Skąd się biorą dyrektorzy szkół?

Nie jest to problem fundamentalny, jak pytanie o początki życia ludzkiego ani metafizyczny, jak problem pochodzenia zła. Nie jest to też na ogół problem nośny medialnie, jak niektóre spory społeczno – gospodarcze ale zarysowana w tytule kwestia niewątpliwie istnieje. W każdej szkole pracuje bowiem dyrektor – kierownik zakładu pracy i przełożony wszystkich pracowników tego szczególnego zakładu, który co jakiś czas się zmienia. Jakie mechanizmy i klucze regulują zmiany na tym ważnym stanowisku?

Stanowisko to jest bez wątpienia prestiżowe i godne pożądania, więc skrytych marzeń o piastowaniu tej funkcji nie trzeba się wstydzić. Pożądanie dyrektorstwa nie jest grzechem przeciwko 10 przykazaniu. No chyba, że wynika ono (to pożądanie) z neurotycznej chęci odegrania się, zrealizowania misternej zemsty, pokazania komuś czegoś – słowem, jeśli dążenie do bycia dyrektorem szkoły wynika z okoliczności pozamerytorycznych. Wówczas należy się takich pragnień wstydzić, należy też swoje aspiracje gruntownie przemyśleć, żeby przypadkiem nie zatruć paru lat życia sobie i innym. Dyrektorem można być tylko dla kogoś: dla nauczycieli, dla uczniów, dla rodziców, dla dzielnicy, dla miasta, dla wioski, dla pana kuratora, dla pani minister, dla mediów, z myślą o ulubionym dyrektorze z dawnych lat albo z myślą o siebie. Natomiast gdyby ktoś chciał zostać dyrektorem przeciwko komuś, wbrew komuś albo na złość komuś – doktoranci psychiatrii klinicznej czekają i zacierają ręce, wystarczy się ujawnić i zgłosić do badań.

Dyrektorem szkoły zostaje się wg dwóch głównych kluczy: z wewnątrz albo z zewnątrz. Tertium non datur, chyba że szkoła jest nowa, nowo założona ale tego przypadku nie rozpatrujemy.

Dyrektor przychodzący z wewnątrz to – ogólnie rzecz biorąc – swój człowiek, znany, przewidywalny, dogadany. Taka zmiana, to zwykle niewinna roszada, choć w szczegółach sytuacja bywa czasem skomplikowana. Głównym problemem dyrektora wywodzącego się z grona są wyobrażenia o swojej dyrektorskiej przyszłości. Kandydat, jeszcze-nie-dyrektor wyobraża sobie, że jako już-dyrektor będzie musiał być kimś zupełnie innym niż jest dotychczas. Nieprawda. W wykonywaniu zadań dyrektora bardzo ważne jest bycie prawdziwym, autentycznym, wiarygodnym – takim, jakim jest się naprawdę, takim, jakim było się dotąd. Wszelkie aktorstwo, zwłaszcza nieudolnie maskowane, raz – dwa wyjdzie na jaw i nic dobrego nie przyniesie. Dyrektor z wewnątrz, jako odpowiedzialny jeszcze-nauczyciel, postępował zapewne tak, żeby jego służbowe działania były dobre nie tylko dla niego samego ale także dla jego szkoły. Jako już-dyrektor powinien postępować dokładnie tak samo, ewentualnie dyskretnie przestawiając kolejność ramowych priorytetów: wybierać w pierwszej kolejności to, co dobre dla szkoły, a w drugiej to, co dla zespołu. Cała przygoda bycia dyrektorem z wewnątrz polega na autorskim żonglowaniu zaangażowaniem w realizację pomysłów służących rozwojowi szkoły i realizację potrzeb tworzących tę szkołę ludzi, przede wszystkim nauczycieli. Jeśli nie nadciągnie jakiś demograficzny albo inny kataklizm – dobre ustawienie pracy dyrektora z wewnątrz nie powinno zająć więcej niż parę miesięcy. W szczegółach zależy to jeszcze od trybu wyboru nowego dyrektora: czy objęcie władzy nastąpiło wg obyczajów dynastycznych (jakiś rodzaj namaszczenia), czy może miała miejsce jakaś forma wolnej elekcji – kiedy nowy dyrektor wykreował siebie wg własnych pomysłów, z własnej inicjatywy i sam przekonał grono do udzielenia sobie poparcia? To są jednak okoliczności drugorzędne. Najważniejsze są osobowość i motywacje dyrektora.

Dyrektor z zewnątrz wzbudza zwykle większe emocje. O takim dyrektorze, zanim jeszcze faktycznie nastanie, krążą zasłyszane informacje, które czasem rozrastają się do znacznych rozmiarów, przybierając postać legend. Kiedy delikwent zjawia się potem w szkole, a jego słowa i czyny nie pasują do utrwalonych plotkami wyobrażeń – tym gorzej dla niego! Od razu może otrzymać łatkę aktora, który „udaje, bo zwyczajnie chce się wkupić ale z nami tak łatwo mu nie pójdzie, oj nie, nie”. Dyrektor z zewnątrz ma trudniej. Musi bowiem z jednej strony poznać zespół, tworzące go relacje i zachodzące w nim procesy, poznać środowisko ale jednocześnie od razu musi być dyrektorem w pełnym zakresie. Początki dyrektora z zewnątrz mogą czasem przypominać stąpanie po polu minowym ale wcale nie muszą. Dużo zależy od sytuacji, w jakiej doszło do zmiany na tym stanowisku. Jeśli grono nie potrafiło wygenerować z siebie kandydata na dyrektora i musiał pojawić się człowiek z zewnątrz – też coś nam to mówi. Ale interpretacji jest niezliczona ilość… Mogło być tak, że dyrektor odchodzący był typem zamordysty, który wykosił potencjalną konkurencję albo nie pozwolił jej zaistnieć (wtedy nowy ma łatwiej); może to koterie w gronie zblokowały się nawzajem, nie mogąc zgodnie wybrać jednego następcy (jest źle – trzeba scalać podziały); może grono jest niewielkie i akurat nikt w nim uczciwie nie czuje się na siłach, aby kierować zespołem (stosunkowo dobry punkt wyjścia); może grono jest mało kreatywne i mało aktywne i nikomu zwyczajnie nie chce się wziąć odpowiedzialności za całokształt (dużo pracy przed nowym dyrektorem). Może też być tak, że dyrektor odszedł na emeryturę, co było zaplanowane i dobrze wszystkim znane, a może się zdarzyć odejście nagłe, gwałtowne, zupełnie niespodziewane. Możliwych kontekstów jest znacznie więcej. Dyrektor z zewnątrz musi poświęcić znacznie więcej czasu na pełne przejęcie władzy w szkole, mówi się o niezbędnym minimum cyklu 5 lat szkolnych (pierwsza kadencja), podczas których dobrze pozna i zrozumie wszystko, co się wokół niego dzieje. Podobno drogą na skróty może być jedna – druga rozmowa z panem woźnym i paniami sprzątającymi, bo podobno trafnie umieją uchwycić to, co w szkole ważne, a czego nie da się wyczytać w protokołach rady pedagogicznej. Ale to raczej plotki i okoliczności drugorzędne. Także w przypadku dyrektora z zewnątrz najważniejsze są jego osobowość i jego motywacje.

Szkoła dyrektorem stoi. Niezależnie od tego, w jakim trybie zostaje dyrektor wyłoniony – musi być dziś przede wszystkim człowiekiem dialogu. Jednak o tym, jaki powinien być współczesny dyrektor i dlaczego musi być człowiekiem dialogu, będę chciał napisać następnym razem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>