Suspensa – czyli nowy etap ojcowskiej relacji abp. Hosera do jednego ze swoich księży.

Suspensa jest poważną karą. Nakładana jest na duchownych za wykroczenia, które zdaniem kościelnego przełożonego domagają się surowej reakcji. Kara suspensy polega na zawieszeniu księdza w czynnościach kapłańskich, choć suspendowany ksiądz księdzem być nie przestaje. Suspensę porównać można do domowych kar wychowawczych takich, jak zakaz oglądania TV, zakaz gier na komputerze, zakaz wychodzenia na dwór itp. Dziecko otrzymuje karę ale przecież nie przestaje być dzieckiem. Suspensa – podobnie jak kary domowe – może być stopniowana: biskup może księdzu zabronić wykonywania wszystkich lub tylko niektórych aktów wynikających z przyjętych święceń (np. zakaz odprawiania mszy św. ale tylko w danym miejscu…), może zabronić wszystkich lub tylko niektórych aktów wynikających z pełnionych kościelnych funkcji. To stopniowanie można przyrównać do zakazu oglądania TV ale tylko po godz. 20:00 albo zakazu gier komputerowych ale tylko od poniedziałku do czwartku itp.

Abp Hoser nie niuansował jednak nałożonej kary – suspensa jest całościowa, ks. Lemański nie może też nosić stroju duchownego – to bardzo dotkliwa kara dla księdza. Nie wiem, co takiego stało się od czasu niefortunnych wypowiedzi byłego proboszcza z Jasienicy na Przystanku Woodstock do dziś, że jego biskup sięgnął po taki kaliber działa i wypalił centralnie na wprost. Zakładam, że stało się coś bardzo poważnego, co domagało się stanowczej reakcji; coś, co pozostawione bez reakcji ściągałoby na samego hierarchę poważną winę.

Z najwyższym trudem wyobrażam sobie taką karę nałożoną np. na starszego syna: całkowity zakaz oglądania TV, całkowity zakaz gier, całkowity zakaz wychodzenia na dwór. Nie wiem tylko, co musiałby zrobić, aby zasłużyć na takie zakazy. Łatwo natomiast mogę sobie wyobrazić, jak musiałyby wyglądać nasze relacje ojciec – syn, gdyby doszło do tak totalnej kary: mogłoby to być wyłącznie skutkiem poważnego zaburzenia naszej ojcowsko – synowskiej relacji, musielibyśmy z sobą nie rozmawiać, nie znać się wcale, nie ufać sobie, słowem – totalna porażka. Ojciec ma prawo nakładać na syna kary ale bycie ojcem nie polega na nakładaniu i egzekwowaniu kar. Bycie biskupem też na tym nie polega. Zarówno bycia ojcem, jak i bycia biskupem trzeba się uczyć – bo przecież nikt nie rodzi się w jednej czy drugiej roli. Samo urodzenie się dziecka, czy przyjęcie święceń biskupich też nie jest momentem, w którym cała mądrość potrzebna do sprostania odpowiedzialności zostaje nam wlana, tego naprawdę trzeba się uczyć. W wieku przedemerytalnym nauka przychodzi trudno, na szczęście ja mam jeszcze – mam nadzieję – więcej czasu.

Bardzo chciałbym, żeby ks. Lemański jak najszybciej wrócił do normalnego posługiwania. Tylko jako ksiądz jest bowiem poważnym uczestnikiem ważnej w Polsce debaty na temat posłuszeństwa jako narzędzia pozwalającego niektórym kościelnym przełożonym uzupełniać na skróty różne swoje osobowościowe braki. Bardzo bym nie chciał, żeby ks. Lemański dołączył do takich outsaiderów jak Stanisław Obirek, Tadeusz Bartoś, Roman Kotliński. Suspensa to jeszcze nie wydalenie ze stanu duchownego ale ta totalna kara jest trochę, jak wyrzucenie z domu: ojcu zabrakło argumentów i wyrzucił syna za drzwi… Powinien niezwłocznie wyjść go poszukać! Tak przynajmniej zrobiłby ojciec.

Komentarze

  1. Sierpień 24, 2014

    Tomasz Odpowiedz

    Szukał go przez kilkanaście dni. Cała Polska słyszała o tym, że ks. Lemański ma się w kurii zjawić, oprócz samego zainteresowanego.

    Porównanie do relacji ojca z synem dobre, z tym, że suspensa nie jest wyrzuceniem z domu. Wyrzuceniem byłoby ekskomunikowanie.

    Pozdrawiam i czekam na obiecaną rozmowę.

  2. Sierpień 24, 2014

    Piotr Kunce Odpowiedz

    Szkoda mi ks. Lemańskiego, bo jest ewidentnie spychany do narożnika. Myślę, że abp. Hoser w ostatnim czasie postąpił z nim – przy całej nieprecyzyjności porównania – trochę jak swego czasu Tusk ze Schetyną – za nieposłuszeństwo został pozbawiony wszystkich funkcji i całkowicie zmarginalizowany, niektórzy spodziewali się nawet, że odejdzie z partii. O ile w partiach takie rozjeżdżanie walcem osób inaczej myślących jest zrozumiałe, to we wspólnocie Kościoła – nie. Doszło do takiej sytuacji, że gdyby w tym momencie ks. Lemański odszedł z kapłaństwa, część ludzi pomyślałaby arogancko – „czemu tak późno?”. Myślę, że Kościoła nie stać na utratę ks. Lemańskiego, a mam wrażenie, że lokalny Kościół warszawsko-praski nie robi wszystkiego, żeby problem rozwiązać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>