Teoria wszystkiego

Steven Hawking – to imię i nazwisko usłyszałem po raz pierwszy podczas jednego z wykładów znakomitego filozofa ks. prof. Kazimierza Wolszy. Pamiętam, że wykładowca był tym facetem wyraźnie zafascynowany ale w pamięci utkwiło mi jedno, że to sparaliżowany geniusz komunikujący się za pomocą jednego czy dwóch sprawnych palców, którymi obsługuje zaawansowany syntezator mowy. Mimo barier komunikacyjnych, wnosi istotny wkład m.in. w rozwój światowej kosmologii. Napisał książkę o początkach wszechświata, o tym, co działo się tuż po wielkim wybuchu. Czyta się ją jak najlepszy kryminał.

Wyposażony we wspomnienia z czasów studenckich wybrałem się kilka dni temu na film „Teoria wszystkiego”. Byłem ciekawy, czego jeszcze dowiem się o jednym z największych umysłów świata. Film okazuje się bardzo ciepłą, przyjazną, romantyczną opowieścią o życiu wybitnego naukowca. Chodzi głównie o życie jako takie, o relacje z żoną, dziećmi, kolegami. O chorobę, która pojawia się nagle i krok po kroku odbiera mu władzę nad poruszeniem się, porozumiewaniem się, wszystkimi codziennymi czynnościami. Budujące jest wsparcie, jakie Hawking otrzymuje od swojej żony. Mimo różnić światopoglądowych (żona – wierząca, mąż – ateista/agnostyk) tworzą – wraz z trójką dzieci – zgodną, kochającą się rodzinę. Żona, mimo gigantycznej determinacji, sama też zaczyna potrzebować wsparcia. Jej przeżycia stają się przez jakiś czas równoważnym wobec głównego bohatera komponentem filmu. Samodzielność ale i samotność w opiece nad niesamodzielnym mężem daje początek jej znajomości z wdowcem – dyrygentem kościelnego chóru. Nie jest to jednak przewidywalny romans typu „odskocznia” ale pełna dynamicznych napięć i uczciwie przeżywanych dylematów więź bliska przyjaźni. Dyrygent jest przyjacielem państwa Hawkingów, pomaga w opiece nad Stevenem, przy jego pełnej akceptacji. Ten wątek urywa się tuż po narodzinach trzeciego dziecka Hawkingów, kiedy rodzina domaga się „prawdy” na temat ojcostwa bobasa, niedwuznacznie sugerując, że ruchowo ubezwłasnowolniony już wtedy zupełnie Steven, raczej nim nie jest. Dyrygent, dla uspokojenia sytuacji, usuwa się wtedy z życia państwa Hawkingów. Dla żony sytuacja skomplikowała się, kiedy na skutek postępów choroby mąż traci mowę. Porozumiewanie się z nim miało być początkowo prowadzone przy pomocy plastikowej tablicy z pogrupowanymi i pokolorowanymi literami. Korzystanie z tego narzędzia wymusiło zaangażowanie specjalistki, która rozpływała się w pochwałach na temat bystrości, błyskotliwości, inteligencji podopiecznego. Umęczona prozą codzienności żona Hawkinga słucha tych słów z niejakim zakłopotaniem. Z czasem specjalistka oferuje ów słynny syntezator mowy, a krótko potem dochodzi do separacji, a potem do rozpadu związku małżeńskiego Hawkingów i budowania jego relacji ze specjalistką. Żona zwróciła się ku dyrygentowi.

Kluczowe dla świata zainteresowania naukowe Hawkinga są w filmie ledwie obecne. Forma ich prezentacji jest na tyle enigmatyczna i ogólnikowa, że przeciętny widz dowiaduje się jedynie, czym zajmuje się Hawking (kosmologia), czym w szczególności (czarne dziury) oraz o czym marzy (równanie, które zgrabnie wyrazi wszystkie prawa fizyki). Dla średnio rozgarniętego widza po maturze nawet mglista namiastka zrozumienia tych zagadnień nie jest jednak możliwa. Kilka momentów nauki, wykładów, prac nad rozwiązywaniem problemów, egzamin doktorski – nie stanowią spójnej, linearnej całości. Widz przyjmuje na wiarę, że oto dzieją się rzeczy wiekopomne ale raczej samodzielnie nie jest w stanie ich dostrzec ani docenić. Jednakowoż trzeba docenić twórców filmu, że bardzo chcieli dać widzom możliwość śledzenia etapów rozwoju myśli Hawkinga, ale ten zamiar udało się zrealizować tylko w niewielkim zakresie.

Film odsłania trudność w odwzorowaniu na ekranie całej prawdy o człowieku. Okazuje się, że trudność ta jest również przypadłością filmów biograficznych. Choć do biografii temu obrazowi daleko. Sięgając, już po projekcji, po ogólnodostępne życiorysy Hawkinga, można dojść do wniosku, że film jest raczej autorskim układem epizodów z różnych etapów jego życia. Wybór, jakiego w tym zakresie dokonał mniej znany mi reżyser, jest ukierunkowany na ukazanie egzystencjalnych kontekstów życia znanego naukowca. Reszta jest ukryta ale to, co nie wybrzmiało dobrze koreluje z tym wszystkim, czego Hawking faktycznie w rzeczywistości nie mówi. Komunikowanie się jest dla niego utrudnione, a słowa, które przy pomocy syntezatora emituje – są przede wszystkim zwięzłe. Pierwszoplanowa miłość Steven Hawkinga i jego żony jest ukazana jako abstrakcyjny akt woli, jak naukowa teza, której – jak na rasowego teoretyka przystało – główny bohater nie stara się doświadczalnie dowodzić. Jego cielesność, nawet przed ujawnieniem się choroby, pozostaje zawsze tylko powłoką genialnego umysłu. To, co istotne dzieje się zawsze wewnątrz jego umysłu, zwłaszcza widać to po ujawnieniu się choroby ale przedtem także. Może więc po prostu filmowo nie dało się ukazać wielkości jego nauki? Poza tym, skoro grupa osób na świecie, które potrafią biegle ogarnąć naukowe rozterki Hawkinga jest i tak mocno ograniczona, film i tak nie mógł zostać zrobiony dla ekskluzywnego grona kosmologów – teoretyków. Subiektywnym potwierdzeniem znikomego oddziaływania naukowego filmu jest fakt, że nie zaobserwowałem u siebie inspiracji do sięgnięcia po „Krótką historię czasu” – bestseller Hawkinga, o którym opowiadał kiedyś ks. Wolsza, który (bestseller) w tej roli występuje też w filmie. Jest to więc film nie tyle o fenomenalnym naukowcu ale o człowieku – genialnym choć trudnym.

Dla dociekliwych:
Dokument o życiu codziennym Stevena Hawkinga: http://youtu.be/hi8jMRMsEJo (angielski)
Zwiastun filmu „Teoria wszystkiego” http://youtu.be/3WTn1SxUvJc (napisy w j. polskim)

Komentarze

  1. Marzec 4, 2015

    Dorota Odpowiedz

    Scenariusz dobrze przemyślany.Film wspaniałe zagrany.Nie jest to streszczenie osiągnięć profesora kosmologii bo i nie miało nim być.Jest to wspaniała, wzruszająca opowieść o miłości, nadziei, ciężkiej pracy i przyjaźni.
    Kilka scen wzruszyło mnie szczególnie.

    Moment w filmie ukazujący rozmowę lekarza z chorym zaraz po rozpoznaniu choroby jest wspaniałay.Doktor,który potrafi szczerze, bez zbędnych emocji przekazać rozpoznanie tak dramatycznej w przebiegu choroby a także bez wahania odpowiada na najtrudniejsze chyba pytanie o długość pozostałego życia to wzór dla wszystkich współczesnych lekarzy.
    Wiem, że prawdopodobnie jestem w mniejszości ale uważam,że lekarz nie musi być psychologiem,pedagogiem czy księdzem jednocześnie.
    Jak bardzo dziś brakuje lekarzy,którzy mają odwagę uczciwie poinformować pacjenta o chorobie i wszystkich aspektach z nią związanych.Znajdą czas na spokojna, intymna rozmowę gdzie lekarz jest do dyspozycji pacjenta-nawet jeśli rozmowa odbywa się na korytarzu szpitalnym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>