poziomie ogólności, na którym czuje się pewnie (mogłaby sobie darować skomplikowane szczegóły). Z SLD jest po rozwodzie, ale podobno w polityce nigdy nie mówi się nigdy. SLD się odradza i młodych, ambitnych pewnie potrzebuje. A jeśli rozwód był na tyle gwałtowny, że na pojednanie potrzeba więcej czasu (a mandat radnej w Zabrzu okaże się na tyle słaby, że nie zaspokoi jej ambicji), to może miejsca na liście nie odmówi jej w przyszłym roku partyjna Koalicja Obywatelska…

Zanim wybierzemy naszych przedstawicieli do Sejmu, musimy jednak wybrać dobrego prezydenta. Stawiam na rzeczywistą bezpartyjność w myśleniu, decydowaniu i działaniu, czyli na prezydent Małgorzatę Mańkę – Szulik!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>