Snajper

Amerykanie posiadają niewątpliwą umiejętność opowiadania historii o swoich bohaterach. Odnoszę wrażenie, że nie przeszkadza im nawet swoista nadprodukcja tych opowieści prowadząca do inflacji ich znaczenia, a przede wszystkim do zatarcia granicy między tym, co w bohaterach zmyślone, a tym co prawdziwe. Wielu filmowych amerykanów bohatersko walczyło już w Wietnamie, bezwzględnie ścigało przestępców, ratowało kraj przed terrorystami, a nawet całą planetę przed zagładą. Międzynarodowe, globalne znaczenie USA w sposób odczuwalny przekłada się więc na rozmach produkcji filmowych. „Snajper” Clinta Eastwooda jest kolejnym obrazem, który wpisuje się w nurt kina o patriotach – bohaterach, którzy nie wahają się wyjechać na wojnę, żeby nawet walcząc w dalekich krajach, bronić wolności w Stanach – najpiękniejszym kraju na świecie. Mimo, że film został bardzo dobrze nakręcony, nie wyróżnia się ideowo niczym szczególnym. Kwestie techniczne zostały wysoko ocenione przez wykwalifikowanych odbiorców: tegoroczny Oskar za montaż dźwięku jest w pełni zasłużony! Mam teraz pojęcie, jak mniej więcej brzmi odgłos amunicji wystrzelanej z karabinu snajperskiego albo przeszywającej ciało trafionego żołnierza.

Bohaterem filmu jest Chris Kyle, niezwykle skuteczny amerykański snajper, który brał udział w kilku zmianach amerykańskich misji wojskowych w Iraku, wykazując się tam rewelacyjną skutecznością. Z filmu dowiadujemy się, że był też dobrym mężem i ojcem, choć doświadczenia wojenne bardzo negatywnie wpływały na jego relacje z żoną. Podoba mi się wiarygodny sposób ukazania konstrukcji emocjonalnej głównego bohatera. Jest pewnym siebie, twardym żołnierzem, jego obecność na polu walki dodaje kolegom otuchy, ale jednocześnie ten sam twardziel, wracając z kolejnych zmian do domu, funkcjonuje jako człowiek zamknięty w sobie, bezradny, otępiały. Reżyser obarcza go charakterystycznym dla swoich bohaterów wewnętrznym imperatywem, który karze mu za wszelką cenę wykonać zadanie do końca. Dla filmowego snajpera oznacza to kolejne wyjazdy do Iraku, najpierw po to, aby chronić swoich, ale wkrótce jego szczególnym i poniekąd osobistym celem staje się unieszkodliwienie siejącego postrach snajpera drugiej strony. Wykonywanym zadaniom towarzyszą rozterki z powodu komplikujących się relacji rodzinnych, a w międzyczasie, pomiędzy kolejnymi wyjazdami na wojnę, jego rodzina powiększyła – o dwoje dzieci. Żona stanowczo domaga się, aby mąż wrócił do niej: fizycznie, mentalnie i emocjonalnie. Dopiero osiągnięcie nomen omen celu, jakim było unieszkodliwienie wrogiego snajpera sprawia, że Chris czuje się gotowy, aby wrócić do domu. Szczęśliwie jednak Eastwood nie zrobił filmu o miłości ale zdecydowanie o bohaterstwie.

Bohater narodowy został przedstawiony – jak na bohatera przystało – bardzo serio. Zarówno przed rozpoczęciem służby, po jej zakończeniu, a zwłaszcza w jej trakcie – pozostaje wzorem. Jako żołnierz elitarnej formacji SEALS, z karabinem snajperskim w ręce, wspierając z dachów zadania swoich kolegów, tęskni do prawdziwej walki i w miarę możliwości angażuje się w bezpośrednie operacje przejmując nawet dowodzenie. Jest żołnierzem najbardziej z wszystkich spostrzegawczym, zwłaszcza kiedy podczas nieplanowanej ale beztroskiej kolacji w domu miejscowej rodziny odkrywa przynależność bojówkarską gospodarza. Jak na bohatera przystało, w ostatniej chwili i jako ostatniemu udaje mu się zdążyć do transportera ewakuującego oddział z miejsca operacji specjalnej. Po powrocie do USA dzieli się umiejętnościami strzeleckimi z weteranami wojennymi, którzy potrzebują – tak jak on sam kiedyś – różnego rodzaju wsparcia i aktywizacji. Podoba mi się wychowawczy wydźwięk filmu. Wyobrażam sobie ten właśnie film lub jego starannie wybrane  fragmenty, jako wprowadzenie do dyskusji o patriotyzmie (np. ze starszą młodzieżą).

Przekonująco, choć na swój sposób dyskretnie, pokazana jest w tym filmie wojna. Eastwood nie buduje przewagi amerykanów miażdżąc wroga siłą żołnierza, ognia, wsparcia lotniczego i myśli taktycznej. Walki o każdą ulicę i każdy dom są zacięte, sukcesy i porażki, ranni i zabici – występują po obydwu stronach. Czynnikiem przewagi USA jest równowaga między działaniami zespołowymi wojska i wsparciem, jakie indywidualnie daje żołnierzom snajper. Eastwood wiarygodnie ukazał zwycięzców i pokonanych: ci ostatni zasadniczo giną (choć nie tylko oni), w tym duża ich część – z ręki głównego bohatera. Ale także ci pierwsi zostają głęboko poranieni emocjonalnie, okaleczeni psychicznie i fizycznie. Zwycięstwo ma swoją cenę. Zapłacił ją ostatecznie także Chris Kyle, kiedy prowadząc zajęcia ze strzelectwa, zginął na strzelnicy z rąk cierpiącego na poważne zaburzenia weterana wojennego.

Naszym rodzinnym obrazem, podobnym do „Snajpera” wydaje mi się „Operacja Samum”. Ale to było  kino „oparte na motywach” bohaterskich wydarzeń, kino w gruncie rzeczy rozrywkowe, o chłopakach – swojakach z wywiadu, którzy – gdzieś to czytałem – robią w Iraku fajną robotę. Nie są przy tym wiarygodnymi bohaterami ale raczej dowcipnymi gwiazdorami, celebrytami. My nie kręcimy filmów o prawdziwych bohaterach. Naszym wkładem w bogactwo światowej kinematografii pozostają w głównej mierze dosłowne ekranizacje szkolnych lektur. A jeśli pojawia się film, który bardziej uniwersalnym tematem jest w stanie zainteresować szerszego odbiorcę, od razu otrzymuje etykietkę, np. „antypolskość”, i o dobrej frekwencji producenci mogą zapomnieć.

Na „Snajpera” warto się wybrać, aby zobaczyć jak dojrzale ewoluuje talent reżyserski 85-letniego Clinta Eastwooda. Dzieło posiada zadatki na swoisty testament filmowy tego artysty ale czy to było jego ostatnie słowo – przekonamy się za jakiś czas. Obstawiam jednak, że ciąg dalszy jeszcze nastąpi!

Komentarze

  1. Marzec 3, 2015

    Dorota Odpowiedz

    Zgadzam się z Twoją opinia.Film nie zaskakuje, jeden z wielu ku chwałe Bohaterom! Odtwórca głównej roli o interesującej urodzie;-) na szczęście ;-)

  2. Marzec 3, 2015

    Gospodarz Odpowiedz

    Kobiece spojrzenie (‚interesująca uroda’) potrafi dodatkowo wzbogacić odbiór ;-) Na marginesie: nigdy nie zapomnę wycieczki szkolnej z jedną licealną klasą do Wisły, która trafiła akurat na jakieś ważne mecze piłkarskie. Wraz z grupą uczniów oglądaliśmy więc mecz, dosiadły się też dziewczyny i w sposób kompletnie pozbawiony emocji sportowych (jakby w ogóle nie zauważały meczu) wymieniały się uwagami na temat urody poszczególnych piłkarzy! To było odkrywcze doświadczenie – kobiety patrzą inaczej ;-)

  3. Marzec 3, 2015

    Dorota Odpowiedz

    Kobiety patrzą tak samo, tylko widzą więcej.
    Urok osobisty aktora nie przysłonił mi fabuły filmu.Nie mogę zatem być porównana do dziewczyn z trybun.
    Nawiasem mówiąc to mężczyźni częściej są wzrokowcami ;-)

  4. Marzec 4, 2015

    Gospodarz Odpowiedz

    Jesteśmy wzrokowcami ale kiedy np. nasze siatkarki grają na jakiś międzynarodowy mecz, to przeżywamy jednak uczciwe emocje sportowe, głównie. ;-) A wracając i trochę a propos – w ‚Snajperze’ podobała mi się intymna scena, bardzo nietypowa, jak na realia amerykańskiego kina ale bardzo po linii filmu o bohaterze: państwo Kyle poszli do sypialni i zamknęli za sobą drzwi. Takie dyskretne ujęcie intymności było w tym filmie bardzo taktowne. Podobnie jak ostatni, tragiczny wątek filmu, oddany tylko napisem. Dobrze jest czasem zostawić trochę miejsca dla wyobraźni, zamiast epatować dosłownością.

  5. Marzec 4, 2015

    Dorota Odpowiedz

    Zdania o mężczyznach koncentrujacych się na grze pań siatkarek to nawet nie skomentuję…Dobrze jednak pamiętam,że gdzieś kiedyś wspomniałeś o miłości pierwszej do pewnej pani tenisistki?;-)
    Wracając do filmu,to nie wiem czy zwróciłes uwagę na ciekawe dialogi.Myślę, że scenarzysta wykonał dobra robotę.
    Ostatnia scena czy raczej jej brak również zrobiła na mnie duże wrażenie
    wrażenie.

    Brak scen sexu w amerykańskim filmie tak zaskakuje, że oczywiście należy to zauważyć i docenić.W naszych czasach odwaga reżysera przejawia się w właśnie w ryzyku nie pokazywania scen erotycznych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>