Tylko nie mów nikomu

Sporo czasu minęło od premiery filmu braci Sekielskich. Mam wrażenie, że wszystko, co ważne, zostało już na ten temat napisane, powiedziane, przeczytane, pomyślane… Film odegrał ważną rolę w życiu Kościoła w Polsce. Uderzył w struny, które dotychczas były skutecznie tłumione. Zabrzmieć pozwoliły im dopiero opowiedziane przekonująco historie ludzi skrzywdzonych przez duchownych. Wydźwięk tych sytuacji jest mocny i nie zostawia obojętnym. Osobiście bardzo żałuję, że musiał powstać film, aby w polskim Kościele uczciwie zajęto się przestępcami w sutannach. Musiały zostać zaktualizowane watykańskie instrukcje i wytyczne, bo bez nich biskupi nie wiedzieli, co robić, kiedy ksiądz wykorzysta seksualnie dziecko. W żadnej z czterech ewangelii nie występuje słowo „pedofilia”, więc może dlatego nie wiedzieli…? Z zainteresowaniem przyglądam się temu, co dzieje się wokół filmu i w związku z nim. Obecnie (5.06.2019) wydaje się, że poza listem episkopatu, dzieje się niewiele. Znowu oczy nasze spoglądają w stronę Watykanu. Zamiast rozliczać się z zaniedbań, nasi biskupi zdają się wpatrywać w niebo, skąd przylecieć ma wkrótce abp. Charles Scicluna.

I. TERLIKOWSKI

Pierwsza sprawa, która wzbudza moje zainteresowanie, to reakcja red. Tomasza Terlikowskiego na film Sekielskich. Kogo jak kogo, ale tego publicysty nie można posądzać o to, że siedzi okrakiem na ideologicznej barykadzie i wierzga wesoło nogami rozdając miłe komentarze raz jednej raz drugiej stronie. To najwierniejszy z wiernych, fighter, pretorianin. Człowiek elokwentny, religijny, publicysta z bogatym dorobkiem. Jest Terlikowski ostatnim publicystą w tym kraju, którego można by oskarżyć o negatywne nastawienie do ludzi Kościoła, czy – uchowaj Boże – walkę z Kościołem. Co napisał pan Terlikowski po obejrzeniu filmu „Tylko nie mów nikomu”? Oto wybór fragmentów jego wypowiedzi – każda z nich to czerwona kartka dla ludzi Kościoła. W roli arbitra – Tomasz Terlikowski.

  • (17 maja 2019) Teraz jest czas już nie słów, ale czynów. Konieczna jest Komisja, z udziałem świeckich i ekspertów, przebadanie archiwów IPN i pełne rozliczenie. A decyzje muszą zapadać jak najszybciej. To już nie jest czas gadania, uśmiechania się i wywiadów, ale działań. Jeśli ich nie będzie, to w ciągu kilku kilkunastu miesięcy Kościół straci autorytet społeczny. I długo nie będzie w stanie go odzyskać.
  • (19 maja 2019) Konieczna jest realna a nie piarowa komisja, która realnie zbada te wszystkie przypadki. Ale zbada też archiwa IPN-u – tam jest naprawdę moc informacji na ten temat. I to musi być komisja złożona także z osób świeckich. Muszą się tam znaleźć lekarze, seksuolodzy, psychologowie, prawnicy, kryminolodzy, historycy. Komisja musi poważnie przebadać ten materiał i jak w USA przebadać każdego biskupa i księdza, który pracował w Polsce od 1945 do 2019 roku. I określi, jaka jest skala tych problemów, kto krył, kto nie krył, co się działo, jakie były powody.
  • (20 maja 2019) Sprawiedliwa kara powinna dotyczyć jednak również tych, którzy takie sprawy kryli czy pomagali sprawcom działać dalej. W tym przypadku także miłosierdzie wobec ofiar oznacza sprawiedliwość wobec nich. Dlaczego jest to tak ważne? Po pierwsze dlatego, że ofiary muszą wiedzieć, że ich interes jest pierwszorzędny; po drugie dlatego, że katolicy w Polsce muszą mieć świadomość, że ludzie, którzy narazili na niebezpieczeństwo ich dzieci (tu mowa o kryjących), jak i ci, którzy sami byli sprawcami nie będą już odpowiedzialni za tego rodzaju sprawy, a każdy komu przyjdzie do głowy, by chronić sprawców przestępstw seksualnych, by wiedział, że gdy zostanie to odkryte, to poniesie on surowe konsekwencje. To ważny element w odbudowaniu zaufania do instytucji. Po drugie oczyszczenie Kościoła oznacza nie tylko oczyszczenie z przestępców seksualnych, ale także z tych, którzy w imię rzekomego dobra Kościoła ich bronili.
  • (21 maja 2019) Jest kolejny oskarżony. Kardynał Henryk Gulbinowicz. Hierarcha pierwszego kalibru. I to nie o krycie, a o molestowanie. Czego nam jeszcze trzeba, żeby zrozumieć, że albo rozliczymy się sami, i to od zaraz, a także naprawdę skupimy się na ofiarach i na zadośćuczynieniu, albo rozliczenie dokona się ponad nami, ale wtedy naprawdę nie będzie już czego zbierać z autorytetu polskiego Kościoła. Wiara, że Polacy są inni, niż Irlandczycy jest – delikatnie rzecz ujmując – naiwna.

 

II. DZIWISZ I JAN PAWEŁ II

Druga sprawa to frapujący zarzut sformułowany w filmie wobec kard. Dziwisza, a pośrednio także wobec Jana Pawła II. Chodzi o rzekome krycie pedofilów na poziomie najwyższych władz kościelnych. Do tych zaniedbań miało dochodzić na skutek rozmyślnych, intencjonalnych zaniechań osobistego sekretarza Jana Pawła II. Film porusza ten wątek marginalnie, zaledwie o nim napomyka. Z wielu względów wybrzmiewa on jednak bardzo donośnie. Stanowi niedomówienie, jedno z nielicznych w tym filmie, koncepcyjnie umieszczone zostało owo niedomówienie pod koniec filmu, więc widzowie zostają z nim mimo, iż oddziaływanie wcześniejszych opowieści jest porażające. Trudno rzetelnie ocenić ten wątek. Lekko dołożył niedawno do przysłowiowego pieca sam papież Franciszek. Podzielił się mianowicie przypuszczeniem, że Jan Paweł II był w sprawach pedofilii duchownych okłamywany. Trudno nam z zewnątrz ocenić i rozsądzić, jak było naprawdę. Niemal wszyscy, którzy mogliby opowiedzieć, jak było naprawdę, żyją, mają się dobrze i mogliby ustnie lub pisemnie wypowiedzieć się w tych kwestiach. Czy zechcą? Trudno mi uwierzyć, aby np. abp Dziwisz świadomie okłamywał Jana Pawła II. To absolutnie niewiarygodne. Jednak emerytowany kard. Dziwisz jest jednym z nielicznych, który może kryć się między wierszami papieskiego przypuszczenia o okłamywaniu Jana Pawła II.

Kiedy do Watykanu docierały w różnej formie i w różnym natężeniu pogłoski o czynach pedofilskich różnych ważnych duchownych, Dziwisz i z pewnością nie tylko on, nie dawał im wiary. Dlaczego? Wychował się i ukształtował w Polsce w czasach, kiedy różne osoby i służby starając się dyskredytować duchownych, preparowały na ich temat kłamliwe informacje. Może księży w Polsce nie oczerniano pedofilią. Na różne sposoby starano się jednak przypisać im złe działania. W ten sposób wprowadzano dystans między duchownymi a wiernymi, osłabiając zaufanie jednych do drugich. Była to w minionych czasach metodyka walki komunistów z Kościołem. Dziwisz mógł myśleć, że spływające do Watykanu, na pierwszy rzut oka kompletnie niewiarygodne doniesienia o czynach pedofilskich niektórych duchownych są właśnie elementami kampanii oszczerstw, że nie należy im wierzyć. Być może pod koniec pontyfikatu Jana Pawła II zaczął reflektować i nabrał wątpliwości. Być może zaczął dopuszczać inną rangę tych doniesień, być może zaczął traktować je inaczej, może nawet zaczął liczyć się z tym, że mogą być prawdziwe. Stan zdrowia papieża nie pozwalał mu jednak wtedy interweniować z odpowiednią dynamiką. Być może pod koniec pontyfikatu faktycznie chciał już tylko przeczekać. Byłoby więc tak: najpierw w te makabryczne doniesienia nie wierzył i dlatego papieżowi o nich nie mówił, a później przemilczał te sprawy, nie chcąc pogłębiać problemów zdrowotnych papieża. W pojedynczych sytuacjach mogło być inaczej, ale co do zasady – za Jana Pawła II dynamika reakcji na skandale pedofilskie była znikoma.

 

III. TYLKO POWIEDZ WSZYSTKIM

Trzecia sprawa związana z filmem Sekielskich, to akcja #TylkoPowiedzWszystkim. Taki hasztag zaczął jakiś czas temu pojawiać się na Twitterze. Po przejrzeniu jakiejś puli otagowanych w ten sposób wiadomości można było domyślić się, że chodzi o ukazanie życiorysów i dorobków dobrych księży. Takich, których życie bardzo głęboko zakorzenione było w Ewangelii. Pozornie cenna akcja okazała się jednak kompletnie niewspółmierna do problemu, który symbolizuje tytuł filmu Sekielskich. Gdyby chodziło o film, w którym autorzy stawiają tezę o powierzchownej pobożności księży, o niskim poziomie głoszonych kazań, o braku kreatywności na polu duszpasterskim, katechetycznym itp. – wówczas medialna reakcja pokazująca liczne przykłady obalające tezę filmu, byłaby przedsięwzięciem pożądanym i jak najbardziej na miejscu. Film ukazuje jednak coś innego. Tematem jest wykorzystywanie seksualne dzieci przez niektórych księży oraz – jakby na to nie patrzeć – poważne zaniechania Kościoła w obszarze radzenia sobie z tą patologią. Jak to wygląda, kiedy w ramach kontrofensywy wobec ujawnionych przestępstw, jeden z czołowych proboszczów Twittera pisze o tym, jak duży odsetek księży posługujących w jego diecezji zginął w czasie ostatniej wojny? Ktoś inny pisze, że w czasie okupacji niemieckiej Żydów ratowało 75% polskich biskupów i 1000 księży i ok. 4000 sióstr? Jeszcze inny, że ks. Gwidon z Motpellier, który założył pierwsze okno życia, nie ma nawet notatki w angielskiej Wikipedii… Ktoś jeszcze inny napisał, że ksiądz Vince Capodanno, służył w Marrines w Wietnamie (na własną prośbę, jako kapelan). Udzielał sakramentu namaszczenia chorych rannym żołnierzom w najtrudniejszych warunkach. Jak to się ma do problemu poważnych zaniedbań na polu walki z seksualnym wykorzystywaniem dzieci przez niektórych ludzi Kościoła? Ano nijak. Była to – logicznie rzecz biorąc – akcja kompletnie nieadekwatna. Wśród księży są pedofile? Ale są też osoby święte! Drużyna spada z ekstraklasy? Ale są w niej reprezentanci kraju! – to mniej więcej tego typu argumentacja. Chwała świętym kapłanom! Film Sekielskich nie podważa istnienia i posługiwania świętych kapłanów. Opowiada jednak o czymś zupełnie innym.

Nie można zarzucać filmowi Sekielskich, że to narzędzie walki z Kościołem albo że autorzy nakręcili go dla uzyskania rekordowej oglądalności. Naszym obowiązkiem jest odnieść się do problemów poruszonych w tym filmie, zwłaszcza do przemilczanych czynów pedofilskich niektórych duchownych. Jesteśmy tylko ludźmi, podobnie jak księża i biskupi. Musimy zmierzyć się z tym problemem najbardziej uczciwie, jak to u ludzi Kościoła możliwe. List Episkopatu był krokiem w dobrą stronę, za nim powinny jednak pójść konkretne działania. Najlepiej tak samo spektakularne, jak sam film. Szymon Hołownia wezwał na łamach Tygodnika Powszechnego do dymisji biskupów. To byłoby znakiem uczciwego przyznania się do win popełnionych uczynkiem czy zaniedbaniem. Czy ktokolwiek posłucha apelu cenionego publicysty? Może przynajmniej jeden by posłuchał – domniemany bohater „Kleru” i przypadkowy lider duchownych komentatorów filmu Sekielskich, który „byle czego” nie ogląda. Książę Sławoj jest jak Kazimierz Pawlak w samolocie: wysoko, najedzony i za nic nie odpowiada. W przyszłym roku osiągnie wiek emerytalny. Czy jako emeryt również nie będzie za nic odpowiadał?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>