Problematyczny nauczyciel

Wam już nie można obniżyć poprzeczki, wam trzeba ją zakopać” – westchnął doświadczony historyk z Zabrza (województwo śląskie) w reakcji na brak zaangażowania swoich uczniów w dyskusję o zaborach. Krzywdząco im przygadał? Przejechał się po nich, jak – nie przymierzając – pan od gimnastyki, a nie piewca dawnych ojczyzny dziejów. W przeciwieństwie do rzekomych kontrowersji wynikających z dowcipnego sformułowania (czy też z udziału uczniów w spotkaniu z prezydentem/kandydatem Komorowskim), mamy też problem całkiem rzeczywisty: podczas gdy jedni belfrzy mierzą się na co dzień z wyzwaniem, jak zachęcić uczniów do otwierania ust, jakaś pedagogiczna karykatura w Szczodrem (powiat wrocławski) te usta im… zakleja! Jak widać – jednym trudniej zachęcić uczniów do rzeczowej dyskusji, innym trudniej nad rozdyskutowaniem zapanować. Metody radzenia sobie z problemami dydaktycznymi są jednak przedmiotem w miarę powszechnej zgody. Tzn. nie ma zamkniętego katalogu metod dydaktycznych, takiego, który dopuszczałby wszystkie i zarazem jedyne możliwe metody pracy nauczycieli z uczniami. W tym zakresie istnieje – wbrew obiegowym zabobonom – duża dowolność. Trzeba też uczciwie przyznać, że nigdzie ale to absolutnie nigdzie nie jest napisane, że nauczyciel nie może zaklejać uczniom ust taśmą klejącą taką wąską, a gdy się skończy – wówczas szerszą. A ponieważ nauczyciel –  też człowiek, więc może się zdarzyć jeden na ileś tysięcy, który z jakiegoś przepisu (lub jego braku) wyciągnie wniosek tak innowacyjny, że aż kuratorium nadziwić się nie może.

Fatalna praca byłej nauczycielki nie jest reprezentatywna dla ogółu pedagogów powiatu wrocławskiego, ani tym bardziej dla pedagogów w szerszym zakresie. Nauczyciel nie jest już zawodem negatywnego wyboru: nie wiem co robić, chyba pójdę do szkoły, pouczę trochę. Ten mechanizm od lat już nie działa. Działa natomiast inny – wciąż okupowane są jeszcze szkoły przez belfrów w wieku przedemerytalnym, którzy uczą przez zasiedzenie (formalnie – przez mianowanie). Na szczęście są wśród nich jednostki wybitne, szkolne legendy i niekwestionowane autorytety ale na nieszczęście są też miernoty, którym uczniowie nie przeszkadzają, nie przeszkadzają im też rodzice, o dyrektorach nie wspominając. W razie problemów, zwłaszcza z uczniami, potrafią sobie poradzić. Radzili sobie kiedyś, poradzą sobie i dziś. Lata temu, kiedy sam miałem sposobność uczestniczyć w systemie oświaty jako uczeń, dość częste były przypadki agresji, jako metody radzenia sobie nauczycieli z niesfornymi uczniami. Wyzwiska, bicie po twarzy, bicie klasowymi przyborami matematycznymi, rzucanie przedmiotami, darcie zeszytów – nie wszystkiego doświadczyłem ale było tego sporo. Obyczaj nakazywał wówczas uznać rację nauczyciela. Rodzice stali więc po ich stronie nawet wtedy, kiedy źli nauczyciele dopuszczali się wobec uczniów – mówiąc językiem dzisiejszym – jawnych naruszeń prawa. Te czasy minęły ale jakaś część tamtej starej gwardii nadal nadaje w szkołach ton: wytwarza kanony kultury bycia, wyznacza standardy postępowania, ustala wzorce radzenia sobie w różnych sytuacjach. Współcześnie nikt jednak nie stanie murem za złym nauczycielem – raczej zrobi wszystko, co w jego mocy, aby złemu nauczycielowi dopiec. Festiwal pomysłowego korzystania przez rodziców ze zdobyczy współczesności trwa w najlepsze: sprowadzenie do szkoły dziennikarza, zainteresowanie telewizji, upublicznienie sprawy w Internecie, rozplakatowanie swoich domniemań, włożenie dziecku do plecaka dyktafonu – to tylko część metod, którymi posługują się dziś rodzice w nierównej walce z gronem pedagogicznym. Dobrze zapamiętali lekcję, jaką sami odebrali przed laty, dlatego na pewno nie staną dziś po stronie nauczycieli. Nie staną nawet wtedy (a zwłaszcza wtedy), gdyby ci mieli rację.

W małej szkole, takiej jak ta w Szczodrem, nie ma możliwości, aby niecne nauczycielskie praktyki uchodziły płazem. Pani wicewójt gminy brzmi ostro ale szkoła dyrektorem stoi! Dyrektorka, która mówi do kamery, że właśnie od telewizji dowiaduje się o tym, co się dzieje w jej szkole – brzmi tragikomicznie. Ponosi pełną osobistą odpowiedzialność za to, co tam się działo. Pani „Szeroka Taśma” ze Szczodrego na pewno kariery w szkolnictwie już nie zrobi. Myślę, że pisana jest jej branża przetwórstwa owoców, może jakaś fabryka dżemów? Nadaje się do działu kontroli produktów, sekcja etykiet, gdzie – jako główny specjalista – może sprawdzać, czy są dobrze naklejone.

Komentarze

  1. Marzec 16, 2015

    Dorota Odpowiedz

    W całej tej sytuacji nie wiadomo co jest najgorze…Fakt, że Dyrektor NIC nie wiedzial? Fakt że działo się to już od dłuższego czasu ale żadne z dzieci o tym nie mówiło uznając to za normalne.Czy może to że bez posuwania się do takich działań jak wysłanie dziecka do szkoły z dyktafonem proceder trwał by nadal?
    Od dłuższego czasu śledzę publikacje na temat wysłania coraz młodszych dzieci do szkoły.Protesty rodziców, nieprzejednane stanowisko ministerstwa oraz opinie autorytetów w tej sprawie.Zastanawiamy się czy szkoły są gotowe, czy pomoce naukowe właściwe, a dywany do odpoczynku kolorowe.Zakładamy, że dziecko w szkole czy przedszkolu jest bezpieczne.Niestety tak nie jest.Jako rodzic jestem przerażona i nieufna.Jak więc mogę skutecznie ułatwić dziecku start w maratonie po wykształcenie?

    Prawda jest to, że ze szkoły często najlepiej pamiętamy nauczycieli, którzy byli wymagający.Takich którzy rozbudzali pasję oraz zmuszali-nie rzadko doslownie- do myślenia.Często bywali kontrowersyjni.I choć historyk,który wyśwmiewa się z niewiedzy ucznia nie może być przykładem a matematyk który rzuca kredą do głośnej młodziezy nie ma dużego autorytetu nikt nigdy niczego niczym mi nie zaklejal.Nikt mnie nie poniżal.
    Boję się myśleć o tym, jak to będzie kiedy moje dziecko pójdzie do szkoły.Może dyktafon czy kamera będzie funkcjonowało jako element wyprawki pierwszklasisty? Jak ołówek czy kredki?

  2. Marzec 17, 2015

    Gospodarz Odpowiedz

    Fatalnie wygląda to, co tam zaszło ale moim zdaniem zachowanie tej nauczycielki nie powinno rzutować na naszą ocenę całokształtu szkolnictwa. To przypadek jednostkowy, nawet jeśli za jakiś czas usłyszymy o podobnym. Tam pod Wrocławiem dzieciaki podobno nie tyle uznawały zachowanie nauczycielki za normalne ile były przez nią skutecznie zastraszone, babka ewidentnie miała jakieś problemy emocjonalne – przypadek kliniczny.
    Widzę, że decyzja o posłaniu córki do szkoły właśnie dojrzewa u Ciebie :) Rodzice mają tak naprawdę w nosie, ile dziecko przyniesie do domu dyplomów – ma być w szkole bezpieczne. Nauczyciele dobrze wiedzą, że kluczowe jest bezpieczeństwo powierzonych im dzieci. Tam pod Wrocławiem akurat trochę o tym zapomnieli – wiesz jak jest: mała społeczność, nauczyciel to jest ktoś, nauczycielowi nikt nie fiknie, bo co ludzie powiedzą.. itd. W tamtym jednostkowym wypadku winę ponosi dyrektorka i to nie winę w sensie odpowiedzialność tylko bezpośrednią winę za brak skutecznego nadzoru nad pracą nauczycieli, zaniechania w zajmowaniu się niepokojącymi sygnałami, ogólną nieudolność – babka jest do zwolnienia. Szkoła dyrektorem stroi! Ona tam musiała wiedzieć, co się dzieje na tych lekcjach ale myślała, że nie musi się tym zajmować, bo to tylko takie dyscyplinowanie rozwydrzonych bachorów, kiedyś nie takie rzeczy w szkole uchodziły itd.
    Szkoły są przygotowane na 6-latków, choć nie wszystkie w stopniu idealnym (z moich obserwacji). Natomiast faktem jest, że mimo systemowych rozwiązań niektórzy konkretni nauczyciele są w opozycji do pomysłu 6-latków w szkole i czasem nie omieszkują tego na różne sposoby demonstrować, na szczęście znam to tylko z opowiadań. Dlatego dziś przed podjęciem decyzji sprawdziłbym ten wątek – jak nastawiona jest do tematu 6-latków w szkole przewidziana dla danej klasy wychowawczyni. My podjęliśmy decyzję o posłaniu do szkoły 6-latków i nie żałowaliśmy tego nigdy. Ostatnio mój obecny pierwszoklasista przeżył jakiś rodzaj dziecięco-szkolnego załamania ale wynikało ono z odkrycia, że weekend trwa tylko 2 dni, a do szkoły trzeba chodzić przez 5 – ciężko znaleźć słowa pocieszenia w takiej sytuacji ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>