Stadion zły

Parę tygodni temu miałem okazję zapoznać się z dokumentacją kontroli NIK z roku 2005, dotyczącą nieistniejącej już dzisiaj „Kopalni Doświadczalnej Węgla Kamiennego M-300 w likwidacji”. Dziś w miejscu tej kopalni działa prężnie nowoczesna instytucja kultury – kopalnia „Guido”. Wtedy jednak trwały skomplikowane, nieco zagmatwane i przewlekłe procesy przeobrażeń. Państwo, z bólem ale jednak przeznaczało na niezbędne inwestycje grube miliony złotych, aby kopalnię przystosować do szerszego udostępniania. Nic dziwnego, że w pewnym momencie państwo zechciało skontrolować, jak przyznane środki były wydawane. Okazało się, że dobrze. Konkluzja tamtego wystąpienia pokontrolnego jest taka, że (cytuję z pamięci) NIK pozytywnie ocenia gospodarowanie przyznanymi środkami, natomiast negatywnie ocenia przewlekłość całego procesu inwestycyjnego. Przeobrażenia faktycznie trwały okropnie długo (kontrolowano okres 1996 – 2004, a to tylko wycinek wszystkich prowadzonych tam inwestycji). Trudno jednak było Izbie wskazać kogoś konkretnie odpowiedzialnego za tę przewlekłość. Tylko tak ogólnie więc ponarzekano, że brak koordynacji, że brak stabilnych planów, że brak kontroli nad procesem inwestycyjnym… To dawne dzieje, historia – która jednak lubi się powtarzać.

Dziś wielu dociekliwych sieciowych szperaczy (nie tylko w Zabrzu) żyje innym dokumentem NIK – wystąpieniem pokontrolnym z kontroli „Budowy i modernizacji wybranych stadionów sportowych, realizowanych ze środków publicznych”. Wynika z niego, że NIK negatywnie ocenia prowadzenie tej inwestycji w Zabrzu. Ocenę NIK trzeba przyjąć z pokorą – zapewne panowie specjaliści od kontroli państwowej (w tym jeden główny specjalista) zidentyfikowali problemy rzeczywiste, a nie wydumane. Skrupulatnie – jak to NIK – wszystko opisali, udokumentowali. Po prostu nie wszystko na tej budowie idzie tak, jak iść powinno. Tak bywa, zwłaszcza przy inwestycjach tak skomplikowanych, jak budowa stadionu.

Mam z tym dokumentem pewien problem. Panowie kontrolerzy pracują na dokumentach, które przekazują im kontrolowane jednostki. NIK-owi niczego się nie odmawia, niczego przed NIK-iem się nie ukrywa, NIK otrzymuje wszystko, co chce – dokumenty są na pewno w komplecie. Problem polega na tym, że życie codzienne nie toczy się wg zachowanej dokumentacji. Dokumenty są tylko wypadkową przepisów, uzgodnień, umów, potrzeb. Istnieje cała sfera okoliczności, których nie uwzględniają dokumenty, a które mają poważny, a nieraz i kluczowy wpływ na bieg wydarzeń. Tak właśnie jest z budową stadionu w Zabrzu. Kryzys gospodarczy minionych lat spowodował, że wyłoniony do realizacji inwestycji gigant branży budowlanej w segmencie wielkich obiektów, Polimex Mostostal, nie był w stanie zagwarantować zgodnego z harmonogramem zakończenia prac. Tolerowanie przez inwestora (miasto Zabrze) ciągłego przekładania terminów zakończenia inwestycji byłoby niepoważne. Zdecydowano się więc na inne, niełatwe warianty kontynuowania tej budowy. Całość prac musiała przez to ulec wydłużeniu, koszty wzrosły, pojawiły się rozbieżności w dokumentacji między stanem obecnym a pierwotnie zakładanym. Problem w tym, że kontrola NIK nie uwzględnia przyczyn bankructwa generalnego wykonawcy. Kontrolerzy ściśle trzymają się zapisów w dokumentach ale zupełnie pomijają okoliczności makroekonomiczne, w jakich kontrolowane procesy się rozgrywały. Być może taka jest metodologia kontroli NIK. Rzeczywistość jest jednak od tej metodologii bogatsza, więc choć kontrola zestawia wiernie treść dokumentów, to niestety nie liczy się z rzeczywistością. Ze względu na skutki kryzysu, które rozłożyły na łopatki generalnego wykonawcę, tej budowy nie można było zrealizować wg pierwotnych założeń. Zmiany spowodowały trudności ale czy to oznacza, że tej budowy nie należało zaczynać? A może miasto miało przewidzieć, że będzie kryzys i Polimex upadnie?

Jest też w tej sprawie niebagatelny aspekt ludzki. Mam na myśli ludzi, którzy dziś z łatwością i bez większego namysłu krytykują władze Zabrza z powodu uchybień wytkniętych przez NIK przy budowie nowego stadionu. Jak czytam na Facebooku, są tacy, którzy chcą maszerować przez miasto i domagać się zmian w urzędzie, są tacy, którzy wysłaliby naszych włodarzy w różne odległe miejsca, są tacy, którzy już nigdy nie zagłosują tak, jak głosowali ostatnio… Ujawniło się dużo emocji. To ludzki odruch. Warto jednak zastanowić się nad alternatywą, przed jaką stanęły w roku 2008 władze Zabrza: angażować się w sprawy Górnika Zabrze czy poddać go regułom rynku? Gdyby wybrali wówczas to drugie – dziś klub mógłby już zwyczajnie nie istnieć. A na pewno nie istniałby w tej formie, w jakiej wciąż, mimo trudności, funkcjonuje. Dobrze więc, że miasto zaangażowało się w klub, czy nie dobrze? Oczywiście, pani prezydent nie dysponuje żadnymi swoimi pieniędzmi, tylko samorządowymi – to jasne. Ale co miała zrobić w 2008 i co ma zrobić dzisiaj? Wycofać miasto z tego przedsięwzięcia? Czy naprawdę tego chcemy? Rozwijamy ten klub czy zwijamy? Kolejka chętnych sponsorów jakoś się ostatnio nie ustawia… Jeśli myślimy o „Górniku” jak o zespole ekstraklasy, z potencjałem do gry w rozgrywkach europejskich, to taki zespół musi dysponować odpowiednim stadionem, a nie ogrodzonym boiskiem z siedziskami. Ostudziłbym więc emocje i poszedł po rozum do głowy. Ten stadion będzie wkrótce naszą chlubą. Będzie też wyzwaniem dla zarządcy ale przede wszystkim – będzie chlubą zabrzan. Raport NIK opisuje treść dokumentów – osobiście wolę trzymać się rzeczywistości!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>