Ślub w rodzinie

Wg doniesień medialnych wczorajsza sobota byłą dniem kluczowych politycznych decyzji. Jedna partia osiągnęła punkt zwrotny, inna oficjalnie namaściła przyszłą panią premier, jeszcze inna nie odwołała swojego prezesa, kolejna rozmieniła przywództwo na dwoje współprzewodniczących, ktoś tam jeszcze się jednoczył… Wszyscy o tym trąbili, a człowiek gapiąc się w telewizor i już prawie uwierzył, że te wydarzenia i te doniesienia były najważniejsze. Guzik prawda.

Byłem wczoraj na ślubie swojej matki. Takim prawdziwym, kościelnym. Bo przecież bywa tak, że człowiek bierze ślub więcej niż raz w życiu. Czasem jest to kontrakt cywilny, też zwany ślubem. Człowiek w relacji do innych ludzi przechodzi różne etapy: czyni przymiarki, miewa momenty rezygnacji, żyje nadzieją. W relacjach międzyludzkich takich procesów, momentów, decyzji bywa bardzo dużo. W młodzieńczych wyobrażeniach wszystko jest prostsze, podobnie w literaturze, a nawet w filmach relacje damsko – męskie wydają się w miarę przejrzyste: liczba możliwych wariantów, mimo że szeroka, jest jednak ograniczona, a najczęściej także przewidywalna. Tymczasem życie zdaje się tym wrażeniom przeczyć. Media w tym zakresie kłamią, filmy upraszczają, literatura idealizuje.

Najlepszym argumentem za prawdziwością tych przekonań jest możliwość udziału dorosłych dzieci w ślubie swoich rodziców. Różni się przeżywanie takiej uroczystości od ślubu typowego, zwykłego, czyli takiego, który zawiera się w wieku młodszym. Sama formuła zawarcia sakramentu podlega drobnym korektom, np. pytanie o chęć przyjęcia i katolickiego wychowania potomstwa jest w tym wypadku nie na miejscu: potomstwo już jest, a z jego wychowaniem niewiele da się już zrobić… Nawiasem mówiąc, wszystko wskazuje na to, że bez tego pytania i bez tej odpowiedzi, sakrament małżeństwa zawierany jest ważnie i godziwie. Czyż nie daje do to myślenia…? Emocje towarzyszące temu wydarzeniu też jakby inne – w przeciwieństwie do radości idealistycznej, jaka dominuje na ślubach typowych, tutaj dominowała radość realistyczna, dyskretniej wyrażana na zewnątrz, bardziej przeżywana w sobie. Ci ludzie zdecydowanie wiedzą, co robią, nie karmią się wyobrażeniami o sobie, znają siebie, swoje mocne i słabe strony. Kilka dziesięcioleci dorosłego życia wyciska niezatarte znamię w osobowości człowieka. Także z tego względu ludziom znacznie wcześniej urodzonym nie można odbierać umiejętności kochania, dojrzałego kochania. Taki dojrzały akt woli jest wychowawczo inspirujący!

Czasem jakiś 40-, 50-ciolatek dzieli się fantazją o tym, że chciałby mieć znów 18, 20, 25 lat ale z zachowaniem bagażu doświadczeń nabytych później. Fantazja dotyczy tego, że fantazjujący zrobiłby wówczas (przenosząc się w czasie) pewne rzeczy lepiej, bardziej lub inaczej. Dorosły ślub może być jakimś urzeczywistnieniem tej fantazji. W takim momencie faktycznie można coś zacząć od nowa, można coś lekko skorygować, poprawić. Upływający czas tworzy jednak dla dojrzałych nowożeńców zupełnie inne ramy. Jakoś inaczej wybrzmiewają słowa „aż do śmierci”… W takim związku to, co ważne, dzieje się naprawdę, a planowanie jest raczej krótkoterminowe, bo kto wie, co człowiekowi jeszcze pisane…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>