Standardy rosyjskiej kolei są dla PKP nieosiągalne

Trasa Warszawa – Zakopane, a jakbyśmy jechali na Syberię: temperatura w pociągu na minusie, nie da się jechać, ludzie marzną” – kto by pomyślał, że poczytny portal tvn24.pl takim niefortunnym porównaniem rozpoczynie tekst o problemach jednego z dzisiejszych składów PKP. Od razu widać, że ani korespondent ani redaktor nie byli na Syberii i o tamtejszej kolei wiedzą niewiele. Syberia to przestrzeń niewyobrażalnie rozległa ale przede wszystkim mocno zróżnicowana. Zamykanie całości tego miejsca w stereotypie „końca świata” nie odpowiada rzeczywistości. Są tam miejscowości, które idealnie wpisują się w ten stereotyp ale są i takie, które absolutnie do niego nie przystają. Jedną z tych spraw, które na Syberii robią największe wrażenie, jest właśnie tamtejsza kolej. Porównywanie jej z PKP jest nietaktowne. Kilka lat temu miałem okazję podróżować pociągiem z Irkucka do Władywostoku, zatrzymując się po drodze na kilka dni w Ułan – Ude i w Błagowieszczeńsku. Bardzo miło wspominam tamte tygodnie.

Pisząc o wrażeniu, jakie robi tamtejsza kolej, mam na myśli pociągi dalekobieżne, czyli tzw. kolej transsyberyjską, która rozciąga się między Moskwą a Władywostokiem na długości ponad 9.000 km. Rosyjski przewoźnik (a także mongolski i chiński – oni też operują na tej trasie) oferuje trzy standardy podróży i mam wrażenie, że choć na pewno nie każdy jest tak samo luksusowy, każdy jest bardzo dobry. Najniższym standardem jest tzw. „wagon plackartnyj”, podzielony na otwarte boksy z około 40 miejscami leżącymi.

Lepsze miejsca to te na dole. Trudno się zamienić oferując górną leżankę, bo uchodzi za mniej komfortową – pewnie dlatego, że choć wchodzi się na nią całkiem swobodnie to jednak trzeba się zręcznie podeprzeć i wykonać ruch, który przy odrobinie wyobraźni można nazwać „skokiem”. Unika się tej mini-akrobatyki siedząc na dole. Wagon jest wyposażony w samowar, który oferuje wrzątek gratis. Towarzystwo też jest gratis! Wyższym standardem jest „wagon kupiejny”.

Obejmuje on kilkanaście 4-osobowych, zamykanych kabin. W cenę biletu wliczony jest tam obiad, poprzedzony wyborem jednego z co najmniej dwóch dań. W kupiejnym jest ciszej, przestrzeń jest bardziej uporządkowana ale przy kilkudniowej podróży może to być zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem – zależy od temperamentu. No i sama szpica – wagon w standardzie „lux”, składający się z kilku przedziałów, które dzielą się na dwa dwuosobowe pokoje, na które przypada odrębna łazienka z prysznicem.

Codziennie zmieniana jest pościel i podają lokalne gazety. W cenie biletu jest oczywiście pełne wyżywienie. Taka podróż to musi być sama rozkosz. No może poza momentem zakupu biletu, bo jest on ok. 1/4 droższy od biletu lotniczego.

Stacje mijane na trasie kolei transsyberyjskiej, to dzieła sztuki. Trudno mi wnikliwie rozpisać się o stylistyce, estetyce i ornamentach ale budynki były piękne, świetnie utrzymane. Były wizytówką każdego miasta i mieściny, w której zatrzymywał się pociąg. Na peronach wiszą zegary podające wyłącznie czas moskiewski, żeby wychylający się z okna pociągu pasażer mógł zachować w czasie podróży ciągłość czasoprzestrzeni. Temat czasu na syberyjskiej kolei jest kluczowy – Rosjanie wzorowo ogarniają wszystkie strefy czasowe na jej trasie (jest ich, zdaje się, 9). W budynkach dworcowych wywiesza się dwa rozkłady jazdy i nie chodzi o różniące się minutami rozkłady przyjazdów i odjazdów ale o rozkład wg czasu lokalnego i wg czasu moskiewskiego. Żeby wsiąść do właściwego pociągu o dobrej godzinie – trzeba spojrzeć na odpowiedni rozkład, bo np. w Irkucku różnice między jednym rozkładem a drugim wynoszą 6 godzin. Pomyłka może drogo kosztować. Pociągi jeżdżą bardzo punktualnie. Kiedy staje się w Chabarowsku i z rozkładu wynika, że pociąg rusza dalej za 40 minut, można śmiało wyjść, uzupełnić zakupy albo płyny albo pospacerować, bo na pewno wcześniej nie odjedzie. Biada natomiast temu, kto przyszedłby po 40 minutach. Pociąg na pewno odjedzie punktualnie. Na mniejszych stacjach, w godzinach postoju kolei transsyberyjskiej pojawiają się miejscowe gospodynie z porcjami pieczonych ziemniaków, kawałków kurczaka i innymi specjałami właściwymi dla danej szerokości geograficznej. Jeśli czas pozwala – dobrze jest z tej oferty skorzystać, mimo oporów sanitarno – epidemiologicznych, zwłaszcza kiedy podróżuje się plackartnym. Wagon barowy w pociągu oczywiście jest ale tamtejsze ceny dosłownie zwalają z nóg. O ile dobrze pamiętam, wypiłem tam najdroższą herbatę w życiu – nie licząc herbaty w schronisku na Kasprowym Wierchu. W pociągach transsyberyjskich jest bezpiecznie. Aby kupić bilet trzeba okazać paszport, bilety są imienne, sprzedaje się ich dokładnie tyle ile jest miejsc. Na niektórych stacjach do pociągu wchodzą umundurowani ichniejsi „sokiści” i natarczywie przypatrują się plackartnym podróżnym, niezależnie od pory dnia czy nocy. Porządek musi być! Przez długi czas istnieje asfaltowa alternatywa dla szyn kolejowych ale począwszy od miejscowości Czita w kierunku wschodnim nie ma już drogi, pozostaje tylko pociąg albo samolot. Tam właśnie bywa tak, że całymi godzinami zanika zasięg telefonów komórkowych i człowiek, po krótkim niedowierzaniu i śladowym oburzeniu, czuje się w końcu w pełni wolny.

W podróży tym środkiem transportu jest coś, czego nie ma i nigdy nie będzie w PKP – wspólnota podróżnych zdanych na siebie przez wiele dni. Jadąc 3 godziny z Katowic do Warszawy, można się wyizolować czytając, logując się do sieci lub drzemiąc. Tam się tak nie da. Doświadczyłem tego w plackartnym, poznając mocno zakochaną w sobie parę, która wieczorami nie omieszkiwała sobie owych gorących uczuć okazywać. Doświadczyłem tego też w kupiejnym, podróżując z Ułan – Ude do Błagowieszczeńska z emerytowanym pułkownikiem rosyjskiej armii, który akurat jechał na doroczny bezpłatny dla tej grupy zawodowej pobyt w sanatorium. Nie można przez 3 dni izolować się i udawać, że czyta się śmiertelnie ważny artykuł albo książkę. To były wartościowe i odkrywcze dni – w PKP takie wrażenie są nieosiągalne, nawet w pendolino.

Komentarze

  1. Styczeń 19, 2015

    Dorota Odpowiedz

    Bardzo interesujące.Zazdroszczę Ci tego doświadczenia. To moje wielkie marzenie!Wiele o tym czytalam i zawsze zastanawialam sie czy opowiesci sa prawdziwe…

  2. Styczeń 20, 2015

    Gospodarz Odpowiedz

    Skoro marzysz o takiej podróży, to – znając Ciebie – prędzej czy później się wybierzesz :) Żałuję, że nie prowadziłem jakiegoś dziennika podróży – Ty nie zapomnij, jakby co.

  3. Styczeń 20, 2015

    Dorota Odpowiedz

    Jakby co bede na pewno:) Musisz mi kiedyś koniecznie o tym poopowiadać! :) Mam tyle pytań!:P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>