Rozpacz mediów

Rozpaczy mediów nie należy mylić z rozpaczą w mediach. Ta druga stosunkowo często gości na ekranach, łamach i portalach. Rozpacz jest zjawiskiem bardzo intymnym, dlatego publikowana w mediach – podkręca emocje i zwiększa zainteresowanie. Rozpacz ma zawsze ludzkie oblicze, jest zawsze rozpaczą jakiegoś człowieka lub jakichś ludzi. Wokół ludzkiej rozpaczy media zachowują jednak specjalną etykietę, swego rodzaju dyskrecję i dystans. Łamanie tych niepisanych reguł jest w środowisku odbierane negatywnie. Pamiętam, kiedy w Iraku zginął Waldemar Milewicz i jedna z gazet zdecydowała się opublikować zdjęcie zabitego dziennikarza, koledzy po fachu nie zostawili na brukowcu suchej nitki. Śmierć znanego i lubianego człowieka mediów była źródłem rozpaczy nie tylko dla jego najbliższych. Wobec takich wydarzeń zachowuje się dystans – to jasne. Przez jakiś czas po katastrofie smoleńskiej wiodące portale informacyjne publikowały nagranie z kabiny pilotów TU-154, na którym w ostatnich sekundach przed uderzeniem samolotu w ziemię rejestratory zapisały rozpaczliwy krzyk drugiego pilota. Jeszcze tego samego dnia, kiedy materiał opublikowano, końcówka nagrania została wyciszona. Być może najpierw wydawało się, że trzeba pokazać całą prawdę o dramaturgii tamtych chwiel, a dopiero później okazało się, że taka prawda jest jednak nie na miejscu. Makabryczne egzekucje, jakich dokonują przed kamerami bandyci spod znaku samozwańczego „państwa islamskiego”, nie są pokazywane w TV. Sama wypowiedź ofiary nagrana tuż przed śmiercią oraz wypowiedź zabójcy – budzą dostateczną rozpacz. Podobno poszukiwanie w sieci nagrań tych egzekucji podlega ściganiu i karze. I słusznie.

Rozpacz mediów to coś zupełnie innego. Występuje niezwykle rzadko, w zasadzie nie zdziwiłbym się, gdyby dla części ludzi było to zjawisko niezauważalne. Rozpacz mediów ma miejsce wtedy, gdy opisywane wydarzenia okazują się tak zaskakujące, że dziennikarze przez jakiś czas nie wiedzą, co powiedzieć, napisać, pokazać. A że nie mogą milczeć – komunikują to, co im się wydaje właściwe. Takie zaskoczenie jest bardzo ludzkie. Dożyliśmy czasów, kiedy niektóre media, starając się zminimalizować ryzyko tego typu zaskoczeń, zawczasu przygotowują materiały o ludziach znanych, wybitnych i starszych (3 w 1), aby na wypadek ich odejścia być gotowym. Jest jakiś nietakt w tym, żeby pisać komuś nekrolog za życia ale z drugiej strony – to tylko fiszki, przyczynki, luźne notatki na wszelki wypadek. Dożyliśmy czasów, kiedy na naszych oczach, na żywo, dzieją się rzeczy straszne, a dziennikarz musi komunikować je widzom. Niektórzy dają radę, niektórzy nie dają. W sobotę 10 kwietnia 2010 r. Jarosław Kuźniar w TVN24 był już mistrzem w swoim fachu ale stał się nim jeszcze bardziej, kiedy zachowując na później prawo do osobistych przeżyć, pomagał widzom wyobrazić sobie niewyobrażalną katastrofę. Niektórzy jego goście nie dawali rady. To był jednak przypadek rozpaczy w mediach, a nie rozpaczy mediów. Nie na tym kanale.

Rozpacz w mediach mamy teraz, kiedy okazuje się że dwoje licealistów z Białej Podlaskiej zamordowało rodziców jednego z nich. Rwandyjscy Hutu 20 lat temu działali chyba podobnie. Tamte wydarzenia też były wstrząsające, choć odległe. Ma się wrażenie, że to było o kimś innym i dalekim, na pewno nie o nas. Tragedia w Rakowiskach jest porównywalna z tym, co działo się w Rwandzie. Nie liczbowo porównywalna ale rodzajowo. Bezsensowna śmierć z rąk obłąkanych sprawców. Rozpacz mediów przejawia się dziś w tym, że dziennikarze tak po ludzku nie widzą co o tym mówić. Nikt nie potrafi dziś przekonująco wyjaśnić dlaczego dwoje młodych ludzie zamordowało rodziców jednego z nich. Ani słynny psycholog, ani znany kryminolog, ani pobożny ksiądz, więc także błyskotliwy dziennikarz nie da dziś rady wyjaśnić tego morderstwa. Czy można wytłumaczyć niewyobrażalne? Pustka w dziennikarskich głowach jest więc jak najbardziej ludzka – ale nieprofesjonalna. Dlatego poszukują. Że na Facebook’u – zrozumiałe, że w policyjnych i prokuratorskich dokumentach – wiadomo. Ale dlaczego w szkole? Czy to nie jest objaw rozpaczy, bezsilności, pustki, którą zapełnia się stereotypem „szkoły, która jak zwykle czegoś nie dopilnowała”? Nie można o tej zbrodni nie mówić, więc może szkoła coś przeoczyła – na pewno, bo kuratorium nie wiedziało o toczących się postępowaniach, a w dodatku dziewczyna zmieniła niedawno liceum, podobno nauczyciele jej nienawidzili… Czyż nie układa się to w jakąś całość? W żadną. Szkoła nie hoduje takich zwyrodnień. To rodzi się na styku różnych okoliczności życia ale nie w szkole, bo gdyby szkoła sprzyjała kształtowaniu się takich postaw – media ujawniłyby to, wiedzielibyśmy o tym. Więc dajmy szkole spokój. Mam nadzieję, że lubelskie kuratorium zachowa się rozsądnie, nie podda się rozpaczy mediów i nie rzuci do „tych” szkół doraźnych kontroli. Koleżanki i koledzy młodocianych zabójców, a także ich nauczyciele i dyrektorzy zdecydowanie nie potrzebują teraz wsparcia kuratoryjnych kwestionariuszy.

Tradycyjne programy informacyjne nie nadają się do roztrząsania przyczyn, dla których matka morduje córeczkę, rodzice – dzieci, czy dzieci rodziców. Reżim sekund, minut czy liczby wierszy nie pozwoli odbiorcom zrozumieć takich wydarzeń. A skoro krótki przekaz miałby wszystko jeszcze bardziej skomplikować, to może odpuścić? To byłoby niepoważne: „zostały nam 3 minuty, proszę powiedzieć krótko, dlaczego – pana zdaniem – ci rodzice zginęli?”. To co zostaje do zrobienia, to dyskretne ukazanie zrozpaczonych ludzi – ku pocieszeniu, ku przestrodze i ku przebaczeniu, do którego droga dziś daleka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>