Przyszłem – scenariusz o Wałęsie dla Wajdy

Książka „Przyszłem” autorstwa Janusza Głowackiego, współscenarzysty kultowego „Rejsu”, autora światowej sławy „Antygony w Nowym Jorku” i wielu innych dzieł, to w istocie „impreza towarzysząca” dla filmu Wajdy. Myślę, że w tym wypadku książka nie była marketingowo zaplanowana i nie wpłynęła istotnie na odbiór i zasięg oddziaływania filmu. Pojawiła się z jako rzeczywiste pokłosie pracy nad scenariuszem, bo Głowacki jest człowiekiem z dystansem do świata, do sztuki którą uprawia, a przede wszystkim – do siebie. Nie tylko „nie umie napisać pomnika” – jak sam przyznaje – ale zdaje się, że w ogóle pomników nie lubi. Dlatego książka zawiera bardzo swobodne opisy poszczególnych etapów prac nad scenariuszem od pierwszego spotkania z mistrzem Wajdą w restauracji aż do urodzin u Lecha Wałęsy już po premierze, podczas których zamienia z byłem prezydentem parę zdań. Dlaczego Wajda zwrócił się właśnie do Głowackiego w sprawie scenariusza do filmu? Bo Roman Polański powiedział mistrzowi, że właśnie on (Głowacki) zrobi to najlepiej. Sporo jest w książce takich właśnie didaskaliów, które w rezultacie dają czytelnikowi znaczenie szersze spojrzenia na efekt końcowy, który mogliśmy obejrzeć na ekranie. Dla mnie najciekawsze było spojrzenie z bliska na pracę scenarzysty. Nie wiem, czy praca nad scenariuszem każdego filmu, wygląda podobnie jak praca Głowackiego nad „Wałęsą”, mam nadzieję, że nie. Dlaczego mam nadzieję? Bo w trakcie pisania scenariusza mistrz Wajda znacząco zmieniał (czyt. doskonalił) swoje pomysły, co oznaczało dla scenarzysty nieskończoną ilość poprawek, przeróbek, dodatkowych scen i wariantów . Głowacki przyznaje, że napisał tę książkę m.in. dlatego, że wiele scen, które napisał i wiele pomysłów, które zgłaszał, do filmu ostatecznie nie weszło i jest mu szkoda, żeby miały tak po prostu przepaść – część z nich opisał więc w książce. Warto ją więc przeczytać, żeby prześledzić proces tworzenia jednego z najgłośniejszych filmów ostatnich lat – łatwo nie było. Zwłaszcza, że w tym wypadku proces tworzenia oznaczał de facto konstruowanie oficjalnego (przynajmniej na jakiś czas) wizerunku Lecha Wałęsy, a to łatwe nie jest. Jeszcze z jednego powodu warto po nią sięgnąć – Głowacki błyskotliwie dzieli się dużą ilością ciekawych, dowcipnych i mniej znanych dygresji, anegdot i kuluarów dotyczących twórców kina, pisarzy, polityków, duchownych, a także przemian społeczno – gospodarczych.

Książka nie jest dziełem literackim w rozumieniu ścisłym, autor prowadzi swoją narrację w zasadzie dość niedbale – nie dba o szczegóły formalne ani tym bardziej o precyzję i symetrię prowadzenia wątków, co jednak nie zmienia faktu, że książka jest w odbiorze bardzo atrakcyjna. Warto po nią sięgnąć, zwłaszcza po obejrzeniu filmu. Książka nie była z pewnością typowym „wydarzeniem towarzyszącym” dla filmu Wajdy ale wartościowo go uzupełniła. Kto ją przeczyta – ma szansę uzupełnić swoje refleksje na temat filmu o Wałęsie, a może i samego Wałęsy… Bo przecież nie jest tak, że do filmu Wajdy, nie można już niczego dodać!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>