Sytuacje graniczne

Miało już miejsce kilka sytuacji, kiedy zarówno bezpośrednio zaangażowane w walkę strony, jak również tzw. społeczność międzynarodowa, mogły radykalnie wpłynąć na bieg wydarzeń na wschodniej Ukrainie.

Jedną z nich było zestrzelenie 17 lipca 2014 r. nad wschodnią Ukrainą malezyjskiego samolotu z 298 osobami na pokładzie. Nie obserwuję śledztwa w tej sprawie, nie czytam holenderskich ani malezyjskich doniesień prasowych, nie śledzę kroków podejmowanych przez rodziny tych, którzy tragicznie zginęli. Wyobrażam sobie, że wtedy, ponad pół roku temu w kilku krajach zawrzało, doszło do wstrząsu mnie mniejszego niż u nas po tamtym 10 kwietnia. Tragiczna pomyłka słabo wyszkolonych bandytów, którzy prawdopodobnie myśleli, że namierzyli samolot z kilkoma ukraińskimi wojskowymi na pokładzie, sprowadziła śmierć na blisko 300 cywilów z 10 krajów. To był moment, kiedy można było podjąć środki radykalne: dyplomatyczne, gospodarcze, militarne – najlepiej wszystkie w jakiejś sensownej kolejności, w sposób skoordynowany, międzynarodowy, gwałtowny i bezkompromisowy. Niestety, po katastrofie lotu MH17 decydentom zabrakło woli i determinacji do przerwania tej bezsensownej wojny. Oczywiście tzw. „społeczność międzynarodowa” nie może przypisać bezpośredniej odpowiedzialność za tę zbrodnię żadnemu znanemu politykowi. Wiadomo, że za śmiercią pasażerów lotu MH17 stoją spontanicznie zmobilizowani faceci z wsi i miasteczek z rejonu Doniecka, którzy jeszcze jakiś czas temu jeździli traktorami, a którzy okazyjnie zaopatrzyli się w wyrzutnię rakiet BUK w ogólnodostępnych sklepach. Ich zwierzchnik, niejaki Striełkow, nie jest partnerem w relacjach prawa międzynarodowego, więc nikt ze światowych przywódców nie będzie z nim rozmawiał. Zakłamanie terrorystów posługujących się rosyjskim sprzętem wojskowym nie pozwoliło przez klika dni uzyskać dostępu do wraku i zwłok tych, którzy zgięli. Sytuacja była i jest beznadziejna. Na domiar złego Holandia, tak jak USA, nie negocjuje z terrorystami. Nie negocjuje – również – z powodów ideowych ale nie dlatego – jak amerykanie – że terroryści są źli, tylko dlatego, że Holendrzy są tak obyczajowo tolerancyjni, że po prostu nie wypada im podejmować stanowczych działań, szukać sojuszników do wywierania presji albo utrzymywać międzynarodową rangę tej katastrofy – bez niezbitych dowodów, potwierdzonych prawomocnym wyrokiem sądu ostatecznego, to byłoby przecież nietaktowne.

Inną sytuacją było przewiezienie do Rosji pojmanej na polu walki ukraińskiej komandoski Nadieżdy Sawczenko. Członkini jednej z misji stabilizacyjnych w Iraku, pierwsza ukraińska kobieta – pilot myśliwców i śmigłowców szturmowych, patriotyczna idolka młodego pokolenia. Wpadła w zasadzkę prorosyjskich bandytów, kiedy 18 czerwca 2014 wraz z oddziałem ruszyła na pomoc załodze unieruchomionego transportera opancerzonego. Po pojmaniu, terroryści przewieźli ją do Ługańska i poddali przesłuchaniu, które sfilmowali i zamieścili w sieci. Nadieżda Sawczenko wymknęła się jednak z tego aresztu, przekraczając nielegalnie granicę udała się na terytorium Rosji, gdzie została zatrzymana przez przypadkowy patrol policji. Obecnie toczy się jej proces w Moskwie, w którym odpowiada m.in. – to chyba szczyt cynizmu Rosji – za nielegalne przekroczenie granicy z Rosją. Już po przewiezieniu jej do Rosji, została wybrana ukraińską deputowaną, a także przedstawicielką Ukrainy w zgromadzeniu parlamentarnego Rady Europy. Z uwagi na beznadzieję swojego położenia, pani porucznik kilka miesięcy temu (!) rozpoczęła protestacyjną głodówkę. Zapowiedziała, że jej protest głodowy skończy się tylko w wypadku zwolnienia jej z aresztu albo w wypadku śmierci. Mimo, że jej porwania na terytorium Ukrainy nie można wiązać z żadnym znanym rosyjskim politykiem, prezydent Ukrainy, po ostatnich „negocjacjach” w Mińsku ogłosił, że jednym z zawartych tam z Putinem ustaleń było uwolnienie Sawczenko. Strona Rosyjska stanowczo zaprzeczyła, żeby takie ustalenie zapadło. I co? I nic. Ukraińcy, o ile nie podejmują działań specjalnych, też nie błyszczą w tej sprawie determinacją. A szkoda, bo jest to jedna z sytuacji, wokół której można budować szerokie międzynarodowe poparcie i wywierać międzynarodową presję. Ta kobieta nie zasługuje na to, aby ofiara jej życia poszła na marne…

Wreszcie sytuacja najnowsza – śmierć byłego rosyjskiego wicepremiera, a teraz opozycjonisty Borysa Niemcowa. Trudno domniemywać, że to morderstwo ma bezpośredni związek z jakimkolwiek znanym rosyjskim politykiem. Jeśli jednak w bezpośrednim sąsiedztwie Kremla, w strefie szczególnie chronionej, nie tylko monitoringiem wizyjnym, ginie jeden z liderów opozycji, to kontekst kryminalny zabójstwa może być najwyżej tylko jedną z hipotez. Nieodparcie nasuwa się ponure skojarzenie z wylatującym w powietrze moskiewskim wieżowcem, jako pretekstem do inwazji Rosji na Czeczenię. Tym razem nie chodzi oczywiście o Czeczenię. Jeśli wina za to zabójstwo, przy milczącej aprobacie Zachodu, zostanie medialnie przypisana ukraińskim służbom specjalnym, kto wie, jaki będzie ciąg dalszy wojny o Ukrainę. Zachód stanowczo potępia to zabójstwo, podobnie jak potępiał wszystkie poprzednie morderstwa rosyjskich dysydentów, które dziwnym trafem łączy fakt niewykrycia sprawców…

Zestrzelenie malezyjskiego samolotu zostało dokonane nad terytorium Ukrainy ale z broni, o której wiadomo, że dostarczyli ją Rosjanie. Pojmanie Nadieżdy Sawczenko dokonało się na terytorium Ukrainy ale pani porucznik wylądowała ostatecznie w moskiewskim areszcie, do którego przecież nie udała się na własną rękę. Propaganda rosyjskich władz prowadzi alternatywną narrację na temat tych wydarzeń. Czy w przypadku zabójstwa Borysa Niemcowa Rosjanie ułożą medialną narrację w ten sposób, że choć Niemcow bezsprzecznie zginął w Moskwie to trop sprawców niezbicie wiedzie do Kijowa? Nie zdziwiłbym się. Podobnie jak kolejną inicjatywą miękkich przywódców tzw. Zachodu, zmierzającą do umówienia się z Putinem na jeszcze jedną jajecznicę w Mińsku. Rozumiem, że czasem wygodniej jest wierzyć w wyobrażenia o rzeczywistości niż przyjmować rzeczywistość taką, jak jest ale z naiwności powinno się z czasem wyrastać! Na początek przydałaby się zmiana języka, np. zamiast pisać „separatyści” – pisać „terroryści”. Przydałaby się zmiana kursu wobec najbardziej znanych rosyjskich polityków – zamiast podejścia partnerskiego – podejście takie, jakie prezentuje się wobec podejrzanych o doprowadzenie do śmierci wielu niewinnych ludzi. Przydałaby się wreszcie zmiana w relacjach z pogrążonym w wojnie państwem Ukraińskim – zamiast traktować je jako terytorium zależne Rosji i uzależniać kolejne kroki od przewidywanych pomruków z Kremla – uznać je za państwo suwerenne i zdecydowanie stanąć po jego stronie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>