Synod (z gr. „wspólna droga”)

Wspólna droga, w sensie: wspólne przemierzanie drogi – tak można tłumaczyć greckie słowo „synod”, gdyby ktoś tego tłumaczenia potrzebował. Potrzebujemy go chyba wszyscy, bo nieporozumień, a nawet niezrozumień wokół trwającego wciąż synodu pojawia się sporo. Bardzo zgrabnie podsumował dotychczasowy dorobek synodu oraz jego perspektywy Konrad Sawicki w aktualnym Tygodniku Powszechnym 43 (3459) z 25.10.2015 w tekście „Czy biskupi zdążą”. Bardzo polecam ten tekst.

Faktem jest, że wielu komentatorów, opisując wydarzenia na synodzie, posługuje się metodologią i terminologią ze świata polityki. Dostrzegają przede wszystkim spory, negocjacje, intrygi (rzeczywiste lub domniemane), a przede wszystkim opozycję konserwatystów wobec liberałów. Ci pierwsi chcą zachować wszystko tak, jak jest, a ci drudzy chcą wszystko zmienić. Takie ujęcia są z pewnością mocno nierzetelne.

Papież chciał, aby Synod skoncentrował się na zrozumieniu tych, do których Kościół kieruje swoje przesłanie. W jaki sposób to przesłanie do nich dociera, jak jest przez nich odbierane, jak wpływa na ich życie. Takie ustawienie optyki synodalnych poszukiwań, z przekazania nauki na zrozumienie nauczanych, to nowatorski akcent tego Synodu. Doktryna to jedno ale sposób jej podawania to coś zupełnie innego. Ponieważ jednak wielu uczestników Synodu mentalnie nie jest zdolnych do tego, aby przeorientować akcenty myślenia o doktrynie na sposób nauczania i na samych nauczanych – są przez to nieporozumienia. Nic dziwnego, że Ojcowie Synodalni są bardzie skłonni wychodzić w swojej refleksji  od zasad, które implikują określone nakazy i oceny moralne. Zdaje się jednak, że Franciszek, poprzez globalne konsultacje (ankieta, synod nadzwyczajny), chciał punkt wyjścia odwrócić i wyjść od doświadczeń życia małżeńskiego. Na tym gruncie miała dokonać się refleksja o sposobach prezentowania doktryny. Kiedy więc niektórzy tam usiłują nie zauważać różnorodnych doświadczeń rodzin, a jedynie bronić doktryny, brną w ślepą uliczkę. Choć z drugiej strony trudno się dziwić reakcjom obronnym części uczestników. Oni wszyscy tam mają wielkie poczucie odpowiedzialności z powodu posługi kierowania Kościołem. Od tej odpowiedzialności nikt ich nie uwolni. Wszyscy jednak powinni się uczyć – synodalność, jako sposób bycia Kościołem, nie przyjęła się (zwłaszcza u nas) zbyt szeroko. Choć mamy za sobą np. synod plenarny, synod diecezji opolskiej, a synod archidiecezji katowickiej właśnie trwa. Takie rozumienie Kościoła pozwala z większym spokojem podchodzić do synodalnych obrad. Synod wszystkiego nie rozwiąże, jego wskazania muszą być kontynuowane, pogłębiane, co nie zawsze będzie łatwe.

Czy Synod mógłby pracować lepiej? Amerykański duchowny proponuje kilka usprawnień:

1. Więcej modlitwy – Synod powinien zaczynać się jakimś rodzajem rekolekcji, z dużą dawką ciszy, z biblijnymi kazaniami, z okazjami do dzielenia się doświadczeniami wiary przez uczestników. W ten sposób uczestnicy mogliby nabrać dystansu do niektórych swoich założeń, obaw, pomysłów. Uroczysta msza na rozpoczęcie i okazjonalne modlitwy w trakcie – to za mało.

2. Inna lokalizacja – Rzym to wspaniałe miasto, ale jest zbyt rozpraszający. Warto rozejrzeć się za innym miejscem, jakimś klasztorem w górach, gdzie można zyskać większy spokój i pogodę ducha.

3. Szersze uwzględnienie kultury – w zglobalizowanym świecie, gdzie wszyscy są z wszystkimi połączeni przez Internet, podróże, współzależności gospodarcze, wymianę kulturową – rola różnic maleje. Oczywiście jakieś dystynkcje istnieją, są ważne ale nie powinny być prezentowane jako argument na rzecz unikania pracy nad zrozumieniem siebie nawzajem. Różnice w Kościele katolickim są faktem ale nie należy ich przesadnie eksponować.

4. Bardziej uwzględnić dorobek teologów – pasterze Kościoła są przejęci odpowiedzialnością za jego losy, blokuje to czasem możliwość dzielenia się owocami dorobku teologów, którzy realizują swoją misję w Kościele. Bez angażowania teologów, pasterze ujawniają upodobania do ująć szkolnych, katechizmowych.

5. Przemyślenie lokalnych zastosowań synodalnego dorobku – jeżeli zgodzimy się, że synodalność powinna być sposobem funkcjonowania Kościoła, począwszy od wymiaru powszechnego, aż do konkretnych diecezji i parafii, proces dyskutowania i słuchania powinien być kontynuowany. Na poziomie lokalnym może to dać znakomite rezultaty poprzez zrozumienie i wdrażanie w życie tego, co zaledwie rozpoczęło się na Synodzie.

Synodalność jako sposób funkcjonowania Kościoła posiada głębokie historyczne i teologiczne uzasadnienie. W starożytności chrześcijańskiej Synody odgrywały ogromną rolę. Potem, kiedy skrystalizowała się doktryna i praktyka prymatu Biskupa Rzymu, Kościół odszedł od praktyki organizowania Synodów. Jeśli do niej naprawdę wróci, to zgodnie z historyczną prawidłowością, odbędzie się to kosztem prymatu rządzących. Trudno powiedzieć, czy i kiedy mogłoby to nastąpić. Mam jednak wrażenie, że w Watykanie uczyniono właśnie pierwszy krok w tym kierunku. Zawrócić z tej drogi nie będzie łatwo.

Pisząc powyższy tekst korzystałem z artykułu ks. Louisa J. Cameli, z archidiecezji Chicago, który towarzyszy na Synodzie swojemu biskupowi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>