Tydzień biblijny

Pismo św. to księga fascynująca! W zasadzie nie księga, a cała biblioteka. Na jej poznanie można by poświęcić całe życie, ale nawet w takiej perspektywie można być pewnym, że się nie zdąży. Wiedza o Biblii staje się coraz bogatsza. Kiedyś np. bibliści na uczelniach po prostu wykładali Pismo św. Później, kiedy wiedzy o Piśmie św. zaczęło być coraz więcej, bibliści zaczęli się specjalizować: jedni nauczali jako specjaliści od Starego Testamentu, a inni od Nowego Testamentu. Ten podział szybko okazał się niewystarczający. Specjalizacje zeszły najpierw na poszczególne grupy ksiąg, np. pięcioksiąg w ST czy ewangelie w NT, a później jeszcze niżej – na poszczególne biblijne księgi. Dziś przyznanie się do specjalizacji w zakresie danej księgi może nie wystarczać. Dziś fachowcy specjalizują się w tematyce danej księgi. Co znaczy, że specjalizujesz się „w Marku”? W czym konkretnie? Cuda Jezusa? Męka i śmierć? A może chronologia życia Jezusa?

Lektura Biblii jest sporym wyzwaniem. Na jednej z katechez jeszcze przyparafialnych, jeden z wikarych powiedział, że czyta pismo św. ciągle. Tzn. czyta do początku do końca, a potem znów od początku do końca i tak w kółko. To było imponujące oświadczenie. Powiedział też, że jakby ktoś chciał, to może dać Pismo św., bo ma kilka „tysiąclatek” i może je rozdać. Podszedłem po katechezie i w ten sposób otrzymałem swoje pierwsze Pismo św. Krótko później dowiedziałem się, czym jest „tysiąclatka”.

Z ogromnym szacunkiem wspominam wykłady z Pisma św., których sporo było na moich jakże mądrych studiach teologicznych. W czasie studiów poznałem też znakomitego kolegę, który dziś wykłada Pismo św. Pamiętam, jak zachwycał się tłumaczeniem Nowego Testamentu na hebrajski, jakie wspaniałe nowe konteksty to tłumaczenie ujawniało, zdaje się że podawał nawet przykłady.

Egzamin z poszczególnych ksiąg biblijnych obejmował najpierw część wiedzy z treści, a etap drugi obejmował tzw. tematy teologiczne księgi. Przy czym pytania z treści miały charakter eliminacji do drugiego etapu. Można było awansować od razu albo nie od razu. Różnie bywało. Dzięki tamtym doświadczeniom mogę dziś żyć z satysfakcją, że przeczytałem całe Pismo św. Trochę specyficzna to satysfakcja, bo sama lektura jeszcze o niczym nie świadczy, ale zawsze to coś. Tak myślę.

Jako katecheta także duży akcent kładłem na Pismo św. Były konkursy w znajomości sygnatur poszczególnych ksiąg – trzeba było rozszyfrować skróty typu Syr, Joz, a następnie ułożyć w je w kolejności, w jakiej występują w Biblii. Były praktyczne ćwiczenia ze znajomości kolejności ksiąg w Piśmie św. Ta zabawa edukacyjna polegała na tym, że należało wziąć Biblię do ręki i otworzyć np. księgę Izajasza. To oczywiście może się nie udać za pierwszym razem, można np. trafić na Jeremiasza albo nawet na Psalmy (wtedy ćwiczenie było zaliczone). Ale jeśli delikwent otwierając Biblię wkładał paluch w rejony, gdzie są ewangelie, to wiadomo było, że nie ma pojęcia, gdzie szukać Izajasza. Wtedy była powtórka. Taka w zasadzie instrukcja obsługi Pisma św.

Przypominam sobie, że jednym tematów, jaki realizowałem z uczniami w szkole średniej, była prezentacja różnych tłumaczeń i wydań Biblii. Nie wchodząc teraz we wszystkie niuanse, jednym z elementów lekcji o tłumaczeniach Biblii było pokazanie młodzieży kilku takich przykładowych wydań, które akurat mam na półce.

Pokazywałem najbardziej popularną „Biblię Tysiąclecia”, tzw. biblię poznańską i przykład tzw. biblii lubelskiej. Te trzy przykłady pokazuję na zdjęciach. Nie wchodząc w szczegóły założeń, jakie realizują poszczególne tłumaczenia, choć to bardzo ważne, ich najbardziej zauważalną specyfiką są różne proporcje tekstu biblijnego i przypisów. Tysiąclatka zawiera stosunkowo mało przypisów – większość tekstu to tekst ksiąg biblijnych. Biblia poznańska, nieco upraszczając, dzieli tekst biblijny i przypisy w proporcjach pół na pół, a biblia lubelska jest pod tym względem przeciwieństwem tysiąclatki: po kilku wierszach pisma św. całą stronę wypełniają przypisy, wyjaśnienia, konteksty, różne odniesienia – wszystko, co pozwala lepiej i głębiej zrozumieć tekst biblijny. Z tej biblii lubelskiej mam tylko księgę Izajasza. Jej wydanie w tej formule obejmuje dwie grube książki.

Polecam każdemu jakiś kontakt z Pismem św. Wypada się orientować w jego zawartości i przynajmniej trochę tę zawartość ogarniać. Słuchanie fragmentów podczas liturgii to minimum z minimum. Czasem się zastanawiam, czy naprawdę nie stać mnie na więcej?

Biblia tysiąclecia

Biblia poznańska

Biblia lubelska (księga Izajasza, tłum. ks. Lech Stachowiak)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>