Szkoła jaka jest – każdy widzi… inaczej

Jeśli ktoś wyobraża sobie, że istnieje jakiś docelowy model idealnego systemu edukacji, którego osiągnięcie zadowoli uczniów, nauczycieli, rodziców (i dodatkowo jeszcze publicystów) – jest w błędzie, bo taki model nie istnieje. Wyniki kontroli, wizytacji, ewaluacji oraz teksty publicystów poświęcone szkołom – muszą więc z konieczności zawierać uwagi krytyczne. Nie należy jednak mniemać, że po zastosowaniu się do tej krytyki problemy znikną – nie mogą zniknąć. A nawet jeśli jakieś zostają czasem złagodzone – w ich miejsce pojawią się inne. Narzekania na system edukacji (podobnie jak reformy w tym zakresie) mają zawsze (mocne słowo) charakter wycinkowy i nigdy (ostro dziś) nie odnoszą się do całej jego złożoności.

Związki chcą, żeby były podwyżki

Najbardziej partykularnie i nieraz wręcz cynicznie postrzegają te sprawy oświatowi związkowcy. Usiłują oni zawłaszczyć temat oświaty poprzez wmawianie opinii publicznej, że wyrazem dziejowej sprawiedliwości ale i jedynym wyznacznikiem tego, czy w oświacie dobrze się dzieje, czy źle, są systematyczne podwyżki i gwarancje zatrudnienia dla nauczycieli. Tak działają związkowcy – znają się dobrze na kalkulacji wynagrodzeń i obronie branżowych przywilejów ale system jest nieco bardziej złożony. Niebywałe jest to, jak związek zawodowy, powołany do obrony interesów ludzi pracujących, urósł w randze do niebotycznych rozmiarów, wielokrotnie przewyższając jakiekolwiek realne proporcje rangi do odpowiedzialności. Niedawno w „Sygnałach Dnia” minister Kluzik – Rostkowska usłyszała na dzień dobry, że w fotelu, który zajmuje, siedział parę dni wcześniej… nie, nie Dalajlama, nie słynny noblista, nie papież Franciszek, tylko… Sławomir Broniarz! Minister Edukacji – lider związku: pełna symetria, pełna równowaga, pełne partnerstwo?

Rodzice chcą, żeby dzieci były bezpieczne

Dość przejrzyste stanowisko w ocenie systemu edukacji prezentują rodzice – ważny, choć niedoceniany komponent systemu. Dla rodziców ważne jest przede wszystkim bezpieczeństwo dziecka w szkole. Dali temu dobitny wyraz autorzy zawieruchy pod hasłem „ratujmy maluchy”. Zdaniem ambitnych państwa Elbanowskich, miało u nas być tak, że – w przeciwieństwie do wielu innych krajów europejskich – 6-latki miały nie być w szkole m.in. bezpieczne (miały też nie być do szkoły gotowe i vice versa itd.). Argumentu na temat braku bezpieczeństwa nie wolno z góry bagatelizować. Zachowując jednak rozsądek, trzeba uznać, że bezpieczeństwo w szkole musi być rozpatrywane dla każdej konkretnej szkoły odrębnie. System jest dobrze skonstruowany i stwarza szerokie możliwości doskonalenia bezpieczeństwa dzieci w szkole – w każdej szkole, wszystko więc w rękach dyrektorów. Faktem jest, że dla rodziców ważne jest, czy i jakie dziecko przynosi oceny, nagrody, dyplomy i świadectwa ale przede wszystkim ważne jest, aby wracało do domu bezpieczne. Nic nie liczy się dla rodziców bardziej, niż bezpieczeństwo naszych dzieci.

Nauczyciele chcą pracować komfortowo i cieszyć się efektami

Nauczyciele są w tym temacie najbardziej kompetentni ale stosunkowo mało medialnie obecni. Wróbel sprofilował się na publicystę natury ogólnej, Chętkowski bloguje wprawdzie i pisze książki ale szerzej obecny w przestrzeni publicznej nie jest. Ktoś tam jeszcze się udziela…? Pożałowania godne są wszelkie sądy, w których ta grupa zawodowa traktowana jest en bloc. Krzykliwi związkowcy nie są reprezentatywni dla ogółu belfrów, różne pojedyncze, osobliwe typy, o których czasem donoszą media w kontekście np. ujawnionych nagrań z ukrytego dyktafonu – też nie. Jest tyle wariantów nauczania ilu nauczycieli. Nauczyciel, to nie służba mundurowa, gdzie obowiązują ścisłe procedury, to raczej ktoś zdecydowanie bliższy artystom, aktorom. Inspiracja, kreacja, relacja – to najbardziej podstawowe nauczycielskie powinności w ramach realizacji podstawy programowej. Nauczyciele oczekują komfortowych warunków, w jakich mogliby przekładać przewidziany do realizacji program na poszczególne jednostki lekcyjne: warunki sprzętowe, lokalowe, liczba uczniów, bodźce motywacyjne, organizacja pracy – to wszystko pozwala skupić się nauczycielowi na tym, co istotne, by potem cieszyć się efektami – większymi lub mniejszymi, różnie bywa.

Uczniowie chcą, żeby nauka była atrakcyjna, wiarygodna i potrzebna

Uczniowie chcą, żeby w szkole było ciekawie. Gorzko potwierdził to niedawno mój syn – pierwszoklasista. Kiedy rutynowo zapytałem go po lekcjach czego się dziś w szkole nauczył, odpowiedział że niczego oraz że nie lubi chodzić do szkoły, bo szkole może się tylko nauczyć, że 2+2 to jest 4, a on już to wie. Wiem, że nie była to opinia obiektywna (chwilę wcześniej odmówiłem zakupu kolejnej talii kart z piłkarzami) ale coś może być na rzeczy. Źródeł wiedzy jest dziś nieporównywalnie więcej niż kiedyś, wiedza jest łatwiej dostępna. Nauczyciel, chcąc budować w oczach uczniów atrakcyjny przekaz, musi być świadomy ich potrzeb i możliwości. Jeśli nie nastawia się na budowanie z uczniami indywidualnych relacji, które będą konkurencyjne wobec relacji uczniów ze smartfonami i przeglądarkami internetowymi – szkoła będzie w odwrocie. Uczniowie chcą spójnej wizji świata: w domu, w mediach, w szkole, w kościele – to powinno układać się w spójną całość.

Publicyści chcą, żeby system edukacji działał przewidywalnie

Mówi się, że publicyści w pogoni za sensacją łykną wszystko. Tak naprawdę poważnym publicystom chodzi jednak o standardy działania systemu oświaty. Publicyści błyskotliwie wyłowią wszystkie niekonsekwencje, potknięcia, dziwności. Swoje spostrzeżenia niechybnie uogólnią, czasem wstępnie oskarżą, czasem pokażą dwie strony medalu – jedyne co można zrobić, aby nie dać się pismakom, to trzymać standardy. Najbardziej obciachowo w TV wygląda dyrektor szkoły, który zamyka się przed reporterem w gabinecie, nie chce pokazać twarzy albo w ogóle nie chce rozmawiać – to nie są dojrzałe standardy komunikowania się, nie mówiąc już o innych, bardziej merytorycznych standardach w systemie oświaty.

Za wzorcowe pod różnymi względami systemy edukacyjne, uważa się rozwiązania azjatyckie (Korea Południowa, Singapur) oraz system Fiński. Jak dotychczas nikt jednak nie zdecydował się na skopiowanie któregokolwiek z nich. Taka żywa kopia w skali 1:1 jest chyba niewykonalna – z dwóch powodów. Po pierwsze uważa się, że pewne okoliczności kulturowo – obyczajowe czynią taką kopię niemożliwą (to może być prawda, nawet w obrębie tego samego kręgu kulturowego), a po drugie – każdy ma jednak ambicję podążania drogą własnej, ewoluującej przecież refleksji pedagogiczno – dydaktycznej. Na drugą Japonię ani Finlandię nie ma więc co liczyć – idziemy własną drogą. Ale możliwości unijnych, partnerskich, międzyszkolnych wymian, nie tylko z Finlandią, pozostają wielką szansą – trzeba po te możliwości sięgać!

Edukacja jest elastycznym systemem połączonych oczekiwań różnych grup. Sprawnie działający system musi zachować zdolność adaptowania się do potrzeb tych różnych grup w taki sposób, aby pozostawał jednocześnie zdolny do skutecznego kształtowania kluczowych uczestników szkolnej rzeczywistości – wiadomo, o kogo chodzi, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>