Tragedia w Garissa (Kenia)

Uczelnia Garissa University College (GUC) funkcjonuje zaledwie od kilku lat. Do 2011 r. działała jako średnia szkoła zawodowa. Od 2011 rozpoczęła działalność jako szkoła wyższa (początkowo afiliowana do położonego na zachodzie kraju Uniwersytetu Moi), kształcąca – zgodnie z potrzebami krajowymi – w kierunkach technologicznych i biznesowych. Planuje się tam wprowadzić studia w zakresie zarządzania, nauk i technologii medycznych oraz projektowania, reklamy, informatyki i technologii informatycznych. Równolegle jednak uczelnia prowadzi cały czas kształcenie zawodowe na poziomie średnim. GUC to niewielki, regionalny uniwersytet, mocno związany z miastem Garissa i obejmującym pięć powiatów okręgiem w północno wschodnim regionie kraju, dla którego to regionu został powołany. Uniwersytet pisze o sobie, że przyczynia się do rozwoju życia kulturalnego miasta i regionu, a we wszystkich swoich działaniach stara się mieć na uwadze potrzeby lokalnej społeczności. Garissa University College stara się wdrażać nowe sposoby myślenia, rozwiązywania problemów i nowe priorytety na podstawie rzetelnej wiedzy naukowej, możliwości technologicznych i inżynieryjnych, integrując postęp naukowy z zasadą zrównoważonego rozwoju. Absolwenci uczelni mają być nie tylko dobrze przygotowani do radzenia sobie na rynku pracy ale również do radzenia sobie z codziennymi wyzwaniami poprzez promowanie kultury samodzielnego myślenia i odpowiedzialnego działania.

Na stronie internetowej kenijskiej uczelni można przeczytać, że instytucja ta zatrudnia 75 pracowników ale do końca roku ma ich być aż 200. Cele strategiczne Uniwersytetu to nauczanie, badania, innowacje, usługi komunalne i rozwój. Poza tym nacisk kładzie się tam na wykorzystanie nowoczesnych technologii. Szkoła chce również zaangażować się w badania ukierunkowane na łagodzenie problemów społecznych, zarówno współcześnie jak i przyszłości. Na GUC studiuje około siedmiuset trzydziestu studentów w formule bezpłatnej (ich edukacja finansowana jest ze środków rządowych) oraz około stu studentów, którzy sami opłacają swoje studia. Studenci wybierają kierunki kształcenia spośród szerokiej gamy kursów specjalistycznych, zawodowych i technicznych. Potencjał naszych absolwentów – pisze uczelnia – będzie zależał od ich zdolności do praktycznego zastosowania nabytych umiejętności technicznych poprzez szkolenia w zakresie rozwiązywania problemów globalnych oraz poprzez dostarczanie innowacyjnych rozwiązań.

Uczelnia ma skromną bibliotekę i stosunkowo dobrze wyposażone laboratoria. Kampus uczelni jest bardzo rozległy, co pokazuje poniższy schemat:

 

1. Tędy bandyci weszli na teren uniwersytetu, dwóch strażników zostało zastrzelonych przy bramie.
2. Tutaj zaczęto strzelać na terenie kampusu.
3. Pierwsi, pojedynczy studenci zostali zaatakowani w salach wykładowych.
4. Mordercy strzelali do studentów w żeńskich akademikach.
5. Niektórzy studenci uciekli przez płot kampusu.

Cały teren jest ogrodzony, a wjazd na kampus jest strzeżony przez wartowników, którzy jednak w czwartek rano zginęli jako pierwsi, dając się zaskoczyć atakującym terrorystom. Kiedy bandyci przedostali się na teren kampusu, biegli najpierw przed siebie strzelając i rzucając granatami na oślep. Zginąć mógł wówczas każdy, kto się nawinął. Zatrzymali się w pomieszczeniach wykładowych, a docelowo dopiero w akademiku dziewcząt. W porze ataku (ok. 5:30) wielu studentów jeszcze spało, część wybierała się na poranną mszę, niektórzy krzątali się po terenie kampusu. Uratowali się głównie ci, którzy słysząc strzały i wybuchy przy bramach wjazdowych uciekli z budynków. Jedni biegli, inni czołgali się, pewna dziewczyna wysmarowała się krwią zabitych wcześniej studentów i położyła się twarzą do ziemi udając martwą, dzięki czemu przeżyła, jeszcze inna osoba schowała się w szafie, z której nie wychodziła przez 2 dni – każdy szukał swojej strategii na ocalenie życia. Setki osób w ten lub inny sposób uciekły. Ci, którzy zostali wewnątrz, podlegali później makabrycznej selekcji: kto wyrecytował muzułamańskie wyznanie wiary – mógł odejść, pozostałych rozstrzelano. Inni piszą, że mordercy tylko pytali uwięzionych studentów o wyznanie – w przypadku przyznania się do chrześcijaństwa albo wypowiedzenia aktu strzelistego „Jezu, ocal mnie!” – zabijali natychmiast. Po jakimś czasie bandyci chodzili korytarzami akademika między dziesiątkami leżących na podłodze zwłok. Masakra rozgrywała się przez kilkanaście godzin.

Siłom policyjnym i jednostkom wojska trudno było przerwać tę kaźń wcześniej, bo dwóch terrorystów (z pięciu biorących udział w ataku) rozlokowało się na dachu i ostrzeliwało podchodzące jednostki rządowe. Te zaś okazały się wobec nich bezbronne. Niezrozumiale długo trwało też planowanie policyjnego szturmu, który przypuszczono dopiero ok. 21:00, zginęło 4 terrorystów – otoczeni w jednym z akademików, zdetonowali samobójcze kamizelki, piątego podobno schwytano żywego podczas próby ucieczki. Liczba ofiar i rannych okazała się ostatecznie dramatycznie wysoka. W krótkim czasie władze Kenii zdecydowały się na odwet wobec terrorystów. Przy pomocy myśliwców bojowych dokonano nalotów na ich domniemane siedziby. Władze przyznały jednak, że ze względu na duże zachmurzenie w trakcie ataku nie udało się miarodajnie ocenić skali zadanych nieprzyjacielowi strat. Na wszelki wypadek, gdyby sprawa była aktualna, władze wyznaczyły nagrodę 20 mln kenijskich szylingów (ok. 215 tyś dolarów) za wskazanie kryjówki lub schwytanie przywódcy bandy morderców, który miał zorganizować atak na kampus uniwersytecki w Garissa.

Biskup Garissa Paul Darmanin (pochodzący z Matly kapucyn, pierwszy biskup tej diecezji, który rozpoczął posługę w roku 1984) został zapewniony o wsparciu lokalnego Kościoła, nie tylko modlitewnym ale każdym, które będzie potrzebne. Kard. John Njue, arcybiskup Nairobi, przewodniczący episkopatu Kenii potępił atak, wezwał do globalnej reakcji na terroryzm, prosząc jednocześnie, żeby nie postrzegać tego, co stało się w Garissa w kategoriach wojny międzyreligijnej. Prezydent Kenii ogłosił 3-dniową żałobę narodową.

Nie wiem co możemy zrobić, my europejscy chrześcijanie, aby przeciwdziałać takim aktom barbarzyństwa? Pytam o to, co możemy zrobić tak konkretnie, konstruktywnie…? Nie mam natomiast na myśli narzekania na polityków ani neurotycznych konfabulacji na temat rodzaju tortur, jakim ktoś z nas poddałby tamtych zabójców, gdyby tylko dostał ich w swoje ręce. Dwie rzeczy wydają mi się pewne: po pierwsze, nasze regionalne problemy religijne są niczym wobec problemów chrześcijan narażonych dziś na brutalne prześladowania. Po drugie, nasz Kościół jest powszechny w sensie teologicznym i organizacyjnym ale praktycznie każda lokalna wspólnota jest zasadniczo zdana na siebie – nikt z nas nie jest w stanie rozwiązać problemów Kościoła w Kenii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>