Świetlica nie dla bezrobotnych…?

Budujące hasła wyświetlają się w wyszukiwarce po wpisaniu frazy „świetlica szkolna znaczenie”. Np. „wpływ świetlicy szkolnej na rozwój społeczny dziecka”, „świetlica szkolna – ważne ogniwo w procesie wychowania opiekuńczego dziecka”, „rola świetlicy szkolnej w zaspokajaniu potrzeb dziecka”, „świetlica szkolna – historia, rola, znaczenie” – gdyby porządnie poszukać – byłoby tego więcej.

Świetlica to nie jest odmiana dworcowej przechowalni bagażu, w której zostawia się zbędny balast, żeby oddać się przyjemnościom – to część składowa szkoły. Jej głównym zadaniem jest organizowanie czasu wolnego uczniów, którzy przed- lub po zajęciach lekcyjnych pozostają na terenie szkoły. Prowadzenie świetlicy ma celu wdrożenie uczniów do umiejętnego gospodarowania czasem wolnym i wykorzystywania go zgodnie z ich własnymi zainteresowaniami. Zapis rozporządzenia, który mówi, że świetlica szkolna organizowana jest dla uczniów, którzy muszą dłużej zostać w szkole ze względu na czas pracy ich rodziców, wskazuje jedynie priorytet zasad przyjmowania uczniów do świetlicy, a nie warunki, od spełnienia których zależy zapisanie lub niezapisanie dziecka.

Pracując w szkole przyglądałem się pracy przynajmniej jednej znakomitej wychowawczyni świetlicy. Do swoich niszowych zadań podchodziła bardzo kreatywnie, niekiedy miałem wrażenie, że w naszej szkole funkcjonuje wewnętrzny dom kultury – tak pomysłowo funkcjonowała świetlica. Kiedyś, aby pracować w świetlicy, trzeba było legitymować się wykształceniem kierunkowym (pedagogika opiekuńczo – wychowawcza), dziś nie jest to już konieczne. Może to i lepiej, bo przecież dla żadnego nauczyciela praca z grupą świetlicową nie powinna stanowić problemu.

Zapamiętałem dwie sytuacje z pogranicza świetlica – dziecko – rodzic. Pewnego popołudnia usłyszałem, że jeśli następnym razem spóźnię po syna, to zostanie on ubrany i będzie czekał pod zamkniętymi drzwiami, bo pani nie będzie na mnie czekała z uwagi na jej autobus, który jeździ co godzinę. Faktem jest, że dobrych parę razy, może nawet 10 razy, przyszedłem kilka minut po czasie – zobowiązania zawodowe. „Kilka minut po czasie” tzn. byłem o 16:31, 32, 33, a powinienem być o 16:30. Raz przegiąłem ekstremalnie – pojawiłem się w świetlicy szkolnej po syna dopiero o 16:34 wieczorem. Wtedy chyba była ta rozmowa o wystawieniu syna pod drzwiami (co za ulga, że w ubraniu). Poprosiłem szefa o zmianę godzin pracy, żeby bardziej dopasować się do rozkładu jazdy pani wychowawczyni – taki sposób rozwiązania problemu uznałem za najbardziej przyjazny dla syna.

Innym razem usłyszałem (a było nas rodziców wielu), żeby uczciwie wypisywać świetlicowe deklaracje, bo panie wychowawczynie nie pracują jako opiekunki i nie temu ma świetlica służyć. Chyba widząc zdziwione miny rodziców, pani wyjaśniła od razu, że chodzi jej o deklarację zatrudnienia obojga rodziców – żeby nie kłamać, że się pracuje i zostawiać dziecko na świetlicy nawet do 16:00, a samemu robić nie wiadomo co, tylko uczciwie wpisać prawdę. W podtekście tego wywodu było przekonanie pani wychowawczyni, że świetlica nie jest miejscem dla dzieci bezrobotnych rodziców. Apel o uczciwość był w tym temacie błyskotliwym wyrazem poczucia humoru (bo na pewno nie taktu).

Miło jest mi odbierać synów ze świetlicy, bo to dla mnie po pracy, dla chłopców – po szkole. Z nas wszystkich tylko wychowawczynie świetlicy są wtedy nie po- a w trakcie pracy. W tym roku pań w świetlicy jest więcej, wszystkie urodziwe, otwarte, uśmiechnięte ale to wrażenia z godziny około 16:00. Nie zamierzam sprawdzać ale ciekawe jak się panie prezentują o 16:31…? ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>