Projekt w szkole, szkoła w projekcie…?

Wobec dość powszechnego narzekania na gimnazja, w których wszyscy mają pretensje do wszystkich, wobec sondażowych tęsknot za 8-letnią podstawówką, szalonych medialnych inicjatyw rodzinno – politycznych, więc wobec tego wszystkiego jakże sensacyjnie zabrzmiały  grudniowe rewelacje o świetnym wyniku „polskich gimnazjalistów” w badaniach PISA! Nasi gimnazjaliści okazali się lepsi od swoich rówieśników m.in. w Niemczech czy w Anglii. „Czy to na pewno o naszych gimnazjalistach?” – zdawali się dziwić publicyści choć rzetelnie cytowali wypowiedzi polityków: „mamy najzdolniejszą młodzież na świecie”, „warto ufać nauczycielom” itp. laudacje – zasłużone, żeby nie było. Niektórzy zdobyli się na skrótowy opis genezy tego sukcesu: „to efekt obowiązkowej matury z matematyki” (mobilizuje gimnazjalistów do nauki), „to rezultat wprowadzenia nowej podstawy programowej (z 2008)”, „to efekt masy projektów unijnych, które wyzwoliły kreatywność nauczycieli i uczniów” itd. Analitycy o poglądach skrajnych twierdzili dla odmiany, że ten wynik nie miał nic wspólnego z pracą szkoły, rozporządzeniami MEN, czy funduszami unijnymi, a był po prostu skutkiem bezmyślnego uczenia „pod testy” albo w wersji ekstremalnej: odpowiedniego doboru reprezentatywnej grupy naszych gimnazjalistów do testów. PISA – PISą, krajowych narzędzi do analizy jakości pracy też mamy już sporo. Myślę, że gimnazja to po prostu – niezależnie od wyników – dobry pomysł był, bo gimnazjaliści stwarzają nauczycielom szerokie możliwości do działania!

W ostatnich latach trudno nie ulec wrażeniu, że istotną miarą sukcesu szkoły, nie tylko gimnazjów, jest sięganie po środki unijne. Najpierw sukcesem jest samo napisanie i złożenie wniosku, potem jest to moment publikacji listy z wynikami oceny formalnej, prawdziwa euforia towarzyszy ogłoszeniu decyzji o przyznaniu dofinansowania i potem jeszcze pierwszym paru tygodniom (miesiącom…?) realizacji. Coś na kształt ulgi odczuwa się przy zatwierdzeniach wniosków o płatność, a prawdziwe szczęście dochodzi do głosu po zakończeniu realizacji projektu, a najbardziej – po pomyślnie zakończonej kontroli. Poziom formalizacji procedur zaczyna jednak być tak abstrakcyjny, że każdy projekt staje się alternatywną rzeczywistością, w której obowiązuje hermetyczny język i w której życie płynie w rytmie wniosków o płatność a dominującym uczuciem jest stan zagrożenia „niekwalifikowalnością” wydatków. Cele projektu stają się wagowo zredukowane do minimum, nieistotne. Nie mam błyskotliwych pomysłów na zmianę tej sytuacji ale wiem, że w dokumentach i wytycznych jest sporo przesady. Np. Instytucja Ogłaszająca Konkurs na dofinansowanie projektów może napisać ogłoszenie o naborze wniosków na 43 stronach, załączając do niego kilka obszernych załączników, w tym instrukcję wypełnienia kilkunastostronicowego wniosku, która sama obejmuje stron 115… Limit znaków oczywiście urzędników nie obwiązuje, bo wszystkie ich napisy są tak ważne, że ograniczania redakcyjne nie wchodzą tu w grę. Co innego wnioskodawcy: ich analizy, opisy, koncepcje i inne wynurzenia mają być zapisane krótko, najlepiej z systemem skrótów, zbiorem obowiązkowych zwrotów, tak żeby jakoś wszystko upchać w niezmiennym formularzu, wszak dobrze napisany projekt spokojnie zmieści się w wyznaczonym limicie (w domyśle: nie mieszczą się złe). Ale cóż – ktoś chce nam dawać kasę na nasze pomysły, więc wolno mu określić warunki, nie podoba mi się – nie piszę wniosków. Idea funduszy unijnych była i jest szczytna. Fundusze unijne są i będą dobre, dobrze jest je skutecznie pozyskiwać i realizować przy ich pomocy pożyteczne projekty ale to, co uczynili z nich nasi krajowi dystrybutorzy środków unijnych zakrawa czasem na ponure zaprzeczenie szczytnych idei. W ciągu najbliższych miesięcy (a może już tylko tygodni?) zatwierdzone zostaną w Brukseli nasze nowe programy operacyjne, przygotowane do nowego budżetu unijnego na lata 2014 – 2020, w ramach których szkoły znów będą mogły otrzymywać środki na realizację swoich celów. Zamiast analitycznych refleksji warto pamiętać, że wg wszelkich znaków – będzie to ostatni tak pokaźny budżet unijny dla Polski, może więc, mimo biurokratycznych kłód rzucanych pod nogi projektodawców, warto sięgać po projekty…?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>