W rytmie roku: Konsekwencja – w tym, co dobre (2/14)

Robiąc coś za kogoś, łatwo narazić się na jakiś przydomek. W ujęciu optymistycznym taki człowiek zostanie zakwalifikowany, jako bardzo pomocny, grzeczny, miły, uczynny. W ujęciu neutralnym – jako człowiek dobrotliwy ale z podtekstem w kierunku naiwności. W ujęciu negatywnym – to frajer, czyli osoba wierząca w to, w co inni nie wierzą i robiąca rzeczy, których inni nie robią, bo frajerami nie są. Żyjąc jak na scenie, uzależniając komfort własnego życia od liczby polubień i tego, co powiedzą i pomyślą inni, łatka frajera jest wyjątkowo dojmująca… Warto robić coś za kogoś?

Perspektywa przeżywania osobistych emocji zmienia się jednak w zależności od rozmieszczenia fundamentalnych punktów odniesienia. Jeśli zależałoby mi przede wszystkim na dobrych opiniach innych – moje sprawy musiałyby przebiegać tak, aby jak najwięcej pochlebnych opinii mogło się pojawiać i promować. Jeśli zależy mi na innych celach – moje sprawy muszę przyporządkować tym celom. To oczywiste. Problemem jest napięcie między jednym a drugim – bardzo chciałbym realizować swoje życiowe cele (te wzniosłe i średnio-wzniosłe) ale najchętniej w taki sposób, aby mieć publiczność i dawać jej okazję do wyrażania podziwu. Nie zawsze jest to możliwe, na ogół nie jest. Na ogół trzeba podejmować zadania, które nie przyciągają publiczności, nie przysparzają dobra, satysfakcji, szczęścia, poklasku, a wręcz przeciwnie – są niezrozumiałe i ambiwalentne, bywają krytykowane. Jeśli towarzyszy im dobry cel – warto je podejmować i warto być konsekwentnym. Czasem pokusa jest inna – żeby odpocząć, zwolnić, zapomnieć na chwilę. Całkiem fajne jest bycie mężem, gdyby nie codzienne gesty, codzienne oddanie, wybaczanie, wierność… I fajne byłoby bycie rodzicem, gdyby nie ten dobry przykład, który trzeba codziennie dawać. Od tego co dobre i ważne urlop nie przysługuje – trzeba codziennie brać to na barki i konsekwentnie iść do przodu.

Komentarze

  1. Luty 25, 2015

    Dorota Odpowiedz

    Nie jestem pewna czy dobrze zrozumiałam Twoj wpis.Poruszasz tam co najmniej kilka osobnych zagadnień…
    Nasuwa mi sie jednak tylko jedna mysl po przeczytaniu.Rzadko ,bo tylko czasem ,bywamy soba dla siebie.Jestem rodzicem,wspolmalzonkiem,pracownikiem,przyjacielem.Role nie sa szyte na miare niestety. Trzeba doceniać te krotkie chwile,ktore pozwalaja lapac oddech,daja dystans, powodują,ze znow chce sie chcec;)
    Ucze moje dziecko, ze nie jest wazne to co mysla o nas inni.Szkoda czasu na przejmowanie sie.Trzeba robic swoje i szukac plaszczyzn, ktore daja nam spelnienie,radosc,inspiracje.

    Nie jestem pewna czy moj wpis jest adekwatny do tego co chciales przekazac…ale jak widac nie przejelam sie tym zbytnio klikajac „opublikuj komentarz” :)

  2. Luty 26, 2015

    Gospodarz Odpowiedz

    Twoje wpisy zawsze są adekwatne :) wielkopostne wpisy ‚w rytmie roku’ są osobistymi impresjami na temat kolejnych stacji Drogi krzyżowej i to byłby ewentualnie klucz do interpretacji tej serii tekstów ale zawsze można czytać indywidualnie i kreatywnie. Lubię to: „Trzeba doceniać te krotkie chwile,ktore pozwalaja lapac oddech,daja dystans, powodują,ze znow chce sie chcec;)” :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>