Sercem z nauczycielami!

Strajk nauczycieli wydaje się w tym momencie działaniem bardzo adekwatnym. Nie może być tak, że rządzący zapowiadają i wdrażają kolejne programy socjalne, warte miliardy, a nauczycielom wciska się kit, że nie ma dla nich pieniędzy. Albo przeciwnie – że władza oddała im wszystko, co zabrali poprzednicy (co to w ogóle za idiotyzm?) lub że rząd PIS funduje oświacie najwyższe podwyżki w historii, które płyną do nauczycieli szerokim strumieniem środków finansowych. Tych wzajemnie sprzecznych bredni nie da się już słuchać. Jedyną reakcją na tych rozmiarów cynizm musi być strajk. Warto pokazać władzy, że nauczycieli nie należy robić w konia, a już na pewno nie tak ostentacyjnie, jak robi to Anna Zalewska.

Postulat podwyżek nauczycielskich płac jest słuszny. Najlepiej jednak, gdyby był on dyskutowany merytorycznie w ścisłej łączności z tematem reform. Zdaję sobie sprawę, jak bardzo w najbliższym czasie będzie to trudne… W systemie oświaty pojęcie „reformy”, choć przecież nie obce, przez jakiś czas będzie kojarzyło się z katastrofą spowodowaną przez panią Zalewską: z dewastacją systemu, zakłamaniem przekazu i chaosem organizacyjnym i programowym. Wiem, że zmiany wprowadzone w oświacie przez obecną ekipę rządzącą, wywołują materialne i organizacyjne skutki o różnym zabarwieniu i natężeniu. Są miejsca, gdzie nie ma tragedii, gdzie subwencja okazuje się od dwóch lat coraz wyższa (gdzie indziej jest za to coraz niższa – nie ma innej możliwości). Ale są też miejsca, w których te pseudoreformy spowodowały potworny zamęt, a samorządy naraziły na ogromne koszty. Rolą władzy centralnej nie jest, a na pewno być nie powinna, dywersyfikacja standardów realizacji zadań oświatowych. Zamysł wprowadzonych zmian jest od samych swych podstaw głęboko błędny, a sposób ich wprowadzania – to nieporozumienie. Gdy Zalewska snuje swe rojenia o kształceniu zawodowym, mówi o zmianach, które w oświacie przebiegają w długich perspektywach czasowych. Kiedy jednak zabiera się do dewastacji szkół ogólnokształcących, to nie waha się wymusić rozpoczynania nowej szkoły podstawowej w dwóch miejscach czasowych jednocześnie (klasa I i klasa VII, a jak ktoś bardzo chce – można zacząć nową szkołę od klasy IV, przynajmniej oganizacyjnie). Tym samym sprawia, że wprowadzane z tępym uporem zmiany będą o wiele trudniej odwracalne. Obecna władza zdemolowała system edukacji w stopniu, jaki trudno rzeczowo zdefiniować. Działania samej Zalewskiej to szczyt politycznej arogancji! Zamysł i sposób likwidacji gimnazjów uważam za działania tego rodzaju, że powinny one w przyszłości zaprowadzić ją przed Trybunał Stanu. Nie wiem, czy to możliwe, ale bardzo chciałbym, żeby tak się stało.

Myśląc o połączeniu podwyżek z reformą mam na myśli reformę rzeczywistą. Taką, którą rozpoczął rząd Jerzego Buzka, a na której kontynuację zabrakło odwagi następcom. Słyszałem kiedyś Krystynę Szumilas, kiedy była jeszcze wiceministrem edukacji, jak mówiła, że nauczyciele zasługują na bardziej nowoczesne przepisy systemowe niż Karta Nauczyciela. Intuicja z wszech miar słuszna, ale pomysł ucichł zanim w ogóle się pojawił. Upieranie się dziś przy nowelizowanych 250 razy przepisach z lat 80., źle świadczy o środowisku. Podobnie jak fakt, że całą grupą zawodową, jedną z najlepiej wykształconych, trzęsą związki zawodowe. Anachroniczny w tym obszarze twór, rodem z XIX-wiecznych fabryk, stanowi najbardziej skuteczną i „reprezentatywną reprezentację” środowiska oświatowego w drugiej dekadzie XXI wieku! Żadnemu z branżowych stowarzyszeń nie udało się zyskać w środowisku rangi, która nie pozwalałaby przechodzić obojętnie wobec zgłaszanych przezeń postulatów. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty, stowarzyszenie dyrektorów szkół i placówek różnego typu, różne stowarzyszenia merytoryczne nauczycieli, różne inne stowarzyszenia oświatowe – żadna z tego typu organizacji nie zaproponowała spójnego, kompleksowego podejścia do zmian w oświacie. Tymi sprawami zajęli się więc politycy… Także oświatowe autorytety nie narzucają swoich opinii zbyt nachalnie. Krystyna Starczewska udzieliła kilku dobrych wywiadów prasie i TV, ale jej przekaz nie został w żaden sposób wzmocniony i w rezultacie niewiele z tego wyniknęło. Jan Wróbel poszedł w publicystykę, Witold Kołodziejczyk – chyba w szkolenia. Dariusz Chętkowski – trzyma rękę na pulsie, merytorycznie bloguje – korzystają ci, którzy czytają, Grzegorz Lorek nagrywa i publikuje mądre filmiki na Facebooku – mają dużo wyświetleń. Przemysław Staroń i inni nauczyciele roku, to zazwyczaj gwiazdy jednego sezonu – są popularni, mają potencjał, ale ci mistrzowie zawodu nie mają ambicji ogólnopolskich – skupiają się na swoich uczniach. Maciej Jakubowski, były wiceminister edukacji, prezentuje na Twitterze znakomite analizy edukacyjne, polsko- i anglojęzyczne, pomagają wyciągać właściwe wnioski. Mikołaj Herbst opublikował kilka badań i analiz, a także podzielił się opiniami, które przekonująco demaskują manipulacje pani Zalewskiej, ale trendu odwrócić nie zdołały. Katarzyna Hall skutecznie rozwija swój innowacyjny pomysł na szkolnictwo niepubliczne, ale z działalnością w sferze publicznej – zdaje się – zerwała. Jolanta Okuniewska, która kilka lat temu trafiła do elitarnego grona 50 najlepszych nauczycieli na świecie, uczy, szkoli, bloguje, inspiruje, ale zdaje się, że nie ujawniła swojego poglądu na procesy zachodzące u nas w systemie oświaty… Tę wyliczankę można by jeszcze pociągnąć, ale faktem jest, że silnie oddziałujących autorytetów ze świecą szukać, przynajmniej w dyskursie publicznym. Silny i rozpoznawalny jest za to prezes ZNP, który walczy o podwyżki.

Podwyżki powinny być powiązane ze zmianami w kształceniu nauczycieli, ze zmianami w przepisach o ich kwalifikacjach. Jestem przekonany, że w ślad za godziwą podwyżką powinny pójść zmiany wymagań kwalifikacyjnych, zmiany pensum i być może zmiany w ramowych planach. Podwyżki powinny być jeszcze wyższe, ale nieco mniejsza powinna być docelowo suma nauczycielskich etatów, na które należy rozdzielić zwiększone środki na wynagrodzenia. Absolutnym minimum musi być posiadanie kwalifikacji do nauczania kilku przedmiotów – bez tego będziemy w europejskim ogonie. Elastyczne musi być pensum – zależne od wieku, rodzaju prowadzonych zajęć, pełnionych w szkole funkcji, a nawet od lokalizacji szkoły – dobre rozwiązania w tym zakresie z powodzeniem funkcjonują m.in. w Niemczech, tutaj nie trzeba odkrywać nowych lądów, trzeba tylko wiążąco i długofalowo się umówić.

Warto patrzeć w przyszłość szkolnictwa konstruktywnie, innowacyjnie, z otwartym umysłem – inaczej nie ma sensu w tej branży. Przy obecnej władzy, która w przestrzeni oświatowej zachowuje się jak słoń w składzie porcelany, nie będzie to łatwe – może przy kolejnych… Tymczasem sercem jestem z nauczycielami, bo przebrała się miarka demagogii. Anna Zalewska powinna objąć funkcję wychowawcy świetlicy w liceum w Świebodzicach i powinna rozpłynąć się w politycznym niebycie, a jej urojone „reformy” powinny zostać łagodnie i rozsądnie zneutralizowane. Chciałbym, żeby strajk zabolał władze centralne, żeby wywrócił do góry nogami kierownictwo MEN. W ostatnim czasie resort edukacji robi nauczycielom niebywałe świństwo. Być może zauważyliście – pojawił się spot, w którym pod hasłem #JesteśmyzWami, rząd próbuje wbić klin między uczniów a nauczycieli i między nauczycieli a rodziców. To jest bardzo w stylu pani Zalewskiej. Ona od samego początku swojej przypadkowej – na odcinku edukacji – kariery rządowej manipuluje faktami i wynikami badań w ten sposób, aby rzeczywistość dopasować do jej urojonych idei, organizuje konferencje, na których dziennikarze nie mogą zadawać pytań, a sama w swoich wystąpieniach posługuje się argumentami, które brzmią jak zdarta płyta. Absurd. Takiego koszmaru jeszcze w MEN nie było i mam nadzieję, że już nigdy później nie będzie. Nawet w PIS słyszy się podobno, że Zalewska stanowi obecnie dla rządzących przykre obciążenie. Niestety, nie tylko dla rządzących.

Mam nadzieję, że strajk przyspieszy jej dymisję. Nie chciałbym natomiast, żeby strajk zabolał uczniów, rodziców i samorządowców. Uczniowie napiszą, co mają napisać, w tym czy innym terminie, niektórym strajk nałoży się na rekolekcje, tu i ówdzie będą zajęcia opiekuńcze. O uczniów jestem spokojny. Jeśli chodzi o rodziców – wiem, że duża ich część nie żyje emocjami ze stolicy z Alei Szucha 25. Dla większości, w tym dla mnie, ważne jest to, co dzieje się w szkole moich dzieci w mojej miejscowości, dzielnicy i moim mieście, a tutaj za wszystko odpowiada wójt, burmistrz i prezydent. Mam nadzieję, że przejdziemy przez czas słusznych protestów nauczycieli w duchu wzajemnego zrozumienia.

Źródło grafiki: Polska Times, RMF24

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>