Sacerdolatria

Ubóstwianie duchownych jest naturalnym nawykiem osób wychowywanych na gruncie pobożności ludowej. Jest nawet normą społeczną w niektórych krajach, np. w Polsce. Wszystko wskazuje na to, że ta archaiczna postawa społeczna, roboczo nazwana tutaj sacerdolatrią (łacińskie „sacerdos” – kapłan, greckie „latreia” – służba Bogu), przechodzi bezpowrotnie w fazę schyłkową.

Zmierzch sacerdolatrii wywołują przyczyny cywilizacyjne, które ogólnie mieszczą się pod wspólnym mianownikiem nieograniczonego dostępu do informacji. Kiedyś kapłani posiadali ekskluzywną wiedzę, dzięki której mogli trzymać w szachu nie tylko ogół społeczeństwa ale nawet rządzących. Skrupulatne strzeżenie dostępu do tajemnej wiedzy zapewniającej im powszechną cześć i posłuszeństwo, jest dziś możliwe już tylko w fabułach filmowych (Dogma), książkowych (Kod Leonarda da Vanci) lub radiowych (o. Tadeusz Rydzyk). Duchowni nie posiadają dziś wiedzy, która byłaby uzasadnieniem okazywania im nadzwyczajnej rewerencji.

Czasem mam wrażenie, że jest wręcz odwrotnie: dziś nie chodzi bowiem o to, co duchowni wiedzą o Bogu, świecie, życiu, bo charakter ich wiedzy na ten temat nie musi różnić się od wiedzy nie-duchownych. Bardziej chodzi dziś o to, co wiemy lub czego nie wiemy o samych duchownych – ta wiedza posiada o wiele większe znaczenie, znaczenie tak znaczące, że dziś kluczowe wydaje się to, żeby solidarnie strzec dostępu do wiedzy o niektórych aspektach życia duchownych. Ale ta dyskrecja zaczyna szwankować. Zdarza się bowiem coraz częściej, że na jaw wychodzą osobiste sprawy duchowieństwa, które rzucają ponury cień na tę grupę społeczną, pomniejszając społeczne zasoby należnego jej szacunku. Zwolennicy sacerdolatrii widzą w tych ujawnieniach „spisek wrogich sił”.

W tym tygodniu na czele „spiskowców” bezkonkurencyjnie stroi Newsweek, który opublikował garść szczegółów z dokumentacji procesowej Józefa Wesołowskiego, byłego duchownego, oskarżonego o kontakty seksualne z nieletnimi na Dominikanie. Sypnął go diakon, z którym były hierarcha miał być kiedyś dość blisko. Nie wiadomo co się z nim (Wesołowskim) teraz dzieje. Do niedawna, w ramach aresztu domowego, był lokatorem jednego z rzymskich pałaców dla dyplomatów watykańskich ale wg ustaleń Newsweeka już tam nie mieszka. Trwa jeszcze jego proces odwoławczy ale szanse na uwzględnienie jego apelacji są zerowe. Ujawniona wiedza o Józefie Wesołowskim niechybnie doprowadzi do postawienia go przed sądem i skazania.

Ten człowiek ma jednak do odegrania ważną rolę – może się przyznać, okazać skruchę, przeprosić, podjąć jakąś publiczną formę pokuty – dałby tym samym, mimo swojej choroby, świadectwo przywiązania do podstawowych ludzkich wartości i świadectwo nawrócenia. Tak zrobiła w końcu znana siostra Bernadetta z Zabrza, tak zrobił znany psychoterapeuta śp. Andrzej Samson. Ekstremalny „przypadek” Józefa Wesołowskiego wyznaczy standardy działania w podobnych przypadkach w przyszłości. Takie „przypadki” teoretycznie nie powinny się zdarzać, zwłaszcza wśród duchownych ale ponieważ życie nie toczy się w teoretycznie, więc się zdarzają i będą się zdarzać i będziemy o nich informowani. Dlatego ważna jest przejrzysta postawa sprawców i sprawiedliwe wewnątrzkościelne procedury postępowania. Sacerdolatira będzie coraz rzadsza ale szacunek wobec duchownych za uczciwe stawianie trudnych spraw wcale nie musi być mniejszy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>